Dzień drugi 22 lipca 2018
Kluż–> Turda –> Sighișoara.
Dzień rozpoczęliśmy wcześnie rano od analizy prognozy pogody. Planowaliśmy zwiedzić kopalnię soli w Turdzie, która jest niedaleko od Kluża, a potem udać się w stronę Maramureszu i Bukowiny, ale mapka pogodowa nie pozostawiała złudzeń. W Maramuresz na najbliższe dni deszcz, deszcz, silne zachmurzenie. Za to pogodnie w Sighisoarze…. Problemem okazało się znalezienie noclegu. O ile system szukania noclegów na ostatnią chwilę sprawdził się, to zdecydowanie jednak w weekendy niekoniecznie polecam. Jest ciężko, może nie jest to niemożliwe, ale w rozsądnej cenie dość trudne. Coś tam jednak znaleźliśmy, potem okazało się, że bardzo fajne miejsce.
Ale teraz Turda. Wiedzieliśmy, że należy się tam udać w miarę rano i tak też zrobiliśmy. Kolejka była nie za duża - szybko dostaliśmy się do środka. Bilet kosztował niecałe 30 złotych (ok. 15 PLN bilet ulgowy – dzieci, studenci i emeryci), a atrakcji tyle, że można tam spędzić cały dzień. Nie można wnosić jedzenia i picia, temperatura w środku – około 12 stopni, warto więc ubrać się ciepło. Tak się składa, że wcześniej nie oglądałam zdjęć z Turdy, więc widok naprawdę mnie zaskoczył. Spodziewałam się prawdę mówiąc cosik na kształt naszej Wieliczki. A tu niespodzianka. Diabelski młyn, tenis stołowy, minigolf, kręgle, plac zabaw dla dzieci a także amfiteatr i solne jezioro gdzie można popływać łódką. Te atrakcje są dodatkowo płatne. Nie są to duże kwoty, z tego co pamiętam to przejażdżka diabelskim młynem – 5 lei, a rejs łódką – bodajże 15. Duże wrażenie zrobiła na mnie akustyka. Głos, dźwięk, muzyka połączona z echem nie wiem jak to nazwać – czułam się jak w kosmosie. Oczywiście gdybym była w kosmosie.? Komnaty, które warte są odwiedzenia to Rudolf i Teresa. Można tam zjechać windą, lub zejść schodami. My wybraliśmy schody w obydwie strony. Windą jest szybciej (o ile nie liczyć czasu stania w kolejce?), ale zdecydowanie fajniej jest schodzić schodami delektując się widokiem kopalni z każdego z 13 pięter. W komnacie Rudolf zlokalizowana jest większość atrakcji, jezioro zaś znajduje się w komnacie Teresa, poziom niżej. Z korytarza prowadzącego do komnat, można wchodzić do mniejszych pomieszczeń z eksponatami związanymi z kopalnią - maszyny, wagoniki, kołowroty i inne urządzenia.
Korytarz prowadzący do schodów/wind:
![[Obrazek: f62efaff63efbf67gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/f62efaff63efbf67gen.jpg)
Komnaty Rudolf i Teresa:
![[Obrazek: a001901414d6b3b8gen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/a001901414d6b3b8gen.jpg)
![[Obrazek: 40658824db7f5145gen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/40658824db7f5145gen.jpg)
![[Obrazek: ee99503893855212gen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/112/ee99503893855212gen.jpg)
![[Obrazek: c44041ef324c0d97gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/c44041ef324c0d97gen.jpg)
![[Obrazek: 858790f019d2f92fgen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/858790f019d2f92fgen.jpg)
![[Obrazek: 32e7010151ecb96egen.jpg]](https://images90.fotosik.pl/112/32e7010151ecb96egen.jpg)
![[Obrazek: 43d960a42aecac0cgen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/112/43d960a42aecac0cgen.jpg)
Spędziliśmy tam kilka godzin. Czego mi brakowało - to jakiejś kawiarni lub herbaciarni. Fajnie byłoby w takiej scenerii wypić kawę, albo lepiej zieloną herbatę. Ciekawe, dlaczego nie było żadnego bistro - czy może wiecie czym jest to spowodowane?
Co nam zostało? Wspomnienia, fantastyczne foty i sól która do dzisiaj wychodzi z aparatu fotograficznego. Zawsze jak Zbig klnie na rzężący autofokus w swoim ulubionym obiektywie - to ja wspominam Turdę. I pomyśleć że przejeżdżaliśmy obok kilka razy (w drodze do BG) i nigdy nie wstąpiliśmy…. Po wyjściu z kopalni strasznie głodni, rzuciliśmy się na miejscowe langosze, przy okazji nawiązując znajomości z motocyklistami z Polski. Właśnie zjechali z Transfogarskiej gdzie była potężna mgła, co utwierdziło nas tylko w przekonaniu, że obrany kierunek na Sighișoarę jest słuszny, a góry na razie trzeba odpuścić.
