Odcinek 6 - "Urweșțî rureșțî"
Rok 1999, jechaliśmy Fiatem Brava. Z tego co pamiętam to był rok w którym trasa szła nadzwyczajnie szybko i chyba za szybko, jak się później okazało.
Jechaliśmy wtedy nasza ulubioną na tamten czas trasą rumuńską przez Timisoare na Drobete T. Severin wzdłuż Dunaju do Craiovej, następnie przez Alexandrię. Pamietam, że w ów Alexandrii byliśmy dość wcześnie, ale dokładnej godziny nie pamiętam, w każdym bądź razie wszystko wskazywało na to że do Varny dojedziemy jeszcze za dnia i będzie czas na jakiś podwieczorny spacer. Nic bardziej mylnego. Kolejna przygoda w Rumunii.
Z Alexandrii kierowaliśmy się na znaną nam z poprzedniego roku trasę na Zimnicea, znaną ale... przez Alexandrię przejazd był bezproblemowy bo cały czas prosto. Mimo to zasugerowaliśmy się obróconym znakiem w prawo i tak też pojechaliśmy. Wjechaliśmy w jakąś dość wąską drogę z domami po obu stronach, która kończyła się w sumie w polu.
Trzeba było zawrócić, na nieszczęście przy zawracaniu zaryliśmy wydechem o krawężnik. I co? I spadł z zaczepów.
Nim zaczęliśmy w ogóle ogarniać co robić, zbiegło się połowę ulicy na pomoc, z kluczami i narzędziami. Początkowo myśleli że złapaliśmy gumę. Po chwili zorientowali się, że problem jest z wydechem.
Nie wiem, nie pamiętam ile trwała cała operacja. W każdym bądź razie założyli wydech z powrotem na zaczep. I raz dwa trzy w okół nas nikogo nie było.
Trzeba jakoś podziękować. Z tego co pamiętam choć mogę koloryzować kasy żadnej nie chcieli, ale piwko słowackie z chęcią przyjęli. Dodatkowo pamiętając iż trasa Alexandria-Zimnicea-Giurgiu to trasa wtedy raczej polna, dziurawa, zapytaliśmy czy znają jakąś lepsza z Alexandri do Giurgiu gdyż obciążona Brava nie raz na wertepach zaryła podwoziem o asfalt.
Polecili wtedy jechać na Bucuresti i w Ghimpathi na Giurgiu. Był to pierwszy raz kiedy jechaliśmy przez Ghimpathi, do dziś korzystamy z odcinka Giurgiu - Ghimpathi.
Po raz kolejny poznaliśmy pomocną dłoń narodu rumuńskiego
Dwa lata później. 2001. Podczas powrotu z Bułgarii, już przy samej granicy z Polską, w St. Lubovni, ów wydech na jakimś wyboju uderzył o asfalt i po prostu się urwał, pękł na łączeniu. Wtedy spędziliśmy jakieś może dwie godzinki nieopodal Salasu u Franka, w serwisie gdzie nam ją zespawali.