17.01.2016 21:46:42
Poruszamy się w kierunku ulicy Kalandzha.
Moje druga połowa po tej ekstremalnej podróży ma opuchnięte łydki.
Młody jakoś się trzyma, wszystko byłoby spoko gdyby nie poszukiwania trzech apartamentów dla trzech rodzin.
Zmordowani i wycieńczeni poruszamy się ulicą w kierunku z którego przyjechaliśmy.
Po drodze wchodzimy do dwóch Hoteli (jeżeli można to hotelem nazwać, dla mnie raczej pensjonaty).
Ceny wahają się pomiędzy 35 a 40 euro. Wreszcie docieramy do miejsca gdzie prawie wjeżdżaliśmy.
Przed naszymi oczami Hotel Sinemorec. Cena dość atrakcyjna, apartamenty powiedzmy są apartamentami, zależy kto czego oczekuje. Na szczęście są trzy wolne. Na parkingu hotelowym spotykamy Polaków z Mińska Mazowieckiego. Podróżują z małymi dziećmi, pełen szacun. Takie pakowanie i rozmieszczenie bagażu w samochodzie, zrobione z płyty przegrody pozwalające wyjmować np. wózek bez wypakowania pozostałego bagażu.
Oglądamy apartamenty, dwa apartamenty składają się każdy z dwóch pokoi, natomiast jeden to studio przedzielone drzwiami przesuwnymi. Ten ostatni ma niebiański widok i spory taras.
Wypakujemy bagaże właśnie do tego apartamentu. Z tego co pamiętam był to 28 czerwiec.
Powiadamiamy współtowarzyszy wycieczki o rezerwacji. Zapomniałem dodać, ustalenia ceny to 30-35 euro.
Po częściowym rozpakowaniu bagaży, wypluskani pod prysznicem padamy na łóżka.
Minęło parę godzin, zbieramy się wyjść do wioseczki. Pierwsze wielkie zdziwienie w całej tej turystycznej zabudowie nie ma kantoru, a bankomat przy plaży Butamiata nieczynny. Porażka nie ma jak zjeść. Gdzie nie zachodzimy do restauracji wszędzie chcą lewy. Dopiero w hotelowej restauracji możemy zjeść za euro. Tylko dzięki kelnerowi, bo właścicielka nie chciała rozmawiać.
Tak więc pierwsze wrażenia nie najlepsze. Zajadamy sie obiadkiem, jest smaczne, cena też ok, kelner nawet dobrze wymienił. Dowiadujemy się, że najbliższy bank jest w Ahtopolu do którego postanawiamy pojechać następnego dnia.
Tego samego dnia wieczorem około 20 docierają nasi znajomi.
Widoki z balkonu, a raczej tarasu rekompensują wszystkie niedogodności podróży.
Wieczorem można kłaść się spać.
Zdjęcia zamieszczę jutro wieczorem, będą z następnego dnia.
Moje druga połowa po tej ekstremalnej podróży ma opuchnięte łydki.
Młody jakoś się trzyma, wszystko byłoby spoko gdyby nie poszukiwania trzech apartamentów dla trzech rodzin.
Zmordowani i wycieńczeni poruszamy się ulicą w kierunku z którego przyjechaliśmy.
Po drodze wchodzimy do dwóch Hoteli (jeżeli można to hotelem nazwać, dla mnie raczej pensjonaty).
Ceny wahają się pomiędzy 35 a 40 euro. Wreszcie docieramy do miejsca gdzie prawie wjeżdżaliśmy.
Przed naszymi oczami Hotel Sinemorec. Cena dość atrakcyjna, apartamenty powiedzmy są apartamentami, zależy kto czego oczekuje. Na szczęście są trzy wolne. Na parkingu hotelowym spotykamy Polaków z Mińska Mazowieckiego. Podróżują z małymi dziećmi, pełen szacun. Takie pakowanie i rozmieszczenie bagażu w samochodzie, zrobione z płyty przegrody pozwalające wyjmować np. wózek bez wypakowania pozostałego bagażu.
Oglądamy apartamenty, dwa apartamenty składają się każdy z dwóch pokoi, natomiast jeden to studio przedzielone drzwiami przesuwnymi. Ten ostatni ma niebiański widok i spory taras.
Wypakujemy bagaże właśnie do tego apartamentu. Z tego co pamiętam był to 28 czerwiec.
Powiadamiamy współtowarzyszy wycieczki o rezerwacji. Zapomniałem dodać, ustalenia ceny to 30-35 euro.
Po częściowym rozpakowaniu bagaży, wypluskani pod prysznicem padamy na łóżka.
Minęło parę godzin, zbieramy się wyjść do wioseczki. Pierwsze wielkie zdziwienie w całej tej turystycznej zabudowie nie ma kantoru, a bankomat przy plaży Butamiata nieczynny. Porażka nie ma jak zjeść. Gdzie nie zachodzimy do restauracji wszędzie chcą lewy. Dopiero w hotelowej restauracji możemy zjeść za euro. Tylko dzięki kelnerowi, bo właścicielka nie chciała rozmawiać.
Tak więc pierwsze wrażenia nie najlepsze. Zajadamy sie obiadkiem, jest smaczne, cena też ok, kelner nawet dobrze wymienił. Dowiadujemy się, że najbliższy bank jest w Ahtopolu do którego postanawiamy pojechać następnego dnia.
Tego samego dnia wieczorem około 20 docierają nasi znajomi.
Widoki z balkonu, a raczej tarasu rekompensują wszystkie niedogodności podróży.
Wieczorem można kłaść się spać.
Zdjęcia zamieszczę jutro wieczorem, będą z następnego dnia.

