tomkowski,
1. Wybrałeś przejazd przez Rumunię, jak wspomniałeś po pewnych przemyśleniach i nie widzę nic w tym złego. Trasa faktycznie jedna z podstawowych, w moim przypadku różni się głównie przejazdem przez Słowację i Węgry (Węgry przejeżdżam jednak autostradą, chwila wytchnienia i jest ich kilka kilometrów).
2. Apropo doświadczeń z jazdy z dziećmi: przecież ty znasz Swoje Maluchy najlepiej i wiesz co i jak z nimi w drodze i tego bym się trzymał.
3. Odnośnie własnych doświadczeń, to moja Malutka pierwszą wyprawę zaliczyła w wieku 1,5 roku. Ponieważ szkoda było marnować urlopu, więc brałem go przeważnie tuż przed wyjazdem. Jadę z centrum, więc wyjeżdżałem w piątek wieczorkiem, to jazda była w nocy, którą Malutka spokojnie, wygodnie ułożona, przesypiała. Nad ranem robiłem sobie na Węgrzech, pomiędzy Debreczynem a granicą z RO przerwę, tak ze dwie godziny. Malutka wtedy zajmowała się swymi problemami na zewnątrz pojazdu. Potem tak do autostrady za Pitesti i ok. 21 nocleg. Ty pewnie będziesz wyjeżdżał później, a jeśli nawet nie, to warto spakować się kilka dni wcześniej i wypocząć przed samą podróżą (trudne, ale może się uda). Podczas jazdy dziennej przez RO nie było nużących odcinków, czyli prostych bezbarwnych autostrad, przynajmniej niebyt wiele. Podczas tej dziennej jazdy Malutka czasami oglądała dvd, chociaż w tym wieku nie była zbytnio jeszcze zainteresowana, trochę się nią żona zajmowała, a poza tym robiliśmy krótkie ale częste przerwy, bo mimo klimy dziecko musi trochę pospacerować. Także często przysypiała. Po tym noclegu w RO, dalej było już z górki, obiadek wczesny za Ruse w Chanczeto, trochę zabawy, a potem rzut beretem (do Carewa trochę dalszy) i po bólu.
Tak więc takie sobie doświadczenia z jazdy nocą i dniem.
W tym roku mam trochę więcej czasu na dojazd, bo samochodem jadę sam z Malutką, reszta drogą napowietrzną i dlatego, że przez RO wiele razy przejeżdżałem, to tam tom razom przez SRB, a wracając zawsze jestem o wiele zdrowszy i wtedy już bez żadnego problemu mogę pokonać każdą ttrasę, więc pewnie przez RO i może transalpinę. - takie rozwiązanie też warto wziąść pod uwagę.
To tak trochę, jak zwykle chaotycznie ale zawsze coś
1. Wybrałeś przejazd przez Rumunię, jak wspomniałeś po pewnych przemyśleniach i nie widzę nic w tym złego. Trasa faktycznie jedna z podstawowych, w moim przypadku różni się głównie przejazdem przez Słowację i Węgry (Węgry przejeżdżam jednak autostradą, chwila wytchnienia i jest ich kilka kilometrów).
2. Apropo doświadczeń z jazdy z dziećmi: przecież ty znasz Swoje Maluchy najlepiej i wiesz co i jak z nimi w drodze i tego bym się trzymał.
3. Odnośnie własnych doświadczeń, to moja Malutka pierwszą wyprawę zaliczyła w wieku 1,5 roku. Ponieważ szkoda było marnować urlopu, więc brałem go przeważnie tuż przed wyjazdem. Jadę z centrum, więc wyjeżdżałem w piątek wieczorkiem, to jazda była w nocy, którą Malutka spokojnie, wygodnie ułożona, przesypiała. Nad ranem robiłem sobie na Węgrzech, pomiędzy Debreczynem a granicą z RO przerwę, tak ze dwie godziny. Malutka wtedy zajmowała się swymi problemami na zewnątrz pojazdu. Potem tak do autostrady za Pitesti i ok. 21 nocleg. Ty pewnie będziesz wyjeżdżał później, a jeśli nawet nie, to warto spakować się kilka dni wcześniej i wypocząć przed samą podróżą (trudne, ale może się uda). Podczas jazdy dziennej przez RO nie było nużących odcinków, czyli prostych bezbarwnych autostrad, przynajmniej niebyt wiele. Podczas tej dziennej jazdy Malutka czasami oglądała dvd, chociaż w tym wieku nie była zbytnio jeszcze zainteresowana, trochę się nią żona zajmowała, a poza tym robiliśmy krótkie ale częste przerwy, bo mimo klimy dziecko musi trochę pospacerować. Także często przysypiała. Po tym noclegu w RO, dalej było już z górki, obiadek wczesny za Ruse w Chanczeto, trochę zabawy, a potem rzut beretem (do Carewa trochę dalszy) i po bólu.
Tak więc takie sobie doświadczenia z jazdy nocą i dniem.
W tym roku mam trochę więcej czasu na dojazd, bo samochodem jadę sam z Malutką, reszta drogą napowietrzną i dlatego, że przez RO wiele razy przejeżdżałem, to tam tom razom przez SRB, a wracając zawsze jestem o wiele zdrowszy i wtedy już bez żadnego problemu mogę pokonać każdą ttrasę, więc pewnie przez RO i może transalpinę. - takie rozwiązanie też warto wziąść pod uwagę.
To tak trochę, jak zwykle chaotycznie ale zawsze coś

