ciąg dalszy....
Pobyt
Budzimy się leniwie i jeszcze do nas nie dociera, że jesteśmy w Kamchiji.
HD z paniką w głosie „ tato, siku – nie ma mojego nocnika !” – no tak, dzieci potrafią sprowadzić człowieka na ziemię ( dla zainteresowanych – nocnik też dojechał ).
Pierwsze bułgarskie śniadanie… te smaki są jak narkotyk.
Kawa na tarasie ( jest duży i z widokiem na morze, zabudowany do wysokości 1,3m więc nie ma obaw, że HD skutecznie zabawi się w Batmana ) smakuje wyjątkowo, LP z oczami jakby jeszcze nie wstała „ co robimy… ? ” Postanawiamy zrobić szybki wypad do Obzoru, wymienić euro ( w Kamchiji tego nie zrobicie – najbliższy kantor St.Oriachowo – kurs 1,94 ) zrobić zakupy na kilka dni – ale chyba bardziej chcemy zobaczyć Obzor po kilku latach. Po 30 minutach jesteśmy na miejscu – wspomnienia wracają, ale to już nie nasz Obzor ( ale o tym w dalszej części ). Wracamy do Kamchiji i w południe meldujemy się na plaży - plaża.
Można dojechać na dwa sposoby – wspominaną już przez ew-cia drogą, zaraz w lewo za Oasis, faktycznie dość wąska i kręta, lub przy sanatorium dla dzieci ( z tego dojazdu korzystaliśmy do końca pobytu ) - plaża 2
![[Obrazek: WP_20150823_12_25_46_Pro.jpg]](http://s29.postimg.org/6y9pfvfnr/WP_20150823_12_25_46_Pro.jpg)
Śmiech pusty mnie ogarnął patrząc na familię – wyglądamy jak rodacy wysiadający na dworcu Keleti w latach 80tych z torbami pełnymi fantów na handel.
Dwa duże parasole, dwa koce, torba z ręcznikami, torba z napojami i owocami, torba z książkami, torba dla HD – wiaderka, szpadelek, srelek, kółko dmuchane, pontonik, sronik itp. LP pilnuje HD, więc nic nie targa, aby mieć swobodę ruchów i czas na reakcję. Z AD wyglądamy jak chodzące choinki..
Po instalacji całego majdanu nad brzegiem morza, siedzimy w czwórkę jak zahipnotyzowani – szum fal, szum fal i jeszcze raz szum fal – nie da się tego opisać. Tak jakoś na nas działa ten widok i dźwięk, że liczymy się tylko My, TU i nic więcej, choć LP jest tak oszołomiona, że w jej oczach widzę zdziwienie – „skąd znam tego faceta z brodą ?” ( to ja ) – „ a te dzieci to czyje ?” ( nasze ) – urlop zaczął się na dobre.
Ew-cia jeszcze raz dzięki za dobre rady.
Plaża jest dość szeroka – od miejsca parkingowego do morza jest dobre kilkadziesiąt metrów. Mniej więcej w połowie szerokości jest bardzo dużo małych patyków, muszelek – świadczy to o tym, jakie żywioły tu panują po sezonie. Piasek przy brzegu idealny – nie cukier puder, nie żwirek. Nie jest to plaża dla małych dzieci – jak Silistar, czy Sozopol przy Starym Mieście, tu nie idzie się 100 metrów w głąb a kąpielówki dalej suche.
Są odcinki, że dzieciaki baraszkują przy brzegu ( HD też ) ale wszystko pod ścisłym nadzorem rodziców, HD w lewo, ja też w lewo. To efekt wspomnianych już fal – są non stop, raz mniejsze, kiedy indziej na tyle duże, że trzymam AD za rękę, lub nurkuje przy mnie. Nam te fale nie przeszkadzały, wprost przeciwnie – HD przez cały pobyt kąpała się kilka razy i to bez pretensji, że ją wyciągam z wody - jej królestwo to linia brzegowa, gdzie z mokrego piasku można zrobić wszystko co tylko możliwe ( w dalszej części zdjęcie tortu z piasku ).
Czuć w powietrzu, że klimat sprzyja - jest to w końcu uzdrowisko, w dodatku na liście Unesco, HD ani razu nie pociągnęła nosem. Temperatura oscylowała w granicach 30 stopni – idealna ( oprócz 2 dni deszczowych ). Jak silny żywioł oplata plażę Kamchiji, niech świadczy fakt, że w środkowej części plaży ( w stronę ujścia rzeki ), po wejściu do wody, po kilku metrach głębia jest dość spora ( sięgała mi prawie po szyję ), i przechodzi w … płyciznę ( po kolana, czasem po kostki ) i tak prawie kilkadziesiąt metrów można spacerować! Ktoś kiedyś wspominał, że popołudniami rzeka nanosi do morza osady, patyki itp. – nie zauważyłem.
