04.02.2016 09:45:34
Rano pogoda nadal paskudna. Jasne staje się, że dziś nigdzie dalej się nie ruszymy. O 6:00, zamiast wstawać, zostaję więc w śpiworze i udaje mi się zasnąć na trzy godziny. Dzień spędzamy w schronisku. Śniadanie jemy w towarzystwie dwóch sympatycznych Bułgarek. Należą do Białego Bractwa, ruchu duchowego założonego na terenie Riły w 1912 roku przez Petyra Dynowa. Mówią, że Żywa Przyroda (tak jest, przez duże „ż” i duże „p”) przemawia do nas za pomocą obrazów i symboli, zaś człowiek, którego każda komórka ciała jest czujna i świadoma, stanowi jej część i ma w niej swoje określone miejsce. Białe Bractwo to ruch wegetariański. Zgodnie z jego założeniami, prawidłowe jedzenie jest podstawą higieny fizycznej, czyli wstępem do życia fizycznego, tak samo jak modlitwa jest wstępem do życia boskiego, a muzyka wstępem do życia duchowego. No i proszę, jak prosto i ładnie. Bułgarki z Białego Bractwa mówią też, że Riła stanowi kontynuację energii kosmicznej Himalajów. Spędzają tu cały sierpień, sypiając w namiotach tuż koło schroniska i spacerując po pobliskich wzgórzach. Pobyt w takim namiocie stanowi podobno wielkie przeżycie i koniecznie należy tego spróbować.
W dalszej kolejności poznajemy Polaka Krzysztofa z teściami Bułgarami. Krzysztof pochodzi z Warszawy. Mówi, że trzeba być twardym, a nie miękkim i iść w drogę. My jednak jesteśmy miękcy. Nie chcemy się pchać w mleczną mgłę i grzmoty z nieokreślonych stron świata - wolimy zostać i poznawać miłe towarzystwo z różnych jego krańców. Krzysztof wychodzi w drogę, po czym wraca mokry – i tak ze trzy razy. Za czwartym razem jego wyjście jest nareszcie uwieńczone sukcesem.
Odwracamy głowy w prawo i widzimy sympatyczną parę mówiącą po angielsku. Czytają „De Wereld van do Sofia”, zatem muszą to być Holendrzy lub Belgowie. Dopytuję się – Holendrzy. Rozmawiają z inną trójką, siedzącą nieco dalej, tym razem z Belgii. Siedzi wśród nich Polka o imieniu Ela - żona Belga. A z drugiej strony jeszcze czwórka Czechów.
I tak się spędza pochmurny dzień, nie wstając od stołu. Podobno jutro ma być ładnie. Już trzeci raz dociera do nas ta pogłoska. Pewnie krąży po zamkniętej sali, a pochodzi z jednego źródła.
W nocy, gdy w wieloosobowej sypialni wszyscy już śpią, wchodzi nagle nasza znajoma z Białego Bractwa. Mówi, że namiot ma cały przemoczony i chce spędzić jedną noc tutaj. Znajduje sobie wolne łóżko i szykuje się do spania. Po jakimś czasie zaczynam odczuwać chłód, jakby ciągnęło od nieszczelnego okna. Podnoszę głowę i widzę, że jedno okno jest wyraźnie uchylone. Do sypialni, w której wszyscy są szczelnie opatuleni w śpiwory, nasza znajoma postanowiła wpuścić trochę kosmicznej energii.
W dalszej kolejności poznajemy Polaka Krzysztofa z teściami Bułgarami. Krzysztof pochodzi z Warszawy. Mówi, że trzeba być twardym, a nie miękkim i iść w drogę. My jednak jesteśmy miękcy. Nie chcemy się pchać w mleczną mgłę i grzmoty z nieokreślonych stron świata - wolimy zostać i poznawać miłe towarzystwo z różnych jego krańców. Krzysztof wychodzi w drogę, po czym wraca mokry – i tak ze trzy razy. Za czwartym razem jego wyjście jest nareszcie uwieńczone sukcesem.
Odwracamy głowy w prawo i widzimy sympatyczną parę mówiącą po angielsku. Czytają „De Wereld van do Sofia”, zatem muszą to być Holendrzy lub Belgowie. Dopytuję się – Holendrzy. Rozmawiają z inną trójką, siedzącą nieco dalej, tym razem z Belgii. Siedzi wśród nich Polka o imieniu Ela - żona Belga. A z drugiej strony jeszcze czwórka Czechów.
I tak się spędza pochmurny dzień, nie wstając od stołu. Podobno jutro ma być ładnie. Już trzeci raz dociera do nas ta pogłoska. Pewnie krąży po zamkniętej sali, a pochodzi z jednego źródła.
W nocy, gdy w wieloosobowej sypialni wszyscy już śpią, wchodzi nagle nasza znajoma z Białego Bractwa. Mówi, że namiot ma cały przemoczony i chce spędzić jedną noc tutaj. Znajduje sobie wolne łóżko i szykuje się do spania. Po jakimś czasie zaczynam odczuwać chłód, jakby ciągnęło od nieszczelnego okna. Podnoszę głowę i widzę, że jedno okno jest wyraźnie uchylone. Do sypialni, w której wszyscy są szczelnie opatuleni w śpiwory, nasza znajoma postanowiła wpuścić trochę kosmicznej energii.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców

