16.11.2018 22:06:44
Dzień siódmy (poniedziałek) Rano zjedliśmy śniadanie, pakowanie i sprzątanie. Około 10tej oddaliśmy klucze do mieszkania, podjechaliśmy zatankować samochody na pobliską stację i pojechaliśmy do Kranewa ostatni raz nacieszyć się czarnomorską wodą i plażą. Niestety po kilku minutach okazało się, że we wodzie pływają małe szczypawki gryzące ludzi. Przed wyjazdem czytałem że takie coś pojawia się okresowo na kąpieliskach, ale po przyjeździe do Bułgarii odetchnąłem z ulgą bo nic takiego nie zastaliśmy w wodzie. A tu nagle ostatniego dnia (szczęście w nieszczęściu) paskudztwo zaatakowało. Jednak wbrew przeszkodom wszyscy chcieli przed wyjazdem nacieszyć się jeszcze czarnomorską wodą. Było już po 12tej, a nikomu nie chciało się kończyć zabawy. W końcu zgarnęliśmy towarzystwo i poszliśmy poszukać jakiejś knajpki, w której moglibyśmy coś zjeść przed podróżą. Obiad zjedliśmy w bardzo fajnym barze gdzie miła pani mówiła po polsku: Бистро "Българка" Mieli świetne ceny i dobre jedzenie i zacząłem żałować że tak późno tu zaglądnęliśmy. Łukaszowi zaczęło brakować lew więc musiał uzupełnić gotówkę w jakimś bankomacie. Niestety po weekendzie bankomaty w Kranewie (w liczbie całych dwóch) świeciły pustkami. Teoretycznie miały być uzupełnione do godz. 12:00 ale najwidoczniej bankomaty w Złotych Piaskach i Albenie miały wyższy priorytet bo po 13tej nadal w Kranewie było pusto. Ostatecznie udało się jakoś zapłacić po części w euro. Miła pani spakowała nam resztę jedzenia na drogę i około 14tej wyruszyliśmy w trasę. W stronę do Bułgarii miałem przygotowane trasy w formie ścieżek GPX na nawigację osmAnd, niestety z powrotem musiałem już improwizować bo na telefonie był problem żeby odwrócić ścieżki a trasa dynamicznie ustalana przez nawigacje nie potrafiła zjechać z autostrady przy Szumen w kierunku Ruse. Włączyłem więc nawigację googla dla asekuracji i jechałem za znakami. Powrót za dnia dał nam możliwość oglądnięcia sobie Bułgarii którą wcześniej przejeżdżaliśmy nocą. Szybko i bez przeszkód dolecieliśmy do Ruse (o 16:20 płaciłem za gaz na LUKoilu). Pół godziny później byliśmy już w Rumuni (na wyjazd z Bułgarii czekaliśmy ok. 15-20 min. a wjazd do Rumuni odbył się praktycznie z marszu. Na drodze było luźno, trasa już dobrze znana więc lecieliśmy na luzie. Mały korek zrobił się w Pitesti po zjeździe z autostrady (pod tunelem), ale ruch powoli się przesuwał więc nie utknęliśmy tam na długo. Za Pitesti DN7 była już bardziej zatłoczona i nie dało się już szybko ścigać. Na szczęście po objedzie w Kranewie wszyscy byli najedzeni więc nie robiliśmy już żadnej przerwy na kolejne posiłki, jedynie dojadaliśmy w trakcie jazdy resztki z obiadu (cace ;-) i suchy prowiant. Szkoda że najładniejszy fragment DN7 przejeżdżaliśmy już po zmroku. Do Sybinu dotarliśmy o 22:00. Na stację benzynową wjechałem już na oparach - dystans od stacji w Ruse ok. 315 km. Do hotelu dotarliśmy po 22:30. Prysznic i padliśmy jak muchy;-)

