14.01.2016 21:02:47
Vlad?
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
|
Sinemorec 2009
|
|
14.01.2016 21:02:47
Vlad?
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
14.01.2016 21:59:41
Zrodelko???
14.01.2016 22:11:06
14.01.2016 23:42:29
O ten Hollywood to i ja pamiętam
A odliczanie świateł to np. w Płocku jest ... Pisz Arek bo fajnie się czyta
15.01.2016 13:44:36
Nie było to żadne zwierzę.
Tylko Vlad zabrał prąd. Co i jak napiszę po 16.
15.01.2016 18:12:40
Wracając do relacji i mojego pytania.
Wsiadamy do naszej skodzianki, wkładam kluczyki do stacyjki i co, przygasają kontrolki a rozrusznik nawet nie drgnął. Tak zapewne Vlad, tylko pewnie energetyczny wyssał całą zawartość prądu z akumulatora który jest niezbędny do rozruchu. No i zaczęło się zrzędzenie w samochodzie, po co włączałeś CB, ładowarkę, nawigację itd. Już myślałem, że mnie coś trafi albo kogoś. Pomimo tego a raczej dla świętego spokoju opuściłem auto, podniosłem maskę, następne zdziwienie. Poluzowane klemy na aku, wszystko jasne, przynajmniej nie mogą zarzucić mojej osobie beztroskiego ładowania dodatkowego wyposażenia. Następna myśl może podczas przeglądu przed wyjazdem coś niedopatrzyli? Nie to nie to, chole..e płyty na obwodnicy Oradei spowodowały taki stan rzeczy. Już dobrze zmoknięty wsiadam do samochodu, mówię dlaczego jest tak a nie inaczej i co jakieś słowo przepraszam. Nic z tego. Postanawiamy z moją druga połową zatrzymać przejeżdżający jakiś pojazd, tylko osobowy. Została jeszcze jedna opcja, kładziemy się spać, czekamy do rana na pozostałych uczestników wyprawy. Na początek biorę telefon z włączonym wyświetlaczem. Stoję przy drodze i macham ręką w której trzymam aparat. Tak za każdym razem kiedy widzę osobówkę. przypominam że jest pomiędzy pierwszą a drugą w nocy, przy padającym deszczu. Zły na czym świat stoi liczę przejeżdżające samochody i postanawiam, że za dziesiątym spotkanym samochodem przestanę zatrzymywać pojazdy. Z wiadomej przyczyny, ponieważ mogliśmy stracić jedyne źródła łączności z towarzyszami wyprawy. Mimo tych wszystkich sprzeczności losu, mieliśmy odrobinę szczęścia, jako ósmy zatrzymał się na samym końcu parkingu samochód osobowy (skoda Octavia) na rumuńskich tablicach rejestracyjnych. teraz myśl jak się z nimi dogadać, druga myśl kto to się zatrzymał jaki szaleniec stanął o tej porze w środku nocy i ulewy. Wychodzi dwóch młodych ludzi, o zgrozo głowa pracuje, ale przecież to ja zatrzymałem samochód. Podchodzę do do tych młodych ludzi i zaczyna się rozmowa więcej na migi niż słownie. Dopiero otworzenie maski daje im do zrozumienia o co chodzi. Pytają się po angielsku ale ja ni w ząb. dopiero gestami pokazuje że mam kable do odpalania na krótko. Trochę z niedowierzaniem podjeżdżają do mojego samochody, chyba nie bardzo wierzą w moje przypuszczenia. Podłączamy kable i porażka z ich aku też nie chce odpalić. Jeden z młodych ludzi odpala silnik wchodzi na wyższe obroty. Następna próba zakończona sukcesem. Tylko przed wyjęciem kabli trzeba było wszystko wypakować z bagażnika bo gdzie były kable, tam gdzie miejsce na koło zapasowe. Bagaż trafił do środka samochodu na fotele. Po uruchomieniu auta były podziękowania i uściski, w ramach podziękowań obdarowaliśmy chłopaków dwoma butelkami wódki. Po tym podarku nie było końca podziękowań ze strony rumuńskich przyjaciół, tak jak to my byśmy ich uratowali, a może tak było? Przepakowaliśmy bagaż, zastała nas już druga a nawet trochę po drugiej godzinie. Chłopaki z Oktavi czekali aż wyruszymy w dalszą drogę. Teraz nie patrząc na to przeciwności losu i z uśmiechem na buziakach poruszamy się w kierunku Piteszti. Przejeżdżamy przez miasto i już autostrada jedziemy w kierunku Bukaresztu. W Planach miała być obwodnica stolicy Rumunii. Niestety padający deszcz i dość wczesna pora powoduje przejechanie zjazdu. Jednak znowu sprzyja nam szczęście bo ulice Bukaresztu są puste. Jedziemy prościutko do centrum i szukamy zjazdu na Giurgiu. To wyższa szkoła jazdy. Oznakowanie beznadziejne ale znowu szczęście najstarsza córka dostrzega drogowskaz na jakiejś latarni na wysokości paru metrów zasłonięty liśćmi z drzew. Nie było nam dane skręcić od razu po nawrotce zjeżdżamy w kierunku przejścia granicznego pomiędzy Rumunią a Bułgarią. Docieramy do przejścia kontrola trwa bardzo krótko i bez problemowo. Następnie kupujemy bileciki na przejazd mostem. Docieramy po pokonaniu mostu do Bułgarskich pograniczników. Oczywiście ze strachu nie gasiłem silnika, na granicy Rumunom wytłumaczyłem dlaczego i nie było problemu. Kartofelki i jedzenie musiały poczekać. CDN niebawem.
Stoimy w kolejeczce do odprawy na przejściu granicznym.
Podjeżdżamy prawie do budek ale jeszcze troszkę zostało, wciskają się samochody jak szprotki w konserwie. czekamy silnik pracuje, oczywiście podchodzi sam nie wiem czy wopek czy celnik. Nakazuje wyłączyć silnik, na nic zdają się moje tłumaczenia o awarii i problemach jakie mnie napotkały. Wyłączyć. Z duszą na ramieniu wykonuje polecenie i czekam na następny podjazd samochodów, po kilkunastu minutach przekręcam kluczyk. skodzinka zagadała. Przejeżdżamy przejście, tylko gdzie kupić winiety, po odprawie podjeżdżamy do wopka przed opuszczeniem przejścia. Troszkę po rusku troszkę przy pomocy rąk. Raczej przy pomocy rąk pokazuje gdzie mamy zakupić winiety. Opuszczamy przejście wita nas Ruse, po prawej stronie stoją budki z winietkami oraz kantory. Wymiany nie polecam kiepski przelicznik. Potem troszkę pokręciliśmy się po mieście ze względu na kiepskie oznakowanie. Po parunastu minutach opuszczamy miejscowość. Dość szybko pokonujemy następne odcinki drogi, mijamy Rozgrad i dojeżdżamy do Szumen. Dalsze punkty to Karnobat i Burgas. Zaznaczam że to 2009rok. przejazd tym odcinkiem to wielkie rozczarowanie co do stanu drogi. Nawierzchnia, częściowy jej brak i zakręty wyprofilowane w odwrotnym kierunku. Następny szok dla samochodu, serpentynki super. Trzeba dobrze pilnować drogi i niestety wszystko w żółwim tempie. Gdzieś po drodze robimy przystanek na posiłek i w drogę (samochodu nie gasiłem). Pogoda na nasze szczęście jest dobra, to że padało i była niska temperatura to dla nas plus, młodego nie swędzi, no i najważniejsze. Dlaczego tak piszę bo nasza Fabia nie ma klimy. Dojeżdżamy do Burgas, oznakowanie super, więc śmigamy na Primorsko i dalej. No i właśnie to dalej to już kiepsko. Do Achtopolu jak cię mogę ale do Sinemorca to obraz nędzy i rozpaczy. Jest upragniony Sinemorec Ten widok z drogi jest tylko namiastką co nas czeka. Wjeżdżamy do miasteczka a raczej wioski, samochód zostawiamy gdzieś przy tym budynku, wtedy był to plac budowy. Wyruszamy na poszukiwanie kwater. Przypominam był to wyjazd w ciemno. CDN
17.01.2016 21:46:42
Poruszamy się w kierunku ulicy Kalandzha.
Moje druga połowa po tej ekstremalnej podróży ma opuchnięte łydki. Młody jakoś się trzyma, wszystko byłoby spoko gdyby nie poszukiwania trzech apartamentów dla trzech rodzin. Zmordowani i wycieńczeni poruszamy się ulicą w kierunku z którego przyjechaliśmy. Po drodze wchodzimy do dwóch Hoteli (jeżeli można to hotelem nazwać, dla mnie raczej pensjonaty). Ceny wahają się pomiędzy 35 a 40 euro. Wreszcie docieramy do miejsca gdzie prawie wjeżdżaliśmy. Przed naszymi oczami Hotel Sinemorec. Cena dość atrakcyjna, apartamenty powiedzmy są apartamentami, zależy kto czego oczekuje. Na szczęście są trzy wolne. Na parkingu hotelowym spotykamy Polaków z Mińska Mazowieckiego. Podróżują z małymi dziećmi, pełen szacun. Takie pakowanie i rozmieszczenie bagażu w samochodzie, zrobione z płyty przegrody pozwalające wyjmować np. wózek bez wypakowania pozostałego bagażu. Oglądamy apartamenty, dwa apartamenty składają się każdy z dwóch pokoi, natomiast jeden to studio przedzielone drzwiami przesuwnymi. Ten ostatni ma niebiański widok i spory taras. Wypakujemy bagaże właśnie do tego apartamentu. Z tego co pamiętam był to 28 czerwiec. Powiadamiamy współtowarzyszy wycieczki o rezerwacji. Zapomniałem dodać, ustalenia ceny to 30-35 euro. Po częściowym rozpakowaniu bagaży, wypluskani pod prysznicem padamy na łóżka. Minęło parę godzin, zbieramy się wyjść do wioseczki. Pierwsze wielkie zdziwienie w całej tej turystycznej zabudowie nie ma kantoru, a bankomat przy plaży Butamiata nieczynny. Porażka nie ma jak zjeść. Gdzie nie zachodzimy do restauracji wszędzie chcą lewy. Dopiero w hotelowej restauracji możemy zjeść za euro. Tylko dzięki kelnerowi, bo właścicielka nie chciała rozmawiać. Tak więc pierwsze wrażenia nie najlepsze. Zajadamy sie obiadkiem, jest smaczne, cena też ok, kelner nawet dobrze wymienił. Dowiadujemy się, że najbliższy bank jest w Ahtopolu do którego postanawiamy pojechać następnego dnia. Tego samego dnia wieczorem około 20 docierają nasi znajomi. Widoki z balkonu, a raczej tarasu rekompensują wszystkie niedogodności podróży. Wieczorem można kłaść się spać. Zdjęcia zamieszczę jutro wieczorem, będą z następnego dnia.
Przed obiecanymi fotkami jedna fotka z przejazdu przez Bg.
![]() Widok lepszy od słoneczników Van Gogha. Zdjęcia z tarasu hotelu Sinemorec. ![]() ![]() Jak myślicie czy ten widok rekompensuje trudy podróży? Zbliżenie Kosy ![]() Pogoda jak widać na zdjęciach nas nie rozpieszczała. Na szczęście słoneczna pogoda w następnych dniach wróciła. Koniec czerwca plaże prawie puste.
24.01.2016 00:51:27
Hm, pamiętam ten hotel arek, śniadania syte, co nie? Hehe
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda” |
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| Sinemorec 2023 | bartus40 | 1 | 445 |
03.07.2023 14:14:42 Ostatni post: bartus40 |
|
| Ahtopol\Sinemorec 2014 | peter | 7 | 5,423 |
26.06.2015 22:07:22 Ostatni post: teresa |
|
| Pomorie 2009 | nunatak2 | 7 | 4,852 |
14.06.2015 13:01:16 Ostatni post: xerth |
|