Po napełnieniu brzuchów, pojechaliśmy dalej. Ledwo minęła godz. 15, a my już byliśmy na nowej kwaterze w Shighisoarze. Nasz gospodarz, Sebastian, przywitał nas zestawem piw. Miał też nalewki przyrządzone przez jego mamę, ale zważywszy na temperaturę wybraliśmy schłodzone piwo. Był bardzo pomocny, przyjął nas serdecznie. W przystępny sposób przekazał nam wszystkie najważniejsze informacje, czyli co zobaczyć, gdzie zjeść, a nawet pokazał na mapie gdzie fotografowie ustawiają się na nocne zdjęcia miasta. Potem poszedł przywitać kolejnych gości – parę z Korei, Południowej (oczywiście). Samochód mieli na blachach francuskich i z krótkiej rozmowy wywnioskowałam, że to młodzi małżonkowie podróżujący po Europie. Dziewczyna wspomniała że odwiedzili tez Polskę.
Widzieli Wrocław, Kraków i jeszcze jedno miasto którego nazwy nie była w stanie powtórzyć (ale nie
była to Warszawa, bo specjalnie się dopytywałam).
Rozgościwszy się na kwaterce (bardzo dobre warunki, dwie sypialnie i kuchnia), wyruszyliśmy na miasto, aby coś zjeść. Pierwsza knajpa przypomniała niedawną podróż do Włoch. Miły kelner oznajmił że za chwilę zamykają (bo sjesta) i zaprasza nas wieczorem. Nasze brzuchy nie mogły tyle czekać, podążyliśmy dalej. Przycupnęliśmy w Restaurant and Pizzeria La Perla. Raczej nie pamiętam nazw miejsc w których jadam (nie przywiązuję do tego zbytniej wagi – pewnie niektórzy się z tym nie zgodzą), ale to miejsce okazało się szczególne. Usiedliśmy w ogródku, pod parasolami, ale z brzegu gdzie słońce dawało się nam we znaki, blisko ruchliwego chodnika. Było to jedyne wolne miejsce w tym czasie. Po złożeniu zamówienia, zwolniło się miejsce w centrum ogródka i tam tez przenieśliśmy się, zapominając, że plecak ze skarbami Zbiga (aparat) leży przy chodniku, otwarty, prezentujący swoja zawartość w całej okazałości. W restauracji zjedliśmy nasz pierwszy prawdziwy rumuński posiłek (mamałyga z mięsem), oprócz Michała który oczywiście jadł pizzę. Miło spędziliśmy czas, jedzenie też ok. Nadszedł moment płacenia. Podczas oczekiwania na rachunek zjawiła się miła Pani kelnerka, dopytując czy plecak pozostawiony na obrzeżach restauracji, przy chodniku nie jest przypadkiem nasz. Szkoda że nie widzieliście miny Zbiga……. zgubić aparat drugiego dnia wakacji……. i drona (małego ?)… Jedna rzecz to kasa (bo zawartość plecaka była gromadzona długi czas), ale przy naszym nastawieniu narobienie zdjęć, właściwie moglibyśmy wracać do domu…… Serdecznie podziękowaliśmy, zostawiliśmy dobry napiwek. Powłóczyliśmy się przez chwilę robiąc fotki i wróciliśmy na bazę.
![[Obrazek: 44a26405d0eb109dgen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/113/44a26405d0eb109dgen.jpg)
![[Obrazek: 0d982be1172944cegen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/0d982be1172944cegen.jpg)
![[Obrazek: 2ab7237777e5e327gen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/2ab7237777e5e327gen.jpg)
![[Obrazek: f4c2b080971ee984gen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/113/f4c2b080971ee984gen.jpg)
Późnym wieczorem wróciliśmy na miasto korzystając ze wskazówek Sebastiana, aby uwiecznić Shigisoarę nocą. Miasto nocą pokazało swoje inne, piękne oblicze. Shigisoara jest bardzo przyjaznym miastem. Oprócz tego że jest piękna, jest też stosunkowo mało oblegana przez turystów, w porównaniu na przykład z Sibiu.
![[Obrazek: 2fe235c8168a7fe1gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/2fe235c8168a7fe1gen.jpg)
![[Obrazek: 6129adffa1e393adgen.jpg]](https://images90.fotosik.pl/112/6129adffa1e393adgen.jpg)
![[Obrazek: 4302da5bf0d9e1c9gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/4302da5bf0d9e1c9gen.jpg)
![[Obrazek: 573ebe95854ad145gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/573ebe95854ad145gen.jpg)
Kluż–> Turda –> Sighișoara.
Dzień rozpoczęliśmy wcześnie rano od analizy prognozy pogody. Planowaliśmy zwiedzić kopalnię soli w Turdzie, która jest niedaleko od Kluża, a potem udać się w stronę Maramureszu i Bukowiny, ale mapka pogodowa nie pozostawiała złudzeń. W Maramuresz na najbliższe dni deszcz, deszcz, silne zachmurzenie. Za to pogodnie w Sighisoarze…. Problemem okazało się znalezienie noclegu. O ile system szukania noclegów na ostatnią chwilę sprawdził się, to zdecydowanie jednak w weekendy niekoniecznie polecam. Jest ciężko, może nie jest to niemożliwe, ale w rozsądnej cenie dość trudne. Coś tam jednak znaleźliśmy, potem okazało się, że bardzo fajne miejsce.
Ale teraz Turda. Wiedzieliśmy, że należy się tam udać w miarę rano i tak też zrobiliśmy. Kolejka była nie za duża - szybko dostaliśmy się do środka. Bilet kosztował niecałe 30 złotych (ok. 15 PLN bilet ulgowy – dzieci, studenci i emeryci), a atrakcji tyle, że można tam spędzić cały dzień. Nie można wnosić jedzenia i picia, temperatura w środku – około 12 stopni, warto więc ubrać się ciepło. Tak się składa, że wcześniej nie oglądałam zdjęć z Turdy, więc widok naprawdę mnie zaskoczył. Spodziewałam się prawdę mówiąc cosik na kształt naszej Wieliczki. A tu niespodzianka. Diabelski młyn, tenis stołowy, minigolf, kręgle, plac zabaw dla dzieci a także amfiteatr i solne jezioro gdzie można popływać łódką. Te atrakcje są dodatkowo płatne. Nie są to duże kwoty, z tego co pamiętam to przejażdżka diabelskim młynem – 5 lei, a rejs łódką – bodajże 15. Duże wrażenie zrobiła na mnie akustyka. Głos, dźwięk, muzyka połączona z echem nie wiem jak to nazwać – czułam się jak w kosmosie. Oczywiście gdybym była w kosmosie.? Komnaty, które warte są odwiedzenia to Rudolf i Teresa. Można tam zjechać windą, lub zejść schodami. My wybraliśmy schody w obydwie strony. Windą jest szybciej (o ile nie liczyć czasu stania w kolejce?), ale zdecydowanie fajniej jest schodzić schodami delektując się widokiem kopalni z każdego z 13 pięter. W komnacie Rudolf zlokalizowana jest większość atrakcji, jezioro zaś znajduje się w komnacie Teresa, poziom niżej. Z korytarza prowadzącego do komnat, można wchodzić do mniejszych pomieszczeń z eksponatami związanymi z kopalnią - maszyny, wagoniki, kołowroty i inne urządzenia.
Korytarz prowadzący do schodów/wind:
![[Obrazek: f62efaff63efbf67gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/f62efaff63efbf67gen.jpg)
Komnaty Rudolf i Teresa:
![[Obrazek: a001901414d6b3b8gen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/a001901414d6b3b8gen.jpg)
![[Obrazek: 40658824db7f5145gen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/40658824db7f5145gen.jpg)
![[Obrazek: ee99503893855212gen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/112/ee99503893855212gen.jpg)
![[Obrazek: c44041ef324c0d97gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/c44041ef324c0d97gen.jpg)
![[Obrazek: 858790f019d2f92fgen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/858790f019d2f92fgen.jpg)
![[Obrazek: 32e7010151ecb96egen.jpg]](https://images90.fotosik.pl/112/32e7010151ecb96egen.jpg)
![[Obrazek: 43d960a42aecac0cgen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/112/43d960a42aecac0cgen.jpg)
Spędziliśmy tam kilka godzin. Czego mi brakowało - to jakiejś kawiarni lub herbaciarni. Fajnie byłoby w takiej scenerii wypić kawę, albo lepiej zieloną herbatę. Ciekawe, dlaczego nie było żadnego bistro - czy może wiecie czym jest to spowodowane?
Co nam zostało? Wspomnienia, fantastyczne foty i sól która do dzisiaj wychodzi z aparatu fotograficznego. Zawsze jak Zbig klnie na rzężący autofokus w swoim ulubionym obiektywie - to ja wspominam Turdę. I pomyśleć że przejeżdżaliśmy obok kilka razy (w drodze do BG) i nigdy nie wstąpiliśmy…. Po wyjściu z kopalni strasznie głodni, rzuciliśmy się na miejscowe langosze, przy okazji nawiązując znajomości z motocyklistami z Polski. Właśnie zjechali z Transfogarskiej gdzie była potężna mgła, co utwierdziło nas tylko w przekonaniu, że obrany kierunek na Sighișoarę jest słuszny, a góry na razie trzeba odpuścić.
