cd… przyśpieszamy
Od środy do soboty plan dnia wygląda codziennie tak samo – jedziemy całą familią w nasze ulubione miejsce… jest to odcinek plaży na wysokości sanatorium ( mimo to mniej osób niż na wysokości tawerny Olimp ) – baaaaardzo nam się tu podoba, pusto + cicho + morza szum= to czego szukaliśmy.
![[Obrazek: WP_20150824_11_32_03_Pro.jpg]](http://s2.postimg.org/fn4w2n3m1/WP_20150824_11_32_03_Pro.jpg)
Jak widzicie na zdjęciu – jedynym budynkiem zewnętrznym sanatorium widocznym z plaży jest restauracja Kristal i to tu właśnie stołowaliśmy się do końca pobytu ( nie wliczając Pri Pancho i jeszcze raz Obzoru ).
Myślę, że to optymalna opcja na tej długiej plaży dla rodzin z dziećmi – czysto, normalne toalety, sporo miejsca, uśmiechnięty personel, posiłki gotowane dla kuracjuszy, gdzie każdy może wejść i po zakupie spożyć ( jedyna uwaga – strój kompletny, czyli nie topless ).
Na jedzenie nie trzeba długo czekać, smakowo przyzwoite, cenowo też – za obiad płaciliśmy 35-40leva.
![[Obrazek: WP_20150820_14_59_45_Pro.jpg]](http://s13.postimg.org/7ppmm4pjb/WP_20150820_14_59_45_Pro.jpg)
![[Obrazek: WP_20150820_14_59_54_Pro.jpg]](http://s8.postimg.org/6dt3yvwtx/WP_20150820_14_59_54_Pro.jpg)
Na dole bar w którym można kupić cacę, zapiekanki, pizze mrożone ( nawet niezłe, z czuszkami ), piwo, rakije, lody, srody itd.
Udając się na posiłek nie trzeba likwidować obozowiska, co jest wielka zaletą.
Teren sanatorium jest ogromny, zajmuje kilka hektarów, wszystko schowane w lesie – niezwykle uporządkowany, sprawia wrażenie żywcem wyjętego np.: z Holandii, trawa równo przystrzyżona ( wszędzie zielona mimo upałów! śmiem twierdzić, że jest system nawadniania ), architektura zieleni niczym z bajki, budynki mieszkalne i sportowo-rehabilitacyjne zbudowane na wzór tych z zachodniej Europy, idealnie wkomponowane w las – mamy wrażenie, że jedyne co bułgarskie na tym terenie to… właśnie teren, czyli ziemia.
Obiekt oferuje wakacyjny wynajem, ale nie pytaliśmy o szczegóły, możecie sprawdzić na stronie internetowej ( podawałem wcześniej ). Zastanowiła nas pustka na tym obiekcie, tzn. widzieliśmy grupy dzieci ale to mało w porównaniu z tym co obiekt może przyjąć – być może turnusy dla dzieci zaczynają się jesienią, kiedy nie ma już upałów ?...
Wieczorem odwiedzamy centrum Kamchiji. No właśnie centrum ? Kamchija nie jest typową wsią czy miejscowością – to schowane w lesie ośrodki składające się w głównej z domków, bez uliczek, domów itd., centrum - to miejsce przy przystani rzecznej, gdzie można udać się w rejs stateczkiem ( cena 20leva za naszą czwórkę ), jest parę tawern, kilka straganów, parę sklepów – wszystko sezonowe i to wszystko. Rozczarowani ? Nie, skąd – dla nas to oaza spokoju. Za wspomnianą wcześniej tawerną Balaton jest miejsce kampingowe, gdzie popasało kilka dużych kamperów, był prąd i woda; natomiast dalej – za Kristal, w stronę ujścia rzeki było parę miejsc zagospodarowanych na dziko przez duże auta kempingowe, fajna sprawa ( i nam zaświecił w głowie pomysł, ale to pieśń przyszłości ).
Plaża rozleniwia strasznie, na wszystkie sposoby - sprawia wrażenie jakby cywilizacja została gdzieś o dzień jazdy stąd.
na plaży nie jesteśmy sami
![[Obrazek: WP_20150823_13_17_42_Pro.jpg]](http://s1.postimg.org/9i5ygfq3j/WP_20150823_13_17_42_Pro.jpg)
Zapomniałbym... któregoś dnia udajemy się do Szkorpilovci, blisko Kamchiji.
