Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Riła 2016, czyli górskie wędrówki petera
#81
Dochodzimy do podnóża, w stercie kamieni jest skrzynka pocztowa ! Ciekawe, a kto robi za listonosza ?

[Obrazek: 85c8e050eb8e68aegen.jpg] [Obrazek: b415c7db44151370gen.jpg]

W tym miejscu żegnamy się z Nikolayem i potwierdzamy jutrzejsze spotkanie w Monastyrze.
[Obrazek: 43a39e6b05e03d65gen.jpg] [Obrazek: 61bf129f6491ce00gen.jpg] [Obrazek: 57112e2d88f8636bgen.jpg] [Obrazek: 019f09b6653a33fcgen.jpg]
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#82
Fajna wyprawa, pozazdrościć.


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Odpowiedz
#83
Niestety kolejna godzina to nie ma czego zazdrościć, ale po kolei.

Parę słów komentarza odnośnie ekwipunku. Buty, buty i jeszcze raz buty… Nie oszczędzajcie na butach i skarpetach w góry, można nie mieć plecaka za „pińcset”, kurtka też nie musi być „ North Fejs” ale buty to podstawa. My z młodym, po wielu przymiarkach zdecydowaliśmy się na buty Ecco, oczywiście wcześniej musiały być rozchodzone. Mam już kilka lat krótkie Salewy, ale Ecco wymiatały podczas łażenia po górach. Buty wysokie ma się rozumieć,  podczas szlajania po strumykach powyżej kostek – w środku sucho ( jak ktoś zainteresowany modelem to na PW ). Ci co łażą po górach to wiedzą, że bez dobrych butów to można niezłej bidy sobie narobić. Dziś, po kilku miesiącach myślę, że jestem tu gdzie jestem dzięki tym butom.
[Obrazek: 1114234277376e1egen.jpg]

Pożegnaliśmy się Nikolayem i mozolnie wspinamy się do góry. Krajobraz zmienił się diametralnie – wszędzie ściany skalne no i pogoda zaczyna się psuć; pod nogami też wyczuwamy zmianę – to już sama skała, woda. Buty rewelacja. Co kilkadziesiąt metrów robimy krótkie przerwy – raczej ja ich potrzebuję, bo czułem się fatalnie : żubrówka zrobiła swoje, śniadania nie zjadłem, przyjmuję tylko wodę. Jedyne pocieszenie, że gdy zabraknie nam wody, to dookoła nas jest jej pod dostatkiem.

[Obrazek: 09699c7b7f20076egen.jpg]

Przed nami
[Obrazek: cbcf01c3ce88c503gen.jpg]

Młody wysforował się do przodu
[Obrazek: 92cb7dcf8ef17ba6gen.jpg]

Dochodzimy do jeziora Okoto.
[Obrazek: b3a8fc661409a2a0gen.jpg]

Tu szlak rozwidla się – na lewo wiedzie czerwony a na prawo niebieski. Mieliśmy wybrać czerwony ( jak kilka osób przed nami ), potem odbić zielonym do schroniska Ivan Vazov. Stojąc na rozdrożu i spoglądając do góry jak stromy jest szlak czerwony; analizując ponownie na mapie, że niebieski jest szybszy oraz biorąc pod uwagę moje samopoczucie … decyduję, że idziemy niebieskim. Będzie szybciej ! Ta, g…. prawda. Następnego dnia Nikolay nie mogąc się nadziwić mojej głupocie mówił „ a Ty nie pamiętasz, że niebieskim do Vazova to nawet w lecie po deszczu lepiej nie iść ? ”… coś zacząłem sobie przypominać, że nasz gospodarz z Rilskich Jezior tak mówił…

Wspinamy się coraz wyżej wąską ścieżką –
[Obrazek: 1613bf65dc122aa8gen.jpg]
Jezioro robi się coraz mniejsze, natomiast w mojej głowie coraz większe szumy. Coraz więcej śniegu, wiatr zaczyna dudnić. Wchodzimy na wąską krawędź, grań, półkę – jak zwał tak zwał, szerokości może ze 40 cm – stopy ledwie się mieszczą. Pomału przesuwamy się do przodu. Po 15 metrach, za wyłomem skalnym ogarnia mnie przerażenie. Śnieg pada gęsto, wiatr coraz silniejszy. Najgorsze jednak jest to, że ścieżki nie ma – po prostu przysypał ją śnieg. Widok powoduje ciarki na plecach – w dół jest ponad 100 metrów urwiska, wprost do jeziora. Do góry skała, przysypana śniegiem. Nie można postawić dwóch stóp obok siebie, jest za wąsko, trzeba stawiać jedną za drugą. Decyduję, że przerywamy. Skała nad nami ma coś ok. 60 stopni nachylenia, opieramy się o nią. Pod nami urwisko, stoimy ( bo leżeniem tego nazwać nie można ) w śniegu prawie po kostki. Nie wiadomo gdzie jest ścieżka – na wprost widać jedynie skały i śnieg. Oceniam, że takiego hardcoru to będzie ok. 150 m przed nami. Zapomniałem dodać, że mam zajebisty lęk wysokości. Kto nie ma, ten tego nie zrozumie. Wchodząc w Londynie na 3 piętro domu bocznymi schodami pożarowymi ostatnie schodki pokonywałem na czworaka, wszelkie koła diabelskie to dla mnie jak wyprawa w kosmos ( może przeżyję ?). Co prawda nigdy w górach nie miałem lęku, ale  stojąc wtedy tam - skumulował się za wszystkie czasy. Pytam się młodego jak się czuje „ Tato spoko, dam radę – wszystko ok.”. Świetnie, ale ja chyba nie dam rady, tym bardziej, że nie wiem co będzie za kilkadziesiąt metrów. Nie mogę sięgnąć wody do bocznej kieszonki plecaka, więc piję śnieg. Mówię, że zawracamy; młody „ spróbujmy parę metrów do przodu – Tato dasz radę”. Co za ironia losu – to syn mnie motywuje do ruszenia tyłka. Wierzcie mi, że zawróciłby, gdyby to było fizycznie możliwe. Stopy nie mieściły się na ścieżce – żeby zawrócić trzeba było się zaprzeć plecami o ścianę i pomału przekręcać. Do tego moje zawroty głowy ( pierd….a żubrówka ) , lęk wysokości, śnieg, wiatr. Wypatrzyłem, że za kilkanaście metrów jest miejsce gdzie ( tak mi się wydawało ) będzie można się obrócić o 180 stopni i zawrócić, z mniejszym ryzykiem spadku w dół.
Ruszamy… wierzcie lub nie wierzcie to było najgorsze 30 minut w moim życiu. Prawym bokiem ciała szorujemy po skale; stopy stawiamy jedna za drugą ( też pod kątem ), za każdym razem stukając w śnieg. Ten padający zalepia mi okulary.  Patrzę w dół… Kumulacja wszystkiego – kiepskiej pogody, kaca, lęku wysokości, braku śniadania. Na chwilę przystajemy – zaczynam się bić z myślami : pal licho jak ja spadnę, ale młody ? ma całe życie przed sobą, nie pomogę mu jak się poślizgnie. Wszystko przelatuje przez głowę – to już drugi raz w życiu; pierwszy był dawno temu podczas wypadku. Kto miał podobnie ten wie. To już taki pierwotny lęk. Wydawało mi się, że nie ma szans. Kolejny krok będzie tym, który zmiecie nas w dół. Oceniam nasze szanse podczas spadku – z pleckami nie będzie szans wyhamować, ściana w dół ma z 80 stopni. Miejsce, gdzie wydawało się, że będzie można zawrócić okazało się zmyłką – organizm już widzi to co chce zobaczyć. Nawet młody przestał się odzywać. Nie zawrócimy – aby przesuwać się musimy iść jak przykurczeni, opierając się o skałę i ciągle trzymając się kamieni, nielicznych kęp traw.  Staram się skupić aby wyjść z tego ale cały czas gdzieś słyszę głos „ a po ki diabeł wybrałeś niebieski szlak ?”. Jak mam spaść to niech młody przejdzie, dalej sobie poradzi. Możecie się domyślić, że w głowie kiełkuje milion scenariuszy co się może wydarzyć, mało sympatycznych.
Kolejny krok i koniec!
[Obrazek: fd6702b746ccc92bgen.jpg]
Wychodzimy na płaskowyż i kładziemy się. Leżymy dobre 10 minut w śniegu. Jestem cały mokry, paruję jakby ktoś mnie wrzątkiem polał. Klnę na siebie a młody „ jestem dumny – dałeś radę”. Zuch chłopak! Naprawdę leżeliśmy z 10 minut, nogi miałem jak z waty. Łyk wody, baton energetyczny i zaczynam wracać do siebie. Patrzę do góry, w stronę szlaku niebieskiego – nie napawa mnie optymizmem. Coraz większy śnieg, szlak niewidoczny na skałach ( pamiętajcie, że kolory szlaków są bardzo słabo widoczne w Rile ), chowamy się więc pod skałą – wyciągam mapę, odpalam gps-a. Nie sądzę, aby udało nam się przejść do schroniska I.Vazov. Tam w górze tylko śnieg i skały.