Po napełnieniu brzuchów, pojechaliśmy dalej. Ledwo minęła godz. 15, a my już byliśmy na nowej kwaterze w Shighisoarze. Nasz gospodarz, Sebastian, przywitał nas zestawem piw. Miał też nalewki przyrządzone przez jego mamę, ale zważywszy na temperaturę wybraliśmy schłodzone piwo. Był bardzo pomocny, przyjął nas serdecznie. W przystępny sposób przekazał nam wszystkie najważniejsze informacje, czyli co zobaczyć, gdzie zjeść, a nawet pokazał na mapie gdzie fotografowie ustawiają się na nocne zdjęcia miasta. Potem poszedł przywitać kolejnych gości – parę z Korei, Południowej (oczywiście). Samochód mieli na blachach francuskich i z krótkiej rozmowy wywnioskowałam, że to młodzi małżonkowie podróżujący po Europie. Dziewczyna wspomniała że odwiedzili tez Polskę.
Widzieli Wrocław, Kraków i jeszcze jedno miasto którego nazwy nie była w stanie powtórzyć (ale nie
była to Warszawa, bo specjalnie się dopytywałam).
Rozgościwszy się na kwaterce (bardzo dobre warunki, dwie sypialnie i kuchnia), wyruszyliśmy na miasto, aby coś zjeść. Pierwsza knajpa przypomniała niedawną podróż do Włoch. Miły kelner oznajmił że za chwilę zamykają (bo sjesta) i zaprasza nas wieczorem. Nasze brzuchy nie mogły tyle czekać, podążyliśmy dalej. Przycupnęliśmy w Restaurant and Pizzeria La Perla. Raczej nie pamiętam nazw miejsc w których jadam (nie przywiązuję do tego zbytniej wagi – pewnie niektórzy się z tym nie zgodzą), ale to miejsce okazało się szczególne. Usiedliśmy w ogródku, pod parasolami, ale z brzegu gdzie słońce dawało się nam we znaki, blisko ruchliwego chodnika. Było to jedyne wolne miejsce w tym czasie. Po złożeniu zamówienia, zwolniło się miejsce w centrum ogródka i tam tez przenieśliśmy się, zapominając, że plecak ze skarbami Zbiga (aparat) leży przy chodniku, otwarty, prezentujący swoja zawartość w całej okazałości. W restauracji zjedliśmy nasz pierwszy prawdziwy rumuński posiłek (mamałyga z mięsem), oprócz Michała który oczywiście jadł pizzę. Miło spędziliśmy czas, jedzenie też ok. Nadszedł moment płacenia. Podczas oczekiwania na rachunek zjawiła się miła Pani kelnerka, dopytując czy plecak pozostawiony na obrzeżach restauracji, przy chodniku nie jest przypadkiem nasz. Szkoda że nie widzieliście miny Zbiga……. zgubić aparat drugiego dnia wakacji……. i drona (małego ?)… Jedna rzecz to kasa (bo zawartość plecaka była gromadzona długi czas), ale przy naszym nastawieniu narobienie zdjęć, właściwie moglibyśmy wracać do domu…… Serdecznie podziękowaliśmy, zostawiliśmy dobry napiwek. Powłóczyliśmy się przez chwilę robiąc fotki i wróciliśmy na bazę.
![[Obrazek: 44a26405d0eb109dgen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/113/44a26405d0eb109dgen.jpg)
![[Obrazek: 0d982be1172944cegen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/0d982be1172944cegen.jpg)
![[Obrazek: 2ab7237777e5e327gen.jpg]](https://images92.fotosik.pl/113/2ab7237777e5e327gen.jpg)
![[Obrazek: f4c2b080971ee984gen.jpg]](https://images89.fotosik.pl/113/f4c2b080971ee984gen.jpg)
Późnym wieczorem wróciliśmy na miasto korzystając ze wskazówek Sebastiana, aby uwiecznić Shigisoarę nocą. Miasto nocą pokazało swoje inne, piękne oblicze. Shigisoara jest bardzo przyjaznym miastem. Oprócz tego że jest piękna, jest też stosunkowo mało oblegana przez turystów, w porównaniu na przykład z Sibiu.
![[Obrazek: 2fe235c8168a7fe1gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/2fe235c8168a7fe1gen.jpg)
![[Obrazek: 6129adffa1e393adgen.jpg]](https://images90.fotosik.pl/112/6129adffa1e393adgen.jpg)
![[Obrazek: 4302da5bf0d9e1c9gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/4302da5bf0d9e1c9gen.jpg)
![[Obrazek: 573ebe95854ad145gen.jpg]](https://images91.fotosik.pl/113/573ebe95854ad145gen.jpg)

