08.01.2016 12:06:28
Демяница też w Pirinie
Byliśmy tu 3 razy: 2005, 2006, 2008.
Rok 2005
Z roku 2005 nie mam zdjęć, zginęły podczas kradzieży komputera, ale było trochę w galerii starego Bulgaricusa – może są do odzyskania?
Najbardziej utkwiła mi w pamięci miła niespodzianka - bania. Za 1 lewa od osoby młody człowiek wpuszcza nas pojedynczo do małego budyneczku z prysznicem z gorącą wodą.
Rok 2006
Moja córka tak wspomina.
Do schroniska docieramy przemoknięci.
Pytamy o nocleg, dostajemy spanie w pokoju kilkunastoosobowym – 7 leva/os. Jakiś czas później stopniowo docierają kolejne grupy przemokniętych wędrowców. Metalowa płyta pieca w sali z barem oblegana jest przez cieknące wodą górskie buty. Z pieca bije ciepło, które jest tu teraz chyba najbardziej wartościowym dobrem. Nad piecem wiszą kurtki, bluzy, spodnie i niezliczone pary skarpet. Oto obraz nędzy i rozpaczy. Sztywne przemoknięte skarpety, ciężko naznaczone wysiłkiem swych właścicieli.
![[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20059.jpg]](http://ouh.home.pl/img/Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20059.jpg)
![[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20050.jpg]](http://ouh.home.pl/img/Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20050.jpg)
Plecaki i prawie wszystko w nich też mamy kompletnie przemoczone. Pożyczam tacie parę krótkich spodenek, które się jakoś sucho uchowały, bo nie ma w czym chodzić. Buty się suszą, na dwie osoby mamy teraz tylko jedną parę klapek (oszczędność miejsca w plecaku). Jak jedna osoba zamawia jedzenie albo piwo, druga musi siedzieć przy stole z nogami w górze. Gospodarze w schronisku są bardzo sympatyczni i życzliwi. Wzięli nasze przemoczone śpiwory do kuchni, żeby się tam wysuszyły przed nocą. Wieczorem wszystkie stoły są już obsadzone tymi, którzy nie mają się w co ubrać, by pójść dalej i zamierzają tu nocować. Tli się bardzo słabe światło lampy, a za oknem już całkiem ciemno i wciąż trwa ulewa. W środku unosi się piękny, delikatny zapach popijanych rakijek i zielonych ogórków skrajanych na sałatkę szopską. Starsze Bułgarki kilka stolików dalej zaczynają śpiewać ludowe piosenki, a z czasem pojawia się na parkiecie pierwsza para i tańczy do ich rytmu.
![[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20058.jpg]](http://ouh.home.pl/img/Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20058.jpg)
Nagle gdzieś za plecami słyszymy znajomo brzmiące słowa. To Czesi, ale rozmawiający po polsku. Dorotka jest z czeskiego Cieszyna i studiuje w Krakowie i właśnie uczy Martina, swojego chłopaka, polskiego. Przesympatyczni. Opowiadamy sobie swoje przygody i wypytujemy się skąd przyszliśmy i gdzie idziemy. Częstujemy się nawzajem jedzeniem, po kilku dniach w drodze cudzy prowiant stanowi przyjemne urozmaicenie własnych zupek, kiełbas i chleba. Potem zaczynamy grać razem w scrabble, po polsku. Dorotka z Martinem długo myślą nad każdym słowem, ale idzie im nieźle, dajemy im trochę fory. Pijemy kolejne rakije. Idziemy spać później niż zwykle.
Byliśmy tu 3 razy: 2005, 2006, 2008.
Rok 2005
Z roku 2005 nie mam zdjęć, zginęły podczas kradzieży komputera, ale było trochę w galerii starego Bulgaricusa – może są do odzyskania?
Najbardziej utkwiła mi w pamięci miła niespodzianka - bania. Za 1 lewa od osoby młody człowiek wpuszcza nas pojedynczo do małego budyneczku z prysznicem z gorącą wodą.
Rok 2006
Moja córka tak wspomina.
Do schroniska docieramy przemoknięci.
Pytamy o nocleg, dostajemy spanie w pokoju kilkunastoosobowym – 7 leva/os. Jakiś czas później stopniowo docierają kolejne grupy przemokniętych wędrowców. Metalowa płyta pieca w sali z barem oblegana jest przez cieknące wodą górskie buty. Z pieca bije ciepło, które jest tu teraz chyba najbardziej wartościowym dobrem. Nad piecem wiszą kurtki, bluzy, spodnie i niezliczone pary skarpet. Oto obraz nędzy i rozpaczy. Sztywne przemoknięte skarpety, ciężko naznaczone wysiłkiem swych właścicieli.
![[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20059.jpg]](http://ouh.home.pl/img/Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20059.jpg)
![[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20050.jpg]](http://ouh.home.pl/img/Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20050.jpg)
Plecaki i prawie wszystko w nich też mamy kompletnie przemoczone. Pożyczam tacie parę krótkich spodenek, które się jakoś sucho uchowały, bo nie ma w czym chodzić. Buty się suszą, na dwie osoby mamy teraz tylko jedną parę klapek (oszczędność miejsca w plecaku). Jak jedna osoba zamawia jedzenie albo piwo, druga musi siedzieć przy stole z nogami w górze. Gospodarze w schronisku są bardzo sympatyczni i życzliwi. Wzięli nasze przemoczone śpiwory do kuchni, żeby się tam wysuszyły przed nocą. Wieczorem wszystkie stoły są już obsadzone tymi, którzy nie mają się w co ubrać, by pójść dalej i zamierzają tu nocować. Tli się bardzo słabe światło lampy, a za oknem już całkiem ciemno i wciąż trwa ulewa. W środku unosi się piękny, delikatny zapach popijanych rakijek i zielonych ogórków skrajanych na sałatkę szopską. Starsze Bułgarki kilka stolików dalej zaczynają śpiewać ludowe piosenki, a z czasem pojawia się na parkiecie pierwsza para i tańczy do ich rytmu.
![[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20058.jpg]](http://ouh.home.pl/img/Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20058.jpg)
Nagle gdzieś za plecami słyszymy znajomo brzmiące słowa. To Czesi, ale rozmawiający po polsku. Dorotka jest z czeskiego Cieszyna i studiuje w Krakowie i właśnie uczy Martina, swojego chłopaka, polskiego. Przesympatyczni. Opowiadamy sobie swoje przygody i wypytujemy się skąd przyszliśmy i gdzie idziemy. Częstujemy się nawzajem jedzeniem, po kilku dniach w drodze cudzy prowiant stanowi przyjemne urozmaicenie własnych zupek, kiełbas i chleba. Potem zaczynamy grać razem w scrabble, po polsku. Dorotka z Martinem długo myślą nad każdym słowem, ale idzie im nieźle, dajemy im trochę fory. Pijemy kolejne rakije. Idziemy spać później niż zwykle.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców

