Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 3.33
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Sinemorec 2009
#1
Tak tak wracam wspomnieniami do 2009 roku, kiedy to nastąpiło moje oświecenie co do wyjazdów z BG.
Wszystko to zaczęło się dzięki koledze z pracy, który podpowiedział mojej osobie o istnieniu nieistniejącej już strony bulgaricus.com. Było to w 2008roku.
Długie wieczory spędzone na czytaniu tego forum przybliżało mnie do decyzji o wyjeździe do Bułgarii.

Właśnie Bułgarię pamiętałem jeszcze z czasów PRL, mimo że wyjazdy te były sporo wcześniej wspomnienia pozostały jak najbardziej pozytywne. Ciepłe morze, ciepły piasek i pogoda która zawsze była. Tamte czasy to kwatery i pola namiotowe. Z tego co pamiętam było to siedem pobytów do których jeszcze kiedyś wrócę ale tylko w skrócie.

Tak więc po wielu spędzonych wieczorach w necie zapadłą decyzja o wczasach w Bułgarii.
Oczywiście wyjazd w ciemno, zero rezerwacji, przecież na stronie wszyscy pisali jak to fajnie i nie ma problemu z wynajmem kwater ewentualnie apartamentów.

Jak na pierwszy wyjazd i to planowany jak i opłacany z własnej kieszeni plus zanajomi na dodatek na dwa samochody był nie lada wyzwaniem.

Sam wyjazd i pobyt miał miejsce w ostatnich dniach czerwca, do połowy lipca.

Miejscowość na jaką padło po przeczytaniu forum to Sinemorec, jak się później okazało to strzał w dziesiątkę.

Zawsze wracam myślami do tej wioski i zawsze mam chęć tam wrócić, co kiedyś nastąpi.

CDN
Odpowiedz
#2
Na samym początku jeszcze przed wyjazdem zapoczątkowaliśmy przygotowania.
Wybór trasy - częściowo z forum, częściowo sam ustalałem niektóre odcinki.
Tak więc przejazd przez Słowację, Węgry i Rumunię.
W międzyczasie doposażenie samochodu w dodatkową apteczkę, kamizelki odblaskowe zestaw zapasowych żarówek.
Kupiłem mapę Bułgarii i Rumunii, Słowację i Węgry stary atlas europy z 1991 roku plus nawigacja z automapą europy.

Przed wyjazdem przegląd samochodu Skoda Fabia I z silniczkiem 1,4 na szczęście jeszcze skodowskim.
Autko z benzyną i gazem, więc przejazd dość tani tylko trzeba brać poprawkę na częstsze tankowania i CPN z gazem.
Przy tankowaniu gazu wybierałem tak trasę żeby gazu starczyło na Słowację i Węgry - tam droższy i miej stacji.
Wiadomo skoro tankowania częstsze to trzeba było planować razem z tankowaniem postoje.
Na moim zbiorniczku przejeżdżałem przeciętnie pomiędzy 330 do 380km.

Godzina wyjazdu planowana była na 23.00 razem z drugim uczestnikiem wyprawy, ponieważ mieliśmy spotkanie w Barwinku z trzecim uczestnikiem na godzinę 5.00.

Plany planami, cztery dni przed wyjazdem zachorował w mojej rodzinie najmłodszy uczestnik wyprawy czyli mój syn, na nieszczęście była to ospa. W domu panika mieliśmy już przekładać wyjazd ale po konsultacjach z lekarzem i rozwoju choroby a raczej jej zatrzymaniu postanowiliśmy wyjechać w zaplanowanym terminie.

Dzień wyjazdu a raczej przełom dwóch dni 23 dojeżdżamy do umówionego miejsca spotkania w Łukowie pod Urzędem Gminy. Wysiadamy krótkie uściski dłoni, sprawdzenie CB i w drogę przez Lublin, Kraśnik, Rzeszów.
W Rzeszowie tankowanie gazu, niestety tylko moja Skodzinka pewnie dotarłaby do Barwinka ale nie kuszę losu, do pełna.
Dojeżdżamy do Barwinka i czekamy na trzeciego uczestnika.
No właśnie tutaj zaczynają się problemy. Po zatankowaniu samochodów, dolaniu do pełna gazu, benzynka jest na wszelki wypadek, drudzy znajomi leją ON do zbiornika. Zjeżdżamy pod bar, może raczej knajpę. Zamawiamy co nie co do zjedzenia i co? Trzeci uczestnik dojeżdża spóźniony dwie godziny. Masakra - dwie godziny jesteśmy w plecy, młody też zły bo wiadomo jak przy ospie i w aucie wszystko swędzi.

