29.07.2022 17:17:45
Wstępem, dzięki forumowiczom za wskazówki odnośnie mojej pierwszej wyprawy wakacyjnej do BG. W zamian kilka groszy ode mnie.
Jechałem z Małopolski przez Jurgów na Oradea - Sybin. Wyjazd był w sobotę i ku mojemu zdziwieniu słaby był ruch aż do Oradea. Granica HU - RO to nawet 30 min. Nie zabrała.
Pierwsze schody zaraz po przejechaniu granicy z RO z powodu braku autostrady. Mega dłużyło się do dwupasmówki (polecam widoki cygańskich pałaców! Mają fantazję!) , która zabrała nas prosto do Sybin.
W Sybin jest wielkie centrum handlowe z fast foodami oraz Auchanem i bodajże Kauflandem. Jak ktoś nie jest fanem przydrożnych rumuńskich grillów, czy innych barów to można coś wrzucić na zabicie głoda.
Za Sybin kolejne schody z powodu wahadła. Strata ok. 50 min. I podobnie w drodze powrotnej. Potem dużo serpentyn i ładnych widoków. Po drodze jest jakaś mieścina turystyczna (Calimanseti?). Aquapark, sklepy, pensjonaty, trawniki zadbane, domy odnowione, czyste chodniki, pełno kramów z pamiątkami, jak na Krupówkach. Ładnie tam na chwilowego pitstopa.
Jechałem wpierw do Bukaresztu. Bałem się opisywanych korków na obwodnicy, o których tu czytałem (w końcu weekend , lato, wyjazdy) ale nic strasznego się nie działo. Większe horrory przeżywam próbując wyjechać po południu z centrum Warszawy czy na krakowskiej obwodnicy w godzinach szczytu. Humor mi tylko popsuły ronda w Bukareszcie. Rumuni jeżdżą, jak chcą, więc pokonywałem je albo ślimaczo, latając głową w lewo i w prawo albo ile fabryka dała, gdy zrobiła się przestrzeń. Na trasie to samo. Rumunii i Bułgarzy siedzą na zderzaku i wyprzedzają kiedy chcą. Ciekawostka, mają w Bukareszcie płatną strefę parkowania, ale nie mają …parkomatów. Ponoć na jesień mają montować. Trzeba szukać parkingowego i zapłacić mu gotówką. Parkingowy ma smartfona i mobilną drukarkę. Ponoć bilet będzie widoczny w systemie dla każdego innego parkingowego. Dla pewności zrobiłem skan wydruku potwierdzenia. Na strefie taki chaos, jak ich styl jazdy. Parkuje się auta, gdzie popadnie. Trzeba się ojeździć, aby zaparkować przepisowo.
Trasa z Bukaresztu do BG, jak po maśle. Granica także pokonana w mniej niż 30 min.
Zgodnie z radą forumowiczów, pojechałem do Szumen i w dół na Burgas. Drogi w porządku, ale znów pobocza słabo wyglądają. Biednie dla nas to wyglądało. Oaza standardu polskiego dla mnie to Shell, gdzieś przed Szumen. W środku super (nowość dla mnie: kibelek otwierany po sczytaniu kodu kreskowego z paragonu), na zewnątrz kurz, kurz i kurz. Nie wiem czy trafiłem na jakieś święto narodowe czy coś, ale jadąc przez Bułgarię po 17:00 czułem się jak król szos. Znikoma ilość pojazdów na trasie. Powrót do Polski był rano, wiec były w końcu auta widoczne i człowiek nie czuł się, jakby jechał przez pusty kraj i wymarłe wioski.
Najgorsza trasa była powrotna na odcinku Giurgiu - Ghimbati. Pierwsze ok. 30 km to dziury, trzęsie , telepie, wozy drabiniaste, tiry. No, nie podobało mi się. Później już jakość drogi polepsza się i da się normalnie dojechać do autostrady na Sybin. Niemniej jednak, gdybym wiedział co to za jakość pomyślałbym o powrocie dwupasmówką na Bukareszt.
Polecam rumuńskie stacje Rompetrol na przerwę. Dobra kawa, wyciskane soki, kanapki, drożdżówki, czysto. Tankowałem także na Socar i kawa była słaba, a sklep miał także słaby asortyment. Poza tym w RO i BG pełno stacji Lukoil i Gazprom. To 100% kapitał ruskiej swołoczy, nie zajeżdzałem, nie wiem jak z asortymentem, niemniej jednak jest gdzie zatankować i odpocząć na całej trasie. Jak wspomniałem wcześniej, rumuńskie grille i bary to nie mój klimat.
Acha, w Rumunii lepiej zatrzymywać się po swojej stronie jazdy. Rumuni zazwyczaj nie wpuszczają z grzeczności i trzeba się tak jak oni wpychać. Nasza polska kultura jazdy polepszyła się od paru lat, więc takie obyczaje już są mi obce. Najwyraźniej tak mają.
No nic, to tyle. Okolice Sozopola piękne, plaża także, patelnia codziennie. Było ekstra i w trasie i na plaży!
Jechałem z Małopolski przez Jurgów na Oradea - Sybin. Wyjazd był w sobotę i ku mojemu zdziwieniu słaby był ruch aż do Oradea. Granica HU - RO to nawet 30 min. Nie zabrała.
Pierwsze schody zaraz po przejechaniu granicy z RO z powodu braku autostrady. Mega dłużyło się do dwupasmówki (polecam widoki cygańskich pałaców! Mają fantazję!) , która zabrała nas prosto do Sybin.
W Sybin jest wielkie centrum handlowe z fast foodami oraz Auchanem i bodajże Kauflandem. Jak ktoś nie jest fanem przydrożnych rumuńskich grillów, czy innych barów to można coś wrzucić na zabicie głoda.
Za Sybin kolejne schody z powodu wahadła. Strata ok. 50 min. I podobnie w drodze powrotnej. Potem dużo serpentyn i ładnych widoków. Po drodze jest jakaś mieścina turystyczna (Calimanseti?). Aquapark, sklepy, pensjonaty, trawniki zadbane, domy odnowione, czyste chodniki, pełno kramów z pamiątkami, jak na Krupówkach. Ładnie tam na chwilowego pitstopa.
Jechałem wpierw do Bukaresztu. Bałem się opisywanych korków na obwodnicy, o których tu czytałem (w końcu weekend , lato, wyjazdy) ale nic strasznego się nie działo. Większe horrory przeżywam próbując wyjechać po południu z centrum Warszawy czy na krakowskiej obwodnicy w godzinach szczytu. Humor mi tylko popsuły ronda w Bukareszcie. Rumuni jeżdżą, jak chcą, więc pokonywałem je albo ślimaczo, latając głową w lewo i w prawo albo ile fabryka dała, gdy zrobiła się przestrzeń. Na trasie to samo. Rumunii i Bułgarzy siedzą na zderzaku i wyprzedzają kiedy chcą. Ciekawostka, mają w Bukareszcie płatną strefę parkowania, ale nie mają …parkomatów. Ponoć na jesień mają montować. Trzeba szukać parkingowego i zapłacić mu gotówką. Parkingowy ma smartfona i mobilną drukarkę. Ponoć bilet będzie widoczny w systemie dla każdego innego parkingowego. Dla pewności zrobiłem skan wydruku potwierdzenia. Na strefie taki chaos, jak ich styl jazdy. Parkuje się auta, gdzie popadnie. Trzeba się ojeździć, aby zaparkować przepisowo.
Trasa z Bukaresztu do BG, jak po maśle. Granica także pokonana w mniej niż 30 min.
Zgodnie z radą forumowiczów, pojechałem do Szumen i w dół na Burgas. Drogi w porządku, ale znów pobocza słabo wyglądają. Biednie dla nas to wyglądało. Oaza standardu polskiego dla mnie to Shell, gdzieś przed Szumen. W środku super (nowość dla mnie: kibelek otwierany po sczytaniu kodu kreskowego z paragonu), na zewnątrz kurz, kurz i kurz. Nie wiem czy trafiłem na jakieś święto narodowe czy coś, ale jadąc przez Bułgarię po 17:00 czułem się jak król szos. Znikoma ilość pojazdów na trasie. Powrót do Polski był rano, wiec były w końcu auta widoczne i człowiek nie czuł się, jakby jechał przez pusty kraj i wymarłe wioski.
Najgorsza trasa była powrotna na odcinku Giurgiu - Ghimbati. Pierwsze ok. 30 km to dziury, trzęsie , telepie, wozy drabiniaste, tiry. No, nie podobało mi się. Później już jakość drogi polepsza się i da się normalnie dojechać do autostrady na Sybin. Niemniej jednak, gdybym wiedział co to za jakość pomyślałbym o powrocie dwupasmówką na Bukareszt.
Polecam rumuńskie stacje Rompetrol na przerwę. Dobra kawa, wyciskane soki, kanapki, drożdżówki, czysto. Tankowałem także na Socar i kawa była słaba, a sklep miał także słaby asortyment. Poza tym w RO i BG pełno stacji Lukoil i Gazprom. To 100% kapitał ruskiej swołoczy, nie zajeżdzałem, nie wiem jak z asortymentem, niemniej jednak jest gdzie zatankować i odpocząć na całej trasie. Jak wspomniałem wcześniej, rumuńskie grille i bary to nie mój klimat.
Acha, w Rumunii lepiej zatrzymywać się po swojej stronie jazdy. Rumuni zazwyczaj nie wpuszczają z grzeczności i trzeba się tak jak oni wpychać. Nasza polska kultura jazdy polepszyła się od paru lat, więc takie obyczaje już są mi obce. Najwyraźniej tak mają.
No nic, to tyle. Okolice Sozopola piękne, plaża także, patelnia codziennie. Było ekstra i w trasie i na plaży!