[Obrazek: 60ad55a1bb8a7096gen.jpg]

Na dziś emocji myślę wystarczy, choć wg obliczeń to raptem 1.5 h marszu, ale nie chcę kusić losu. Patrzę na telefon – nie ma zasięgu…
Decyduję, że schodzimy – wierzchołkami na wierch Kabul ( 2543 ), potem odbijemy w prawo do schroniska Skakavica. Kilka kilometrów do przejścia będzie, ale w bezpiecznych warunkach. Młody nie sprzeciwia się i ruszamy.

Jak się okaże przyroda postarała się nam wynagrodzić chwile strachu i niepewności, bo droga na Kabul to jeden z tych momentów, które będzie się pamiętać do końca życia, ale w pozytywnym sensie. Niestety zdjęć niewiele bo fotoplastykon się rozładował.
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#84
No warunki pogodowe były nawet optymalne ?! Smile
Арка беееее .... зашто ми не вдигаш ?! :-)))))
Odpowiedz
#85
Ruszamy więc w dół. Jak nam się wydawało to hiża Skakavica powinna być w zasięgu do 3 godzin... ale my mamy szczęście i dotarliśmy, po przygodach ok. 18stej

Na czerwono szlak od jeziora Okoto, przez Kabul do Skakavicy. Po prawej widzicie hiża Rilskie Jeziora, skąd rano wyruszyliśmy.

[Obrazek: ec945848cb00913d.jpg]

Widoki, co tu mówić. Szczęki nam opadły. Stawaliśmy często i patrzyliśmy na doliny, wierchy, niebo. Cisza jak makiem zasiał, zero naszego gatunku ( tylko my Smile ), gdzieniegdzie jakaś ptaszyna przeleci. I wiatr. Dudniło jak w Kieleckiem! Miało to swój urok - znaczy ten świst wiatru, co szarpał ubranie, smagał twarz. Krajobraz też się zmienił - mimo, że to nadal ponad 2,5 tyś m npm, nie ma skał - to już połoniny, a raczej ich hektary.
[Obrazek: c10ae5b7dda0b846.jpg]

Widzicie po prawej grzbiet ? Tędy zaraz będziemy szli, a głowy ciągle nam chodzą to na lewo, to na prawo
[Obrazek: 4e7eb5b589d88c54.jpg]