To już miejscowość, przed dojazdem na plażę jest wioska, mało apartamentów prywatnych, parę ośrodków z domkami, no i jest „perełka” ( hotel Long Beach ) – perełka oczywiście dla tych co lubią takowe. Szybki rekonesans i jedziemy na koniec drogi asfaltowej - to dobry wybór, duże wydmy, mało ludzi, plaża dla nas - street view . Tu niestety trzeba uważać – są odcinki, gdzie w wodzie są kamienie wielkości auta, schowane pod grzywami fal – nam udało się znaleźć miejsce bez takich niespodzianek. Z tego co się zorientowałem większość plażowiczów udaje się na lewo od słynnego molo ( zamknięte dla turystów - służy do badań meteo i ćwiczeń wojskowych ), tam gdzie był opisywany na ex bulgaricusie ośrodek Jordash.
Samo molo sprawia przygnębiające wrażenie, choć jego wielkość jest imponująca.
Z tego miejsca można dojść plażą do Kamchiji, raptem 8, może 10 km… nie skorzystaliśmy z tej opcji.
Może kiedyś, jak AD zacznie przebierać szybciej nóżkami.
Na tym zdjęciu, w głębi opisywane molo
![[Obrazek: WP_20150823_12_20_11_Pro.jpg]](http://s12.postimg.org/b767avf71/WP_20150823_12_20_11_Pro.jpg)
plaża w stronę płd
![[Obrazek: WP_20150823_13_17_51_Pro.jpg]](http://s13.postimg.org/7w8dmc4zr/WP_20150823_13_17_51_Pro.jpg)
Miło spędzamy dzień, choć tu morze jest bardziej gwałtowne, a brzeg bardziej tajemniczy...
Czas na obiad, dziś jedziemy pierwszy raz do Pri Pancho, ale o tym w następnym odcinku.
ps: pewnego dnia wpadliśmy na idiotyczny ( wiedzieliśmy o tym z góry ) pomysł zobaczenia Złotych Piasków... i na tym skończę, potwierdzę, że to był idiotyczny pomysł, w Kamchiji byliśmy z powrotem po 3 godzinach
Od środy do soboty plan dnia wygląda codziennie tak samo – jedziemy całą familią w nasze ulubione miejsce… jest to odcinek plaży na wysokości sanatorium ( mimo to mniej osób niż na wysokości tawerny Olimp ) – baaaaardzo nam się tu podoba, pusto + cicho + morza szum= to czego szukaliśmy.
![[Obrazek: WP_20150824_11_32_03_Pro.jpg]](http://s2.postimg.org/fn4w2n3m1/WP_20150824_11_32_03_Pro.jpg)
Jak widzicie na zdjęciu – jedynym budynkiem zewnętrznym sanatorium widocznym z plaży jest restauracja Kristal i to tu właśnie stołowaliśmy się do końca pobytu ( nie wliczając Pri Pancho i jeszcze raz Obzoru ).
Myślę, że to optymalna opcja na tej długiej plaży dla rodzin z dziećmi – czysto, normalne toalety, sporo miejsca, uśmiechnięty personel, posiłki gotowane dla kuracjuszy, gdzie każdy może wejść i po zakupie spożyć ( jedyna uwaga – strój kompletny, czyli nie topless ).
Na jedzenie nie trzeba długo czekać, smakowo przyzwoite, cenowo też – za obiad płaciliśmy 35-40leva.
![[Obrazek: WP_20150820_14_59_45_Pro.jpg]](http://s13.postimg.org/7ppmm4pjb/WP_20150820_14_59_45_Pro.jpg)
![[Obrazek: WP_20150820_14_59_54_Pro.jpg]](http://s8.postimg.org/6dt3yvwtx/WP_20150820_14_59_54_Pro.jpg)
Na dole bar w którym można kupić cacę, zapiekanki, pizze mrożone ( nawet niezłe, z czuszkami ), piwo, rakije, lody, srody itd.
Udając się na posiłek nie trzeba likwidować obozowiska, co jest wielka zaletą.
