26.08.2025 13:40:29
Trochę fotek bez ładu i składu jako refleksje i wspominki z pobytu w Banyuls.
Widok z jednego z "centralnych punktów" miasteczka – ryneczku na wjazd do miasta. U dołu się załapał kawałek miejskiej plaży
… a za plecami mamy budynek merostwa.
Najbliższe miasteczko na północ od nas – Port Vendres "świeci nam" co wieczór latarnią morską, więc jedziemy ją zobaczyć. Wspinamy się wąską na 1,5 samochodu krętą drogą by na koniec zobaczyć, że jest "Route barre" (droga zamknięta). To tutejsi elektrycy kopią... Ok. Cofamy 100m i stajemy w jakimś kąciku. Potem spacer, jak się okazuje niezbyt długi, bo droga jest zamknięta chyba 100m przed jej końcem
, a to co na mapie widziałem jako alternatywny zjazd do miasta okazało się ścieżką dla pieszych...
Samo Port Vendres jest podobno największym portem handlu owocami we Francji
Nawiedziliśmy również Corbieres – ostatnie miasteczko przed granicą hiszpańską.
Jak to przed sezonem – gastronomia w stanie szczątkowym. Sytuację uratowała piekarenka, gdzie pani miała pizzę na kawałki. Pizza była z lodówki, ale na ladzie stała kuchenka mikrofalowa... chyba już głodni byliśmy, bo baardzo smakowała.
Akurat młodzież uczyła się tradycyjnych katalońskich tańców
Ta ponura skała niżej to już granica z Hiszpanią.
Wyprawa w góry, w poszukiwaniu bliższego kontaktu z przyrodą...
Imponujących szczytów nie zdobywaliśmy bo poniższa Tour Madeloc jest na 670m npm., ale startowaliśmy z poziomu morza (i połowę wysokości zdobyliśmy samochodem
)
Po drodze kwitnących roślin mnóstwo, nawet się trafił storczyk
Widoki przepiękne...
I tak dobiegliśmy do końca pobytu. Drogę powrotną zaplanowałem tak, by zaliczyć Viaduc de Millau, imponujące dzieło inżynierskie. Warto było trochę nadłożyć km... Pylony wiaduktu ponad 300m... wysokości.
Przed przejazdem przez wiadukt zatrzymaliśmy się na Aire Larzac... kawka (WC), ładowanie... sklep z pamiątkami... t-shirty z motywem wiaduktu, uwaga: droższe niż na dedykowanym MOPie
Przejazd robi wrażenie. Za wiaduktem (dla jadących jak my – z południa) jest dedykowany wiaduktowi MOP z Viaduc de Millau Expo (również sklep z pamiątkami, ale mojego rozmiaru tańszego Tshirta nie było... żona miała nosa kupując wcześniej
) i stosownym punktem widokowym, skąd wszyscy robią fotki jak niżej
Potem bardzo ciekawy odcinek – przez Masyw Centralny.
Po prostu się wjeżdża na poziom ok. 1000m npm i jedzie przez lekko pofalowany krajobraz. Czasem to jest 1000m +- 100, czasem 1300m +- 100. Drogi mocno lokalne, czasem kiepska nawierzchnia... Temperatura ok. 8-9 C przypomina, na jakiej wysokości jesteśmy... Bardzo żałowaliśmy że mamy mało czasu... Tylko jeden postój na kawę i krótki spacer w miasteczku Langogne i dalej w drogę. Pod koniec ostre zjazdy do Saint-Etienne, krotki postój z ładowaniem w centrum handlowym (właśnie wymieniali na ogromnym parkingu tradycyjne zadaszenia na panele fotowoltaiczne) i jedziemy do Lyonu, gdzie zabukowałem 2 noclegi.
Przed zmierzchem krótki spacer po najbliższej okolicy (mieszkamy na wzgórzu Saint Just), zakup dobrego piwa belgijskiego (należało się po takim dniu) w miejscowy Carrefour Express.
W nagrodę wieczorem widok z naszego tarasu wyglądał tak:
Widok z jednego z "centralnych punktów" miasteczka – ryneczku na wjazd do miasta. U dołu się załapał kawałek miejskiej plaży
… a za plecami mamy budynek merostwa.
Najbliższe miasteczko na północ od nas – Port Vendres "świeci nam" co wieczór latarnią morską, więc jedziemy ją zobaczyć. Wspinamy się wąską na 1,5 samochodu krętą drogą by na koniec zobaczyć, że jest "Route barre" (droga zamknięta). To tutejsi elektrycy kopią... Ok. Cofamy 100m i stajemy w jakimś kąciku. Potem spacer, jak się okazuje niezbyt długi, bo droga jest zamknięta chyba 100m przed jej końcem
, a to co na mapie widziałem jako alternatywny zjazd do miasta okazało się ścieżką dla pieszych...
Samo Port Vendres jest podobno największym portem handlu owocami we Francji
Nawiedziliśmy również Corbieres – ostatnie miasteczko przed granicą hiszpańską.
Jak to przed sezonem – gastronomia w stanie szczątkowym. Sytuację uratowała piekarenka, gdzie pani miała pizzę na kawałki. Pizza była z lodówki, ale na ladzie stała kuchenka mikrofalowa... chyba już głodni byliśmy, bo baardzo smakowała.
Akurat młodzież uczyła się tradycyjnych katalońskich tańców
Ta ponura skała niżej to już granica z Hiszpanią.
Wyprawa w góry, w poszukiwaniu bliższego kontaktu z przyrodą...
Imponujących szczytów nie zdobywaliśmy bo poniższa Tour Madeloc jest na 670m npm., ale startowaliśmy z poziomu morza (i połowę wysokości zdobyliśmy samochodem
)
Po drodze kwitnących roślin mnóstwo, nawet się trafił storczyk
Widoki przepiękne...
I tak dobiegliśmy do końca pobytu. Drogę powrotną zaplanowałem tak, by zaliczyć Viaduc de Millau, imponujące dzieło inżynierskie. Warto było trochę nadłożyć km... Pylony wiaduktu ponad 300m... wysokości.
Przed przejazdem przez wiadukt zatrzymaliśmy się na Aire Larzac... kawka (WC), ładowanie... sklep z pamiątkami... t-shirty z motywem wiaduktu, uwaga: droższe niż na dedykowanym MOPie
Przejazd robi wrażenie. Za wiaduktem (dla jadących jak my – z południa) jest dedykowany wiaduktowi MOP z Viaduc de Millau Expo (również sklep z pamiątkami, ale mojego rozmiaru tańszego Tshirta nie było... żona miała nosa kupując wcześniej
) i stosownym punktem widokowym, skąd wszyscy robią fotki jak niżej
Potem bardzo ciekawy odcinek – przez Masyw Centralny.
Po prostu się wjeżdża na poziom ok. 1000m npm i jedzie przez lekko pofalowany krajobraz. Czasem to jest 1000m +- 100, czasem 1300m +- 100. Drogi mocno lokalne, czasem kiepska nawierzchnia... Temperatura ok. 8-9 C przypomina, na jakiej wysokości jesteśmy... Bardzo żałowaliśmy że mamy mało czasu... Tylko jeden postój na kawę i krótki spacer w miasteczku Langogne i dalej w drogę. Pod koniec ostre zjazdy do Saint-Etienne, krotki postój z ładowaniem w centrum handlowym (właśnie wymieniali na ogromnym parkingu tradycyjne zadaszenia na panele fotowoltaiczne) i jedziemy do Lyonu, gdzie zabukowałem 2 noclegi.
Przed zmierzchem krótki spacer po najbliższej okolicy (mieszkamy na wzgórzu Saint Just), zakup dobrego piwa belgijskiego (należało się po takim dniu) w miejscowy Carrefour Express.
W nagrodę wieczorem widok z naszego tarasu wyglądał tak:

