Po 6-ciu godzinach, podjadając po drodze jagody, z drobnymi odpoczynkami i z ciężkimi plecakami dochodzimy do schroniska Perelik. Tuż przed nim spotykamy jego szefa, który słysząc, że jesteśmy z Polski wyrzuca z siebie kilka słów w naszym języku „Dzień dobry panie” (np. co ciekawe, „Pan”, „Pani” nieodzownie kojarzą się reszcie Słowian z polszczyzną, doświadczyliśmy tego też na Ukrainie), potem „Interes idzie dobrze?” Ja kiepełę mam dobrze umocowaną na szyi, a pytania o Geszeft nie są mi obce, odpowiadam szybko, że „interes dobrze”. Jemu się to bardzo podoba, może zarobiłam wieczorną rakijkę? Schronisko Perelik jest małe ale bardzo przytulne, są dwa małe bungalowy, każdy gotowy przygarnąć po 5 osób. W necie napisano, że maksymalna pojemność wynosi 35 osób, poza tym musi być więc „spalnia” na ok. 25 osób. Ruch jest tu niczego sobie, bo można dojechać drogą, więc lepiej wcześniej zadzwonić. Nam telefonicznie zarezerwował miejsca gospodarz schroniska Lednicata i jesteśmy już oczekiwani przez gospodynię, która tylko się upewnia czy to my, bo dostała ze schroniska Lednicata telefon, że przyjdziemy wraz z trójką Bułgarów. Bułgarzy przyjdą później, jak wrócą z Orfeusza.
Zostajemy zakwaterowani w jednym z dwóch bungalowów, drugi będzie dla Bułgarów. Dostajemy kocyk, aby wygrzewać się na słoneczku. Piwa jeszcze nie przywieźli, ale dostajemy po kufelku z ceramiki ze starych zapasów, jak się później okazuje gratisowo.
Jeszcze po Bułgarach nadchodzi duża grupa chłopców z jedną dziewczyną - ich szefową, w każdym razie szykuje im później posiłek na zapleczu kuchni.
![[Obrazek: BULGARIA%202009%20505.JPG]](http://ouh.home.pl/img/BULGARIA%202009%20505.JPG)
Ten napis jest jakiś dziwny, prawda? Dopiero teraz przyjrzałem mu się, mogłem zapytać właściciela hiży, po jakiemu to jest.