30.09.2015 14:14:39
Bardzo mi się spodobały teksty Imć Kocura – więc dla przypomnienia wybrane fragmenty z jego „neutralnego” światopoglądu:
„14 września, koło południa. Trwoga wielka ogarnęła lud boży, na widok Budynia z zabandażowaną ręką prawą. Na szczęście sprawa okazała się trywialna. Budyń po blisko miesiącu uników musiał podać rękę szefowej jeszcze rządu a następnie, odrazą ogarnion, szorował ową dłoń szczotką drucianką i lizolem zlewał, przez co do ran doprowadził. Różne bywają stygmaty.
18 września rano. Moja bassecica ma obstrukcję. W końcu rano udało się jej zrobić klocka w kształcie małej litery ‘i’, wypisz, wymaluj jak z logo partii pewnej. Jeżeli w dalszym ciągu dnia wykupska ‘P’ i ‘S’, wybiorę sobie pseudonim i udam się na emigrację wewnętrzną.
23 września popołudniu. Budyniowy minister zapowiedział, że jego szefa zaprosił osobiście Franciszek, przez katolików zwany Ojcem, w dodatku Świętym (w sumie fajny gość, chociaż w sukience), do złożenia wizyty w Watykanie. Tego samego dnia wieczorem franciszkowy minister oświadczył, że żadnego zaproszenia nie ma. I to nawet nie dlatego, że Franciszek nie lubi gości z wazeliną, ale nigdy nikogo nie zaprasza.
24 września wieczorem – Budyń w trzy karoce zajechał nocą ciemną do domu Prezesa. Zuch Budyń! Pokazał, że on ponad niedomówieniami wszelakimi. A i różnorodność w fikaniu koziołków pochwala. Pomyślcie – jeszcze lat parę wizyta nocna w domu starego kawalera z odchyłami byłaby uznawana za podejrzaną. Bo po co pojechał? Pogadać można wszędzie i w samo południe nawet.To co oni robili? Kota głaskali?"
To jeszcze nie koniec cytatów.
„Straszno. Dziś w nocy zjawisko krwawego księżyca na nieboskłonie. Zawsze wieszczyło wydarzenia dramatyczne: pożogi, rzezie, onanizm, ciąże bliźniacze, mordy poprzez zbicie mordy i brak orgazmu. I tym razem tak się dzieje: Budyń pojechał do Hameryki. W programie spotkanie z przedstawicielami Kazachstanu, Borneo, Wysp Zasypanych i Lupanarii Północnej. Co to będzie, co to będzie…”
I jeszcze…
„Budyń dał głos w Oenzecie. Na szczęście w tym samym czasie grały polskie siatkarki. Spotkał się też z Obamą – przez 10 sekund w drzwiach. Tyle to Czarny Lud biega na setkę.
PS. Do Usera korzystającego z (sic!) niebieskiej czcionki – jedna informacja i jedna prośba.
Informacja: byłego władcy nie trawię prawie jak Budynia. Niemniej, nie kopię leżących.
W ogóle od indoktrynacji politycznej gorsza jest chyba tylko religijna. Chociaż, czy ja wiem, czy gorsza? Jedni bez przerwy o dupie Maryni, drudzy o dupie poczętej.
I prośba. Notatki z kuwety zostały pomyślane jako swoista zabawa lingwistyczna, rubaszna nieco gra słowem, gwoli rozbawienia samego autora a może i czytelnika - poprzez poszukiwanie nowych związków frazeologicznych choćby. Jak już Waść tu włazisz, spróbuj się dostosować a nie epatuj określeniami typu ‘strażnik żyrandola’, oklepanymi jako ta mongolska kobyła po napojeniu zepsutym kumysem.
Czyli: kuweta szeroka, każdy może przykucnąć, ale nie wywalaj Waść z niej żwirku na podłogę…”
I staje się to dla mnie bardzo mocną inspiracją do pokazania jak można widzieć świat – niekoniecznie w zwierciadlanym odbiciu ale na pewno po przeciwstawnym biegunie.
Znakiem tego Panie Dziejku jak powiadał drzewiej mój śp. Dziadek celem może stać się pokazanie, iż gniazdo się buduje a potem utrzymuje w nim porządek i czystość. Kuweta kojarzyć się może z przemieszaniem piasku ( lub żwirku ) z nieczystościami.
Ale na pewno zgodzę się z jedną myślą przewodnią Imć Kocura – ponownie cytuję:
„. Notatki z kuwety zostały pomyślane jako swoista zabawa lingwistyczna, rubaszna nieco gra słowem, gwoli rozbawienia samego autora a może i czytelnika - poprzez poszukiwanie nowych związków frazeologicznych choćby.”
Zatem mając podobne narzędzia czynić można i świat zbawiać.
Do poszczególnych kwestii rzecz jasna sukcesywnie powrócę jako że nie tylko historia lubi się powtarzać.
„14 września, koło południa. Trwoga wielka ogarnęła lud boży, na widok Budynia z zabandażowaną ręką prawą. Na szczęście sprawa okazała się trywialna. Budyń po blisko miesiącu uników musiał podać rękę szefowej jeszcze rządu a następnie, odrazą ogarnion, szorował ową dłoń szczotką drucianką i lizolem zlewał, przez co do ran doprowadził. Różne bywają stygmaty.
18 września rano. Moja bassecica ma obstrukcję. W końcu rano udało się jej zrobić klocka w kształcie małej litery ‘i’, wypisz, wymaluj jak z logo partii pewnej. Jeżeli w dalszym ciągu dnia wykupska ‘P’ i ‘S’, wybiorę sobie pseudonim i udam się na emigrację wewnętrzną.
23 września popołudniu. Budyniowy minister zapowiedział, że jego szefa zaprosił osobiście Franciszek, przez katolików zwany Ojcem, w dodatku Świętym (w sumie fajny gość, chociaż w sukience), do złożenia wizyty w Watykanie. Tego samego dnia wieczorem franciszkowy minister oświadczył, że żadnego zaproszenia nie ma. I to nawet nie dlatego, że Franciszek nie lubi gości z wazeliną, ale nigdy nikogo nie zaprasza.
24 września wieczorem – Budyń w trzy karoce zajechał nocą ciemną do domu Prezesa. Zuch Budyń! Pokazał, że on ponad niedomówieniami wszelakimi. A i różnorodność w fikaniu koziołków pochwala. Pomyślcie – jeszcze lat parę wizyta nocna w domu starego kawalera z odchyłami byłaby uznawana za podejrzaną. Bo po co pojechał? Pogadać można wszędzie i w samo południe nawet.To co oni robili? Kota głaskali?"
To jeszcze nie koniec cytatów.
„Straszno. Dziś w nocy zjawisko krwawego księżyca na nieboskłonie. Zawsze wieszczyło wydarzenia dramatyczne: pożogi, rzezie, onanizm, ciąże bliźniacze, mordy poprzez zbicie mordy i brak orgazmu. I tym razem tak się dzieje: Budyń pojechał do Hameryki. W programie spotkanie z przedstawicielami Kazachstanu, Borneo, Wysp Zasypanych i Lupanarii Północnej. Co to będzie, co to będzie…”
I jeszcze…
„Budyń dał głos w Oenzecie. Na szczęście w tym samym czasie grały polskie siatkarki. Spotkał się też z Obamą – przez 10 sekund w drzwiach. Tyle to Czarny Lud biega na setkę.
PS. Do Usera korzystającego z (sic!) niebieskiej czcionki – jedna informacja i jedna prośba.
Informacja: byłego władcy nie trawię prawie jak Budynia. Niemniej, nie kopię leżących.
W ogóle od indoktrynacji politycznej gorsza jest chyba tylko religijna. Chociaż, czy ja wiem, czy gorsza? Jedni bez przerwy o dupie Maryni, drudzy o dupie poczętej.
I prośba. Notatki z kuwety zostały pomyślane jako swoista zabawa lingwistyczna, rubaszna nieco gra słowem, gwoli rozbawienia samego autora a może i czytelnika - poprzez poszukiwanie nowych związków frazeologicznych choćby. Jak już Waść tu włazisz, spróbuj się dostosować a nie epatuj określeniami typu ‘strażnik żyrandola’, oklepanymi jako ta mongolska kobyła po napojeniu zepsutym kumysem.
Czyli: kuweta szeroka, każdy może przykucnąć, ale nie wywalaj Waść z niej żwirku na podłogę…”
I staje się to dla mnie bardzo mocną inspiracją do pokazania jak można widzieć świat – niekoniecznie w zwierciadlanym odbiciu ale na pewno po przeciwstawnym biegunie.
Znakiem tego Panie Dziejku jak powiadał drzewiej mój śp. Dziadek celem może stać się pokazanie, iż gniazdo się buduje a potem utrzymuje w nim porządek i czystość. Kuweta kojarzyć się może z przemieszaniem piasku ( lub żwirku ) z nieczystościami.
Ale na pewno zgodzę się z jedną myślą przewodnią Imć Kocura – ponownie cytuję:
„. Notatki z kuwety zostały pomyślane jako swoista zabawa lingwistyczna, rubaszna nieco gra słowem, gwoli rozbawienia samego autora a może i czytelnika - poprzez poszukiwanie nowych związków frazeologicznych choćby.”
Zatem mając podobne narzędzia czynić można i świat zbawiać.
Do poszczególnych kwestii rzecz jasna sukcesywnie powrócę jako że nie tylko historia lubi się powtarzać.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

