17.08.2017 07:49:08
Tylko, że takich wariatów w TIRach jest więcej. Obecnie jest ich relatywnie mniej niż kilka lat temu i z tego powodu zdarza mi się przez Rumunię przejechać częściowo w nocy. Mimo wszystko i tak mam zawsze nocleg.
Co do nocnego przejazdu trasy 7C, to wtrącę do tego wątku pewną opowieść i zarazem przestrogę dla niedoświadczonych. Chyba to był rok 2008. Piątek po pracy. Koleżanka mojej żony wybierająca się ze znajomymi na wczasy na Węgry (od nas prawdziwy rzut beretem) dostała informację: nie jedziemy na Węgry, jedziemy do Bułgarii. Moja piękniejsza połowa jak to usłyszała, zaczęła odradzać im Rumunię na noc, mówiła o koniach, krowach, osłach, psach itp., które wtedy nie były wcale nadzwyczajnym zjawiskiem podczas nocnej jazdy, nawet na drodze międzynarodowej. A o ubezpieczeniu zdrowotnym był już zupełny śmiech. Luz blues był taki, że nie kupili sobie winiety na granicy HU/RO, co wykorzystał policjant i skończyło się co łaska do łapy. Ruch i "zasady" ruchu też ich zaskoczyły, uśmiech znikał z twarzy. Koło Sibiu na południe w kierunku na Ramnicu wywróciła się cysterna. Ale co to za problem, przecież ma się nawigację, która wyznaczyła trasę 7C. Noc, tunel za tunelem, zakręt za zakrętem, częściowy brak barierek, zwierzaki. Nie byli tylko świadomi jaki fajny jest widok z pieca na łeb. Właścicielka samochodu ryczała jak bóbr, ale suma sumarum szczęśliwie przejechali góry. A koleżanka mojej żony, rano oderwała głowę od poduszki nie wiedząc zupełnie, co się w nocy działo.
Później był jeszcze jeden epizod, zdrowotny. Przydałoby się ubezpieczenie, którego nikt nie miał.
Co do nocnego przejazdu trasy 7C, to wtrącę do tego wątku pewną opowieść i zarazem przestrogę dla niedoświadczonych. Chyba to był rok 2008. Piątek po pracy. Koleżanka mojej żony wybierająca się ze znajomymi na wczasy na Węgry (od nas prawdziwy rzut beretem) dostała informację: nie jedziemy na Węgry, jedziemy do Bułgarii. Moja piękniejsza połowa jak to usłyszała, zaczęła odradzać im Rumunię na noc, mówiła o koniach, krowach, osłach, psach itp., które wtedy nie były wcale nadzwyczajnym zjawiskiem podczas nocnej jazdy, nawet na drodze międzynarodowej. A o ubezpieczeniu zdrowotnym był już zupełny śmiech. Luz blues był taki, że nie kupili sobie winiety na granicy HU/RO, co wykorzystał policjant i skończyło się co łaska do łapy. Ruch i "zasady" ruchu też ich zaskoczyły, uśmiech znikał z twarzy. Koło Sibiu na południe w kierunku na Ramnicu wywróciła się cysterna. Ale co to za problem, przecież ma się nawigację, która wyznaczyła trasę 7C. Noc, tunel za tunelem, zakręt za zakrętem, częściowy brak barierek, zwierzaki. Nie byli tylko świadomi jaki fajny jest widok z pieca na łeb. Właścicielka samochodu ryczała jak bóbr, ale suma sumarum szczęśliwie przejechali góry. A koleżanka mojej żony, rano oderwała głowę od poduszki nie wiedząc zupełnie, co się w nocy działo.

Później był jeszcze jeden epizod, zdrowotny. Przydałoby się ubezpieczenie, którego nikt nie miał.

