Obiecałem małe resume...
Dla porządku: pobyt 2 tygodniowy 1.07-15.07.
Ogólne wrażenia dot. Sinemorca: wydaje mi się, że wiocha robi się coraz bardziej zatłoczona, zrobiła się modna. Kiedy wieczorem wychodzisz i widzisz karka w BMW z łokciem na zewnątrz, uszczęśliwiającego wszystkich swoim gustem muzycznym, zaczynasz mieć wątpliwości.
Silistar; nasza dotychczas ulubiona plaża - koniec. Zatłoczona.
O Butamiacie nawet nie chce mi się pisać.
No ale pozostaje niezawodna Kosa, a właściwie jej końcówka, a jak fale za duże, gonisz dzieciaka do Weleki.
Knajpy:
Knajp w Sinemorcu od groma, ale zjeść można bezpiecznie w kilku miejscach.:
Ryby - ta buda zaraz za warzywniakiem, frytki mistrzostwo świata. (pisałem o niej w pierwszym poście, ale link się wykrzaczył i wskazuje knajpę do KTÓREJ NIE WOLNO WCHODZIĆ!)
Wyśmienicie, też tylko ryby, jest w we wspomnianej
Guest House Veleka.
Casa Domingo. Niepowetowana strata, sacze zniknęły z manu, a były niesamowite. Ale knajpa dalej trzyma poziom, jedzenie pierwsza klasa, choć manu trochę przekombinowane a obsługa uczy cierpliwości
Horyzont; to osobny rozdział, mógłbym napisać cały elaborat o tej restauracji. Byliśmy w niej niemal codziennie i tak trzeci rok z rzędu (pozdrówcie Teodorę, szczupłą młodą kelnerkę, o dość orientalnej urodzie.

)
Mieliśmy ją pod ręką, zawsze można było wdepnąć i coś przekąsić. Do tego jest dość tanio.
Niestety, Horyzont wymaga odpowiedniej wiedzy:
-Nie jemy ryb, ja zaryzykowałem 2 razy, nie warto, a Peter to się nawet kiedyś struł. O owocach morza chyba nie muszę wspominać, nigdy nie próbowałem, nie jestem aż taki odważny.
-Darujcie sobie zupy, są co najwyżej poprawne, na zupę idźcie do Casa Domingo, na rybną do budy z rybami albo do Ankor Hotel (tam gdzie mieszkałem).
-Jemy to co bułgarska mama potrafi najlepiej: faszerowane papryczki, winen kebab, kawarma(dupy nie urywa ale dobra), kurczak z ryżem, musaka, kebabcze, kjufty, pyrlenka czesnakowa (pyyycha!). Cały dział wegetariański, na czele ze wspomnianymi kartoflanymi kjuftami. Frytki mają pyszne.
Więcej grzechów nie pamiętam.
aaa... Burgasko mają, z butelki i nalewno.
Ogólnie, "restauracja" - nie specjalnie mi pasuje jako określenie tego lokalu, raczej dał bym mu: "jadłodajnia"

Owszem, może nam się trafić danie odgrzane, ale będzie dobre. Jeśli dostaniecie nieco zimne, bez focha prosimy o podgrzanie, wydaje mi się, że Bułgarzy w upale czasem wolą jeść letnie. Obsługa tam jest na prawdę perfekcyjna, szybka, sprawna, kumata.