Dobra było minęło z jeszcze większą werwą ruszamy na Słowację.
Podjeżdżamy na parking przy przejściu i kupujemy winietki.
Teraz krętą drogą udajemy się do Śvidnik potem do Presov i Koszyc żeby następnie przejechać na Węgry.

Dopiero teraz patrząc na stary atlas widzę a raczej nie widzę dobrego rozwiązania przejazdu.
Przez madziary tłuczemy się jakimiś bezdrożami do Tokaju.
Oczywiście mieliśmy problem z zakupem winietek i jedziemy bez.
W Tokaju oznaczenie masakra kręcimy się jak na karuzeli, miasteczko fajne i w drodze powrotnej zajedziemy na mały postój oraz zakup wina.
Po krótkim kręciołku i krótkim postoju na posiłek wydostajemy się w dobrym kierunku na Nyiregyhaza.

Standardowo w Nyiregyhaza jak w większości miast i miasteczek oznakowanie beznadziejne.
Nawigacja kieruje mnie w inną stronę a drugiego uczestnika w odwrotnym kierunku.
Więc nieplanowany postój próba nawiązania kontaktu z węgrami taka sobie, częściowo wytłumaczyli i tak po przeszło godzinie wyjeżdżamy w kierunku Debreczyna.

Polacy poruszający się innymi autami podają, że na odcinku Beretlyoujfalu do Bors obowiązuje winieta.
Teraz dopiero zaczyna się babska panika i suszenie głów kierowcom. Panowie powinniście wiedzieć co to znaczy.
Wystraszeni takim obrotem sprawy kupujemy winiety na stacji paliw w Debreczynie.
Oczywiście euro nie chcieli przyjąć, jak na złość karty też nie chciały zaskoczyć. Na szczęście za którymś razem poszło.
Poszło to poszło tylko czy aby na pewno raz, tego dowiedzieliśmy się po powrocie przy sprawdzeniu konta (raz).

Do granicy z Rumunią poszło gładko, na podanym wcześniej odcinku tym niby winietkowym stały patrole z lornetkami, jak później się okazało sprawdzali Tiry.

Jesteśmy w Bors i kupujemy winietki na romki, kartą nie monia, euro przemawia ale przelicznik do bani, no cóż nikt nie mówił że będzie łatwo.
Niestety te wszystkie zguby plus postoje skazują nas prawie na wieczór, do nocy już nie tak daleko.


Dalsza jazda przez romki i dotarcie do celu w następnym odcinku.
Odpowiedz
#3
Teraz parę fotek z trasy Barwinek - Bors
[Obrazek: DSCF7336.jpg]
[Obrazek: DSCF7351.jpg]
Zameczek
[Obrazek: DSCF7349.jpg]
Wszechobecne pola kukurydzy
[Obrazek: DSCF7356.jpg]
Zdjęcie mówi samo za siebie
[Obrazek: DSCF7358.jpg]
[Obrazek: DSCF7359.jpg]
Reklama
[Obrazek: DSCF7366.jpg]
Moje pierwsze wielkie zdziwienie z odliczaniem czasu trwania świateł.
Wcześniej nigdy czegoś takiego nie spotkałem.
Odpowiedz
#4
Odliczanie super sprawa. U mnie w mieście się mówiło, że chcą to samo wprowadzić ale nadal cisza.
Odpowiedz
#5
Jest to całkiem fajne rozwiązanie.
Przy pierwszej zmianie tak byłem zapatrzony w te cyferki, że na zielonym ruszyłem dopiero po klaksonie.
Jak małe dziecko zapatrzone w nową zabawkę. hihihi Smile
Odpowiedz
#6
U nas to funkcjonuje....
Odpowiedz
#7
(12.01.2016 21:46:46)teresa napisał(a): U nas to funkcjonuje....

ale lokalizacja utajniona ... Big Grin
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
#8
Odliczanie odliczaniem wracamy do podróży, bo do lata się nie wyrobię.

Bors - winietki zakupione w poprzednim odcinku, jeszcze tankowanie gazu i w drogę.
Kierunek Oradea - króciutki odcinek i jesteśmy w mieście.
Drogowskazy kierują nas na obwodnicę, nawigacja przez miasto.
Na CB Polacy mówią, że obwodnica w beznadziejnym stanie. Niestety zamiast słuchać głosu innych uczestników ruchu tranzytowego postanawiamy pojechać obwodnicą.

To co zobaczyliśmy to po prostu porażka, płyty betonowe jedna od drugiej przesunięte po parę centymetrów, gdzie nie gdzie a raczej dość często dziury. Masakra dla samochodu i jego zawieszenia. Prędkości rozwijane to max 40km/h w większości około 30km/h.

Po wielkich trudach udaje nam się opuścić obwodnicę Oradei. Poruszamy się dalej w kierunku Cluj Napoca.
Jak co niektórzy wiedzą lub czytają od początku jest to mój pierwszy wyjazd do Bg jako kierowcy.
Troszkę zmęczeni wszystkimi sytuacjami jakie nas zastały i zaskoczyły w drodze nie spodziewamy się jakichś większych utrudnień w dalszej drodze do pluj na kota (tak ochrzciły Cluj Napoca moje dzieci).
Niestety serpentyny i zapadający wieczór co niektórych uczestników wycieczki tak zniechęciły do dalszej podróży, że postanowili zanocować w Kluż.

Więc nasze drogi w tym miasteczku rozchodzą się. Ja głowa domu a w tym wypadku samochodu po rozmowach z żoną postanawiamy jechać dalej. Nie widzieliśmy sensu wyciągania czemadanów z auta i dalszej jazdy drugiego dnia z dzieckiem cierpiącym z powodu ospy. Zastała nas już noc w Kluż, dzieci poszły spać więc jazda do przodu, zawsze można stanąć dalej.

Więc jedziemy Sibiu mijając po drodze Turdę i Alba Iulie oraz inne wioski. Na szczęście droga prawie pusta, raz na jakiś czas wyprzedzamy jakiegoś tira lub inną taradeję. Na obrzeżach Sibiu tankujemy gaz na którejś stacji na szczęście otwartej.
Spotykamy tutaj Rumuna który jeździł na handel do Polski i troszkę mówił po polsku. Bardzo miło wspominał czasy handlu.

Jedziemy dalej do Ramnicu Valcea, po drodze miejscowości sanatoryjne pięknie oświetlone i postanawiamy, że kiedyś tutaj spędzimy przynajmniej dzionek. Niestety jak czas pokazał i następne lata jak przejeżdżaliśmy to tylko przelotem.
Powiem tylko tyle widok wieczorny oświetlonej mieściny niezapomniany a co więcej przejazdy dzienne bo takie też były w następnych latach nie zostawiły takiego wrażenia.

Teraz został odcinek do Pitesti - myślałem że najgorsze odnośnie serpentyn i wspinaczek mam za sobą. Niestety to co było przed nami to było extra, dobrze, że dzieci spały.
Przyszedł moment na malutkie, tycie małe co nieco, kierowca potrzebował odcedzić kartofelki, na dodatek od prawie 30 minut pada deszcz.
No i co? Jest super miejsce.

Ustawiamy samochód jak najbliżej drzew coby nie zostać ochlapanym od przejeżdżających tirów.
Teraz delikatna przekąska, pobudka dzieci na toaletę a raczej WC, starzy również.
Ciemno, deszcz dzikie psy i co?

W następnym odcinku. Smile
Odpowiedz
#9
Jak myślicie co nas zaskoczyło?
Odpowiedz
#10
Niedźwiadek ?
Pozdrawiam,
Zagorkaman
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sinemorec 2023 bartus40 1 443 03.07.2023 14:14:42
Ostatni post: bartus40
  Ahtopol\Sinemorec 2014 peter 7 5,423 26.06.2015 22:07:22
Ostatni post: teresa
  Pomorie 2009 nunatak2 7 4,849 14.06.2015 13:01:16
Ostatni post: xerth

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości