30.06.2020 00:25:38
Bateniki, Tosho dzięki za pomoc, no i czas, żeby "informator" się odezwał
Info dotyczy przejazdu niedzielnego, z 28 czerwca, a wiadomo, że dni powszednie mogą się różnić.
Tak więc w niedzielę do przejścia autostradowego w Roszke zbliżałem się chyba ok. 8.30. Na słupach informacyjnych wyświetlało się info o korku na granicy, a na parkingach widziałem też mnóstwo "Niemców", tak więc postanowiłem ominąć przyjemność wspólnego stania. Poprzedznio jechałem na Asthalom-Baćki Vinograd, lecz stwierdziłem, że wybiorę bliżej, podobno stare przejście drogowe Roszke - Horgosz. Skręciłem więc na Szeged i dobiłem do tego przejścia, gdzie byłem drugi w kolejce. Tam bezproblemowo i za jakieś 5 km byłem znowu na autostradzie.
Co do autostrady, to jest w remoncie, było kilka przejazdów 2-3 km jednym pasem, ale nie stanowiło to jakiegokolwiek problemu i nie powodowało korków.
Pierwotnie miałem jechać na Leskovac i tam do kolejnego przejścia na południe za Kalotiną, ale stwierdziłem, że muszę wpaść na głosowanie, więc niestety pojechałem na Kalotinę.
Po drodze tylko dwa punkty poboru opłat, no i oczywiście przejazd przez środek Belgradu (dla tych którzy pierwszy raz: nie wybierajcie obwodnicy).
Oczywiście do Kalotiny non stop autostradą.
Na przejściu byłem o 14.40. Serbska strona zajęła mi 1 godz. a bułgarska 45 min, a uważam, że i tak miałem szczęście, bo trafiłem na pasy, które przypadkiem weszły potem na trzy inne.
Tuż za przejściem widać, że tranzytowicze nie nauczyli się w Niemczech porządku, zastawiają przejazd żeby kupić winietki. Widać nowy system się sprawdza i nie przekazują sobie naklejek
Przy okazji dzięki Ewie i Mariuszowi przestałem się obrażać na internet i winietki węgierskie i bułgarskie miałem już elektroniczne
Info dotyczy przejazdu niedzielnego, z 28 czerwca, a wiadomo, że dni powszednie mogą się różnić.
Tak więc w niedzielę do przejścia autostradowego w Roszke zbliżałem się chyba ok. 8.30. Na słupach informacyjnych wyświetlało się info o korku na granicy, a na parkingach widziałem też mnóstwo "Niemców", tak więc postanowiłem ominąć przyjemność wspólnego stania. Poprzedznio jechałem na Asthalom-Baćki Vinograd, lecz stwierdziłem, że wybiorę bliżej, podobno stare przejście drogowe Roszke - Horgosz. Skręciłem więc na Szeged i dobiłem do tego przejścia, gdzie byłem drugi w kolejce. Tam bezproblemowo i za jakieś 5 km byłem znowu na autostradzie.
Co do autostrady, to jest w remoncie, było kilka przejazdów 2-3 km jednym pasem, ale nie stanowiło to jakiegokolwiek problemu i nie powodowało korków.
Pierwotnie miałem jechać na Leskovac i tam do kolejnego przejścia na południe za Kalotiną, ale stwierdziłem, że muszę wpaść na głosowanie, więc niestety pojechałem na Kalotinę.
Po drodze tylko dwa punkty poboru opłat, no i oczywiście przejazd przez środek Belgradu (dla tych którzy pierwszy raz: nie wybierajcie obwodnicy).
Oczywiście do Kalotiny non stop autostradą.
Na przejściu byłem o 14.40. Serbska strona zajęła mi 1 godz. a bułgarska 45 min, a uważam, że i tak miałem szczęście, bo trafiłem na pasy, które przypadkiem weszły potem na trzy inne.
Tuż za przejściem widać, że tranzytowicze nie nauczyli się w Niemczech porządku, zastawiają przejazd żeby kupić winietki. Widać nowy system się sprawdza i nie przekazują sobie naklejek
Przy okazji dzięki Ewie i Mariuszowi przestałem się obrażać na internet i winietki węgierskie i bułgarskie miałem już elektroniczne

