to były piękne czasy, w latach 1980-1990 jeździłem ze starymi i siostrą autem (bez klimy) z przyczepą, głównie Grecja, Rumunia, Bułgaria, Turcja. Do dzisiaj wspominam te wakacje najlepiej. Robiło się max 500km dziennie, podróż na Chalkidiki trwała 3 dni, wszystkie okna otwarte, albo ręczniki zasunięte w oknach, 80 na budziku, muzyka z kaseciaka (Demis Roussos, Elvis Presley, Abba, Karel Gott, Pod Budą, itp).
Ech... to se ne vrati....
Ech... to se ne vrati....