Ludzi jak na lekarstwo, kolejne obozowiska co 10, 15 metrów – brak młodzieży, brak nowobogackich ( na kempingach przy morzu domki, które można wynająć za 20L, tylko te domki to nie jest nawet wczesny Gierek – jedyny problem to miliardy, ba- tryliardy latających meszek, ale tylko tam – nad morzem nie ma, jak oni śpią w nocy ?! ) – najwięcej rodzin bułgarskich z dziećmi, nie ma grilli na plaży ( na co jestem chronicznie uczulony ), nie widać i nie słychać oznak upojeń alkoholowych, luz blues. Zastanawiałem się, dlaczego mieszkańcy Warny tu nie przybywają – już wiem, ano bliżej mają do Złotych Piasków, to i lepiej dla nas. Na zdjęciu widzicie pierwszą tawernę Olimp…
![[Obrazek: 2015_08_17_03_02_23.jpg]](http://s11.postimg.org/mu1w3h8o3/2015_08_17_03_02_23.jpg)
Pływamy, bawimy się, wygłupiamy – czasami mam wrażenie, gdyby ktoś z boku nas obserwował, to po pierwszym śmiechu doszedłby do wniosku, że to rodzina świrów.
HD potrafi tańczyć w wodzie po kostki nawet 15 minut, śpiewając piosenki z własnym tekstem, naśladując ruchy zwierząt – wzbudza ogólne zainteresowanie przechodzących; AD jak pójdzie w morze to mam wrażenie, że zamiast płuc ma oskrzela i chce dopłynąć do Burgas.
Jak już wszyscy znajdą się pod parasolami – zaczynają się wygłupy: niestworzone historie wymyślane przez nas ad hoc, kolejna osoba musi dalej kontynuować ( często kończy się to skurczem mięsni brzucha od śmiechu u AD czy LP ).
Zabraliśmy 2 koce i parasole, czyli miejsca pod dostatkiem, a i tak próby czytania książek przeze mnie czy AD kończyły się posypywaniem głów piaskiem czy muszelkami przez HD „co robisz ?”. Obawialiśmy się jak HD zareaguje na podróż, czy trzeba będzie trzymać ją na smyczy, aby nie siedziała cały czas wodzie – nic z tych rzeczy, pokazała jaka jest duża dziewczyna! Bawiła się wyśmienicie.
Po paru godzinach burczenie żołądka u AD słyszalne jest w Warnie ( 18 km), to znak, że żarty się skończyły.
Udajemy się do Olimpu na konsumpcję. I co mam Wam powiedzieć...jedyny plus tej tawerny – posiada plac zabaw dla dzieci.
Ale po kolei – zamawiamy pizzę, mule, tarator, kebabcze, szopską, coś dla HD z frytkami. Pizza – mrożonka, choć AD wciąga wszystko. Mule zimne, tarator ciepły – odchodzę wk….ny, inaczej nie da się tego określić.
Jakieś 100 metrów dalej jest tawerna Balaton, klnę pod nosem - z fatalnego wyboru wyboru, choć niestety nie zawitaliśmy do Balatonu, w kolejnym odcinku dowiecie się dlaczego…
Pierwszy i ostatni raz tu jedliśmy, natomiast zawitaliśmy ponownie po kilku dniach podczas długiego, wieczornego spaceru – Zagorka, kieliszek rakiji, rachunek 5,2L, daję 50 - kelnerka wydaje zwitek banknotów i coś pod nosem szepcze do barmana, wychodzę (nigdy nie liczę ) tym razem przeczucie: za mało 5L, wracam i mówię „ 5L poproszę ale już”, bez słowa oporu wydaje brakującą kwotę. Rzucam na odchodne parę przekleństw po rosyjsku, kelnerka doskonale rozumie i chowa się na zaplecze...
bunkier na plaży
![[Obrazek: 2015_08_17_03_03_17.jpg]](http://s2.postimg.org/nyjljcwvt/2015_08_17_03_03_17.jpg)
plaża
![[Obrazek: WP_20150820_17_01_06_Pro.jpg]](http://s7.postimg.org/7bdjsqpbf/WP_20150820_17_01_06_Pro.jpg)
plaża
![[Obrazek: 2015_08_17_02_55_46.jpg]](http://s18.postimg.org/j9jfh863t/2015_08_17_02_55_46.jpg)
Pobyt
Budzimy się leniwie i jeszcze do nas nie dociera, że jesteśmy w Kamchiji.
HD z paniką w głosie „ tato, siku – nie ma mojego nocnika !” – no tak, dzieci potrafią sprowadzić człowieka na ziemię ( dla zainteresowanych – nocnik też dojechał ).
Pierwsze bułgarskie śniadanie… te smaki są jak narkotyk.
Kawa na tarasie ( jest duży i z widokiem na morze, zabudowany do wysokości 1,3m więc nie ma obaw, że HD skutecznie zabawi się w Batmana ) smakuje wyjątkowo, LP z oczami jakby jeszcze nie wstała „ co robimy… ? ” Postanawiamy zrobić szybki wypad do Obzoru, wymienić euro ( w Kamchiji tego nie zrobicie – najbliższy kantor St.Oriachowo – kurs 1,94 ) zrobić zakupy na kilka dni – ale chyba bardziej chcemy zobaczyć Obzor po kilku latach. Po 30 minutach jesteśmy na miejscu – wspomnienia wracają, ale to już nie nasz Obzor ( ale o tym w dalszej części ). Wracamy do Kamchiji i w południe meldujemy się na plaży - plaża.
Można dojechać na dwa sposoby – wspominaną już przez ew-cia drogą, zaraz w lewo za Oasis, faktycznie dość wąska i kręta, lub przy sanatorium dla dzieci ( z tego dojazdu korzystaliśmy do końca pobytu ) - plaża 2
![[Obrazek: WP_20150823_12_25_46_Pro.jpg]](http://s29.postimg.org/6y9pfvfnr/WP_20150823_12_25_46_Pro.jpg)
Śmiech pusty mnie ogarnął patrząc na familię – wyglądamy jak rodacy wysiadający na dworcu Keleti w latach 80tych z torbami pełnymi fantów na handel.
Dwa duże parasole, dwa koce, torba z ręcznikami, torba z napojami i owocami, torba z książkami, torba dla HD – wiaderka, szpadelek, srelek, kółko dmuchane, pontonik, sronik itp. LP pilnuje HD, więc nic nie targa, aby mieć swobodę ruchów i czas na reakcję. Z AD wyglądamy jak chodzące choinki..
Po instalacji całego majdanu nad brzegiem morza, siedzimy w czwórkę jak zahipnotyzowani – szum fal, szum fal i jeszcze raz szum fal – nie da się tego opisać. Tak jakoś na nas działa ten widok i dźwięk, że liczymy się tylko My, TU i nic więcej, choć LP jest tak oszołomiona, że w jej oczach widzę zdziwienie – „skąd znam tego faceta z brodą ?” ( to ja ) – „ a te dzieci to czyje ?” ( nasze ) – urlop zaczął się na dobre.
Ew-cia jeszcze raz dzięki za dobre rady.
Plaża jest dość szeroka – od miejsca parkingowego do morza jest dobre kilkadziesiąt metrów. Mniej więcej w połowie szerokości jest bardzo dużo małych patyków, muszelek – świadczy to o tym, jakie żywioły tu panują po sezonie. Piasek przy brzegu idealny – nie cukier puder, nie żwirek. Nie jest to plaża dla małych dzieci – jak Silistar, czy Sozopol przy Starym Mieście, tu nie idzie się 100 metrów w głąb a kąpielówki dalej suche.
Są odcinki, że dzieciaki baraszkują przy brzegu ( HD też ) ale wszystko pod ścisłym nadzorem rodziców, HD w lewo, ja też w lewo. To efekt wspomnianych już fal – są non stop, raz mniejsze, kiedy indziej na tyle duże, że trzymam AD za rękę, lub nurkuje przy mnie. Nam te fale nie przeszkadzały, wprost przeciwnie – HD przez cały pobyt kąpała się kilka razy i to bez pretensji, że ją wyciągam z wody - jej królestwo to linia brzegowa, gdzie z mokrego piasku można zrobić wszystko co tylko możliwe ( w dalszej części zdjęcie tortu z piasku ).
Czuć w powietrzu, że klimat sprzyja - jest to w końcu uzdrowisko, w dodatku na liście Unesco, HD ani razu nie pociągnęła nosem. Temperatura oscylowała w granicach 30 stopni – idealna ( oprócz 2 dni deszczowych ). Jak silny żywioł oplata plażę Kamchiji, niech świadczy fakt, że w środkowej części plaży ( w stronę ujścia rzeki ), po wejściu do wody, po kilku metrach głębia jest dość spora ( sięgała mi prawie po szyję ), i przechodzi w … płyciznę ( po kolana, czasem po kostki ) i tak prawie kilkadziesiąt metrów można spacerować! Ktoś kiedyś wspominał, że popołudniami rzeka nanosi do morza osady, patyki itp. – nie zauważyłem.