Teren sanatorium jest ogromny, zajmuje kilka hektarów, wszystko schowane w lesie – niezwykle uporządkowany, sprawia wrażenie żywcem wyjętego np.: z Holandii, trawa równo przystrzyżona ( wszędzie zielona mimo upałów! śmiem twierdzić, że jest system nawadniania ), architektura zieleni niczym z bajki, budynki mieszkalne i sportowo-rehabilitacyjne zbudowane na wzór tych z zachodniej Europy, idealnie wkomponowane w las – mamy wrażenie, że jedyne co bułgarskie na tym terenie to… właśnie teren, czyli ziemia.
Obiekt oferuje wakacyjny wynajem, ale nie pytaliśmy o szczegóły, możecie sprawdzić na stronie internetowej ( podawałem wcześniej ). Zastanowiła nas pustka na tym obiekcie, tzn. widzieliśmy grupy dzieci ale to mało w porównaniu z tym co obiekt może przyjąć – być może turnusy dla dzieci zaczynają się jesienią, kiedy nie ma już upałów ?...
Wieczorem odwiedzamy centrum Kamchiji. No właśnie centrum ? Kamchija nie jest typową wsią czy miejscowością – to schowane w lesie ośrodki składające się w głównej z domków, bez uliczek, domów itd., centrum - to miejsce przy przystani rzecznej, gdzie można udać się w rejs stateczkiem ( cena 20leva za naszą czwórkę ), jest parę tawern, kilka straganów, parę sklepów – wszystko sezonowe i to wszystko. Rozczarowani ? Nie, skąd – dla nas to oaza spokoju. Za wspomnianą wcześniej tawerną Balaton jest miejsce kampingowe, gdzie popasało kilka dużych kamperów, był prąd i woda; natomiast dalej – za Kristal, w stronę ujścia rzeki było parę miejsc zagospodarowanych na dziko przez duże auta kempingowe, fajna sprawa ( i nam zaświecił w głowie pomysł, ale to pieśń przyszłości ).
Plaża rozleniwia strasznie, na wszystkie sposoby - sprawia wrażenie jakby cywilizacja została gdzieś o dzień jazdy stąd.
na plaży nie jesteśmy sami
![[Obrazek: WP_20150823_13_17_42_Pro.jpg]](http://s1.postimg.org/9i5ygfq3j/WP_20150823_13_17_42_Pro.jpg)
Zapomniałbym... któregoś dnia udajemy się do Szkorpilovci, blisko Kamchiji.
To już miejscowość, przed dojazdem na plażę jest wioska, mało apartamentów prywatnych, parę ośrodków z domkami, no i jest „perełka” ( hotel Long Beach ) – perełka oczywiście dla tych co lubią takowe. Szybki rekonesans i jedziemy na koniec drogi asfaltowej - to dobry wybór, duże wydmy, mało ludzi, plaża dla nas - street view . Tu niestety trzeba uważać – są odcinki, gdzie w wodzie są kamienie wielkości auta, schowane pod grzywami fal – nam udało się znaleźć miejsce bez takich niespodzianek. Z tego co się zorientowałem większość plażowiczów udaje się na lewo od słynnego molo ( zamknięte dla turystów - służy do badań meteo i ćwiczeń wojskowych ), tam gdzie był opisywany na ex bulgaricusie ośrodek Jordash.
Samo molo sprawia przygnębiające wrażenie, choć jego wielkość jest imponująca.
Z tego miejsca można dojść plażą do Kamchiji, raptem 8, może 10 km… nie skorzystaliśmy z tej opcji.
Może kiedyś, jak AD zacznie przebierać szybciej nóżkami.
Na tym zdjęciu, w głębi opisywane molo
![[Obrazek: WP_20150823_12_20_11_Pro.jpg]](http://s12.postimg.org/b767avf71/WP_20150823_12_20_11_Pro.jpg)
plaża w stronę płd
![[Obrazek: WP_20150823_13_17_51_Pro.jpg]](http://s13.postimg.org/7w8dmc4zr/WP_20150823_13_17_51_Pro.jpg)
Miło spędzamy dzień, choć tu morze jest bardziej gwałtowne, a brzeg bardziej tajemniczy...
Czas na obiad, dziś jedziemy pierwszy raz do Pri Pancho, ale o tym w następnym odcinku.
ps: pewnego dnia wpadliśmy na idiotyczny ( wiedzieliśmy o tym z góry ) pomysł zobaczenia Złotych Piasków... i na tym skończę, potwierdzę, że to był idiotyczny pomysł, w Kamchiji byliśmy z powrotem po 3 godzinach
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”

