29.03.2016 09:59:51
noc zarwana, 4 na okęciu, 6 odlot, dzień w jakimś miejscowym płońsku, wieczorem do sofii, po 2 na lotnisku, koczowanie do 5 z kawałkiem, bo pierwsze metro być może o 5:30 (zbiorkom a zatem tryb przypuszczający) z przesiadką na serdice i z wywieszonym ozorem gnać na ciapong do burgas o 6:30. jak się nie wyrobimy na metro transfer, to po wyjściu z wagonu można zaliczyć deja-vu, że to metro, co przyjechało z naprzeciwka i tych ludzi w nim, gdzieś już widzieliśmy. 13:35 po półtorej doby słaniając się na nogach wysypujemy się z pociągu w rozkładającym nas słońcu. po dowleczeniu się do interesującej nas miejscówy i doczołganiu do łóżek (dla pewności wybieramy środkowe, bo widzimy już potrójnie) idziemy w kimę do rana. zaiste jest pięknie