Ludzi jak na lekarstwo, kolejne obozowiska co 10, 15 metrów – brak młodzieży, brak nowobogackich ( na kempingach przy morzu domki, które można wynająć za 20L, tylko te domki to nie jest nawet wczesny Gierek – jedyny problem to miliardy, ba- tryliardy latających meszek, ale tylko tam – nad morzem nie ma, jak oni śpią w nocy ?! ) – najwięcej rodzin bułgarskich z dziećmi, nie ma grilli na plaży ( na co jestem chronicznie uczulony ), nie widać i nie słychać oznak upojeń alkoholowych, luz blues. Zastanawiałem się, dlaczego mieszkańcy Warny tu nie przybywają – już wiem, ano bliżej mają do Złotych Piasków, to i lepiej dla nas. Na zdjęciu widzicie pierwszą tawernę Olimp…
![[Obrazek: 2015_08_17_03_02_23.jpg]](http://s11.postimg.org/mu1w3h8o3/2015_08_17_03_02_23.jpg)
Pływamy, bawimy się, wygłupiamy – czasami mam wrażenie, gdyby ktoś z boku nas obserwował, to po pierwszym śmiechu doszedłby do wniosku, że to rodzina świrów.
HD potrafi tańczyć w wodzie po kostki nawet 15 minut, śpiewając piosenki z własnym tekstem, naśladując ruchy zwierząt – wzbudza ogólne zainteresowanie przechodzących; AD jak pójdzie w morze to mam wrażenie, że zamiast płuc ma oskrzela i chce dopłynąć do Burgas.
Jak już wszyscy znajdą się pod parasolami – zaczynają się wygłupy: niestworzone historie wymyślane przez nas ad hoc, kolejna osoba musi dalej kontynuować ( często kończy się to skurczem mięsni brzucha od śmiechu u AD czy LP ).
Zabraliśmy 2 koce i parasole, czyli miejsca pod dostatkiem, a i tak próby czytania książek przeze mnie czy AD kończyły się posypywaniem głów piaskiem czy muszelkami przez HD „co robisz ?”. Obawialiśmy się jak HD zareaguje na podróż, czy trzeba będzie trzymać ją na smyczy, aby nie siedziała cały czas wodzie – nic z tych rzeczy, pokazała jaka jest duża dziewczyna! Bawiła się wyśmienicie.
Po paru godzinach burczenie żołądka u AD słyszalne jest w Warnie ( 18 km), to znak, że żarty się skończyły.
Udajemy się do Olimpu na konsumpcję. I co mam Wam powiedzieć...jedyny plus tej tawerny – posiada plac zabaw dla dzieci.
Ale po kolei – zamawiamy pizzę, mule, tarator, kebabcze, szopską, coś dla HD z frytkami. Pizza – mrożonka, choć AD wciąga wszystko. Mule zimne, tarator ciepły – odchodzę wk….ny, inaczej nie da się tego określić.
Jakieś 100 metrów dalej jest tawerna Balaton, klnę pod nosem - z fatalnego wyboru wyboru, choć niestety nie zawitaliśmy do Balatonu, w kolejnym odcinku dowiecie się dlaczego…
Pierwszy i ostatni raz tu jedliśmy, natomiast zawitaliśmy ponownie po kilku dniach podczas długiego, wieczornego spaceru – Zagorka, kieliszek rakiji, rachunek 5,2L, daję 50 - kelnerka wydaje zwitek banknotów i coś pod nosem szepcze do barmana, wychodzę (nigdy nie liczę ) tym razem przeczucie: za mało 5L, wracam i mówię „ 5L poproszę ale już”, bez słowa oporu wydaje brakującą kwotę. Rzucam na odchodne parę przekleństw po rosyjsku, kelnerka doskonale rozumie i chowa się na zaplecze...
bunkier na plaży
![[Obrazek: 2015_08_17_03_03_17.jpg]](http://s2.postimg.org/nyjljcwvt/2015_08_17_03_03_17.jpg)
plaża
![[Obrazek: WP_20150820_17_01_06_Pro.jpg]](http://s7.postimg.org/7bdjsqpbf/WP_20150820_17_01_06_Pro.jpg)
plaża
![[Obrazek: 2015_08_17_02_55_46.jpg]](http://s18.postimg.org/j9jfh863t/2015_08_17_02_55_46.jpg)
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”