Na odpoczynki staramy się usiąść pod nielicznym dużymi skałami lub kładziemy się od zawietrznej - spożywam już batona, więc mogę zakurzyć. Można tak leżeć i leżeć, bez końca - jak jeszcze miałbym Zagorkę hm!
[Obrazek: b762351e27337f85gen.jpg]

A może pójść tam ? Gdyby człowiek miał namiot, to może... Co to za wierch ? Skalica ? Już nie pamiętam

[Obrazek: d879120088976590.jpg]

Kabul zdobyty ! Oczywiście ten bułgarski w Rile, nie ten afgański Smile
[Obrazek: e00c717178dd5f9bgen.jpg]

Chmury wydają się na wyciągnięcie ręki, ale weź tu je dotknij !

[Obrazek: 3d8644cd7769ca25.jpg]

Cały czas idziemy szlakiem niebieskim. Oznaczeń prawie nie widać na kamieniach, trzeba uważnie patrzeć. Na szczytach tabliczki połamane, albo ułożone w przypływie czyjejś głupoty w odwrotnym kierunku. Po minięciu wiercha Kabul zaczynają się delikatne schodzy, bo ... nie ma oznaczeń. Idziemy dalej w dół, wracamy się - idziemy na prawo. A gdzie tam, szlag by to trafił!. Z mapy wynika, że po 20 minutach marszu powinniśmy odbić w prawo ale jakoś średnio chce się nam w to wierzyć. Zaczęły się krzaczory ( kolczaste ),  wpadamy w zapadliny; wszędzie mini bagienka - mnóstwo wody pod trawami. GPS zwariował wiec odpalam neta - uff, schronisko powinno być przed nami tak za godzinę. Niestety nie mam fotek - aparat w telefonie odmówił współpracy, a aparat tradycyjny no battery. Pamiętam, że w jednej z małych dolin pasły się konie ale nie widać było żadnego człowieka. Przecinaliśmy mini grzbiety, wchodziliśmy w strumienie. Przedzieramy się przez trawy, kępy kosodrzewin oraz borówki. Po kolejnej godzinie wchodzimy do lasu. Dwie godziny przez skały, strumyki, uskoki większe i mniejsze; czasem przez powalone drzewa; czasem po drzewie w dół bo przed nami 5 metrowe urwisko. Szlak gubimy co chwilę. Idziemy na czuja - znów nic nie działa. Zaczyna padać deszcz. Kondycyjnie jesteśmy wyczerpani, a tu naprawdę trzeba uważnie każdy krok stawiać. Byle kamień się obsunie i noga trzask. W końcu jest tabliczka " Skakavica 700 m" ! I ... k####a kolejna godzina w deszczu, na drzewie, pod drzewem, w strumyku, skakanie, omijanie...
Docieramy. Jest godzina po 18 stej. Link do schroniska Skakavica
Padamy na ławy. Znów paruje z nas jak z lokomotywy. Jak się okazało jesteśmy jedynymi gośćmi - zamawiamy ciorby, kjufte, kebabcze, ja rakiję i piwo. Skład ekipy nadzorującej - dwóch gospodarzy i dwie kobitki ( raczej nie żony ); biesiadują przy stoliku służbowym. Haha - jak u nas kiedyś na wczasach był stolik służbowy dla personelu. Oderwali się tylko od imprezy, co by nas zmęczonych obsłużyć.
Krótko o schronisku - na dole jest wielka sala z kuchnią, w której można kupić zawsze coś na gorąco. Kilka pokoi jest na górze - dwójki i trójki. Zapłaciliśmy 25LV, razem z zakuską. Obok jest drugi budynek i tam chyba mieszkają drwale, tartaku nie ma ale widziałem jak z lasu konie wyciągały kłody. Schronisko to wczesny Żiwkow - o ile wielka sala na parterze ma klimat ( wielki kominek - palą węglem i idzie w rury na pokoje ), podłoga z kamienia, drewniane ławy; na ścianach fotografie i mini wystawy pokazujące Riłę od lat 50tych również w zimowych krajobrazie; wiszą stare drewniane narty; jest ściana autografów - coś na wzór naszych podpisów " tu byłem T.Halik" - to góra czyli pokoje to wczesny Czerwenkow ( Żiwkow był po nim, wysiudał go ). To tak - drzwi otwierają się z kopniaka. W środku żarówka tli się tak ledwo co, lamperia już dawno odpadła ze ścian. Ale są łóżka ! Metalowe oczywiście i skrzypią jak cholera. Jest umywalka, oczywiście tylko zimna woda. Spróbujcie umyć zęby  Big Grin , tnie jak brzytwa. Paląc cigareta przez okno, widzę rury, które ze skały idą w budynek...  Huh Prysznic ? Wspólny, na końcu korytarza - ze ściany wystaje kawałek rury gumowej ( ciśnienie ze 300 atm!). Ale to wszystko nie ważne ! Jest łóżko, żołądek pełny, nie kapie na czerep. Jak będzie zimno to zawsze można sobie rozpalić - to jedyne zdjęcie ze schroniska, ale jakże znamienne.

