12.01.2016 22:34:53
Odliczanie odliczaniem wracamy do podróży, bo do lata się nie wyrobię.
Bors - winietki zakupione w poprzednim odcinku, jeszcze tankowanie gazu i w drogę.
Kierunek Oradea - króciutki odcinek i jesteśmy w mieście.
Drogowskazy kierują nas na obwodnicę, nawigacja przez miasto.
Na CB Polacy mówią, że obwodnica w beznadziejnym stanie. Niestety zamiast słuchać głosu innych uczestników ruchu tranzytowego postanawiamy pojechać obwodnicą.
To co zobaczyliśmy to po prostu porażka, płyty betonowe jedna od drugiej przesunięte po parę centymetrów, gdzie nie gdzie a raczej dość często dziury. Masakra dla samochodu i jego zawieszenia. Prędkości rozwijane to max 40km/h w większości około 30km/h.
Po wielkich trudach udaje nam się opuścić obwodnicę Oradei. Poruszamy się dalej w kierunku Cluj Napoca.
Jak co niektórzy wiedzą lub czytają od początku jest to mój pierwszy wyjazd do Bg jako kierowcy.
Troszkę zmęczeni wszystkimi sytuacjami jakie nas zastały i zaskoczyły w drodze nie spodziewamy się jakichś większych utrudnień w dalszej drodze do pluj na kota (tak ochrzciły Cluj Napoca moje dzieci).
Niestety serpentyny i zapadający wieczór co niektórych uczestników wycieczki tak zniechęciły do dalszej podróży, że postanowili zanocować w Kluż.
Więc nasze drogi w tym miasteczku rozchodzą się. Ja głowa domu a w tym wypadku samochodu po rozmowach z żoną postanawiamy jechać dalej. Nie widzieliśmy sensu wyciągania czemadanów z auta i dalszej jazdy drugiego dnia z dzieckiem cierpiącym z powodu ospy. Zastała nas już noc w Kluż, dzieci poszły spać więc jazda do przodu, zawsze można stanąć dalej.
Więc jedziemy Sibiu mijając po drodze Turdę i Alba Iulie oraz inne wioski. Na szczęście droga prawie pusta, raz na jakiś czas wyprzedzamy jakiegoś tira lub inną taradeję. Na obrzeżach Sibiu tankujemy gaz na którejś stacji na szczęście otwartej.
Spotykamy tutaj Rumuna który jeździł na handel do Polski i troszkę mówił po polsku. Bardzo miło wspominał czasy handlu.
Jedziemy dalej do Ramnicu Valcea, po drodze miejscowości sanatoryjne pięknie oświetlone i postanawiamy, że kiedyś tutaj spędzimy przynajmniej dzionek. Niestety jak czas pokazał i następne lata jak przejeżdżaliśmy to tylko przelotem.
Powiem tylko tyle widok wieczorny oświetlonej mieściny niezapomniany a co więcej przejazdy dzienne bo takie też były w następnych latach nie zostawiły takiego wrażenia.
Teraz został odcinek do Pitesti - myślałem że najgorsze odnośnie serpentyn i wspinaczek mam za sobą. Niestety to co było przed nami to było extra, dobrze, że dzieci spały.
Przyszedł moment na malutkie, tycie małe co nieco, kierowca potrzebował odcedzić kartofelki, na dodatek od prawie 30 minut pada deszcz.
No i co? Jest super miejsce.
Ustawiamy samochód jak najbliżej drzew coby nie zostać ochlapanym od przejeżdżających tirów.
Teraz delikatna przekąska, pobudka dzieci na toaletę a raczej WC, starzy również.
Ciemno, deszcz dzikie psy i co?
W następnym odcinku.
Bors - winietki zakupione w poprzednim odcinku, jeszcze tankowanie gazu i w drogę.
Kierunek Oradea - króciutki odcinek i jesteśmy w mieście.
Drogowskazy kierują nas na obwodnicę, nawigacja przez miasto.
Na CB Polacy mówią, że obwodnica w beznadziejnym stanie. Niestety zamiast słuchać głosu innych uczestników ruchu tranzytowego postanawiamy pojechać obwodnicą.
To co zobaczyliśmy to po prostu porażka, płyty betonowe jedna od drugiej przesunięte po parę centymetrów, gdzie nie gdzie a raczej dość często dziury. Masakra dla samochodu i jego zawieszenia. Prędkości rozwijane to max 40km/h w większości około 30km/h.
Po wielkich trudach udaje nam się opuścić obwodnicę Oradei. Poruszamy się dalej w kierunku Cluj Napoca.
Jak co niektórzy wiedzą lub czytają od początku jest to mój pierwszy wyjazd do Bg jako kierowcy.
Troszkę zmęczeni wszystkimi sytuacjami jakie nas zastały i zaskoczyły w drodze nie spodziewamy się jakichś większych utrudnień w dalszej drodze do pluj na kota (tak ochrzciły Cluj Napoca moje dzieci).
Niestety serpentyny i zapadający wieczór co niektórych uczestników wycieczki tak zniechęciły do dalszej podróży, że postanowili zanocować w Kluż.
Więc nasze drogi w tym miasteczku rozchodzą się. Ja głowa domu a w tym wypadku samochodu po rozmowach z żoną postanawiamy jechać dalej. Nie widzieliśmy sensu wyciągania czemadanów z auta i dalszej jazdy drugiego dnia z dzieckiem cierpiącym z powodu ospy. Zastała nas już noc w Kluż, dzieci poszły spać więc jazda do przodu, zawsze można stanąć dalej.
Więc jedziemy Sibiu mijając po drodze Turdę i Alba Iulie oraz inne wioski. Na szczęście droga prawie pusta, raz na jakiś czas wyprzedzamy jakiegoś tira lub inną taradeję. Na obrzeżach Sibiu tankujemy gaz na którejś stacji na szczęście otwartej.
Spotykamy tutaj Rumuna który jeździł na handel do Polski i troszkę mówił po polsku. Bardzo miło wspominał czasy handlu.
Jedziemy dalej do Ramnicu Valcea, po drodze miejscowości sanatoryjne pięknie oświetlone i postanawiamy, że kiedyś tutaj spędzimy przynajmniej dzionek. Niestety jak czas pokazał i następne lata jak przejeżdżaliśmy to tylko przelotem.
Powiem tylko tyle widok wieczorny oświetlonej mieściny niezapomniany a co więcej przejazdy dzienne bo takie też były w następnych latach nie zostawiły takiego wrażenia.
Teraz został odcinek do Pitesti - myślałem że najgorsze odnośnie serpentyn i wspinaczek mam za sobą. Niestety to co było przed nami to było extra, dobrze, że dzieci spały.
Przyszedł moment na malutkie, tycie małe co nieco, kierowca potrzebował odcedzić kartofelki, na dodatek od prawie 30 minut pada deszcz.
No i co? Jest super miejsce.
Ustawiamy samochód jak najbliżej drzew coby nie zostać ochlapanym od przejeżdżających tirów.
Teraz delikatna przekąska, pobudka dzieci na toaletę a raczej WC, starzy również.
Ciemno, deszcz dzikie psy i co?
W następnym odcinku.