[Obrazek: 6c089bfbbff254c9gen.jpg]

Zeszliśmy z młodym na dół, posiedzieliśmy przy kominku - popijałem Burgasko i śmialiśmy się z naszych przygód. Grunt to zakończyć dzień na wesoło; niemniej pamiętamy o ryzykownym przejściu i niekończącym się przedzieraniu przez las. Gospodarze zapraszają na rakiję, ale zmęczenie daje znać o sobie. Mam dreszcze, w skrócie opowiadam o naszych przygodach. Zdziwieni oczywiście, że poszliśmy niebieskim i już mniej zdziwieni, że organizm chce odpocząć a nie biesiadować po tylu km wertrepów. Stąd jest zielony szlak do schroniska Rilskie Jeziora, wiedzie przez las, w miarę łatwy - ok 2 godzin. My szliśmy niebieskim 9 godzin... - choć nie wyobrażam sobie wędrówki naszym w przeciwną stronę.
Aspirina, tel do Nikolaya o zmianie planów i w końcu spać.
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#86
peter jakaś cisza w temacie...

jakoś trudno się zebrać do pisania, ale pewnie niedługo to nastąpi - muszę zdążyć przed powrotem w Riłę we wrześniu Smile
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#87
Czekamy!
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Wink 2021 Góry Riła i Piryn a Chalkidiki na dokładkę Nova 28 3,540 19.07.2023 21:49:58
Ostatni post: Raphael
  Sozopol 2020 ... czyli CovidTravel 2020 PAP 14 1,672 14.04.2021 20:25:33
Ostatni post: PAP
  Wte i we wte czyli okrężną drogą tradycyjnie do Sozopola 2020 dżek 52 4,091 20.05.2020 10:49:03
Ostatni post: myszabe
  Rodopy 2018 - czyli opowieści dziwnej treści przy butelce rakiji kris68 43 7,126 14.07.2019 20:22:06
Ostatni post: igi123
  Być w siódmym niebie oczami Radka, czyli Riła 2017 myszabe 19 7,605 26.12.2017 19:51:53
Ostatni post: myszabe
  Complex Midia Grand Resort , Aheloy 2016 Marek i Buddy 9 5,514 29.05.2017 18:00:33
Ostatni post: Marek i Buddy
  Od Vidina po Vrah Botev 2376 m n.p.m. Sezon 2016. arka 302 68,956 22.05.2017 20:37:20
Ostatni post: arka
  Gdzie kucharek sześć - Biała 11.08-22.08.2016 myszabe 97 33,899 15.01.2017 14:14:16
Ostatni post: mahony
  Sozopol 2016 by dżek dżek 169 62,135 18.12.2016 21:19:33
Ostatni post: dżek
  Riła,Pirin,Rodopi i ostroboki dar.iva 7 4,569 08.10.2016 15:02:09
Ostatni post: arka

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości