Niedawno. Był Frytowski. Przywiózł śliczną żonę i trojańską śliwowicę. Ale tylko śliwowicę, egoista, zostawił. Apeluję: Frytowskiego na ołtarze! Sante subito! (a może upito?)
14 września, koło południa. Trwoga wielka ogarnęła lud boży, na widok Budynia z zabandażowaną ręką prawą. Na szczęście sprawa okazała się trywialna. Budyń po blisko miesiącu uników musiał podać rękę szefowej jeszcze rządu a następnie, odrazą ogarnion, szorował ową dłoń szczotką drucianką i lizolem zlewał, przez co do ran doprowadził. Różne bywają stygmaty.
18 września rano. Moja bassecica ma obstrukcję. W końcu rano udało się jej zrobić klocka w kształcie małej litery ‘i’, wypisz, wymaluj jak z logo partii pewnej. Jeżeli w dalszym ciągu dnia wykupska ‘P’ i ‘S’, wybiorę sobie pseudonim i udam się na emigrację wewnętrzną.
23 września popołudniu. Budyniowy minister zapowiedział, że jego szefa zaprosił osobiście Franciszek, przez katolików zwany Ojcem, w dodatku Świętym (w sumie fajny gość, chociaż w sukience), do złożenia wizyty w Watykanie. Tego samego dnia wieczorem franciszkowy minister oświadczył, że żadnego zaproszenia nie ma. I to nawet nie dlatego, że Franciszek nie lubi gości z wazeliną, ale nigdy nikogo nie zaprasza.
24 września wieczorem – Budyń w trzy karoce zajechał nocą ciemną do domu Prezesa. Zuch Budyń! Pokazał, że on ponad niedomówieniami wszelakimi. A i różnorodność w fikaniu koziołków pochwala. Pomyślcie – jeszcze lat parę wizyta nocna w domu starego kawalera z odchyłami byłaby uznawana za podejrzaną. Bo po co pojechał? Pogadać można wszędzie i w samo południe nawet.To co oni robili? Kota głaskali?
14 września, koło południa. Trwoga wielka ogarnęła lud boży, na widok Budynia z zabandażowaną ręką prawą. Na szczęście sprawa okazała się trywialna. Budyń po blisko miesiącu uników musiał podać rękę szefowej jeszcze rządu a następnie, odrazą ogarnion, szorował ową dłoń szczotką drucianką i lizolem zlewał, przez co do ran doprowadził. Różne bywają stygmaty.
18 września rano. Moja bassecica ma obstrukcję. W końcu rano udało się jej zrobić klocka w kształcie małej litery ‘i’, wypisz, wymaluj jak z logo partii pewnej. Jeżeli w dalszym ciągu dnia wykupska ‘P’ i ‘S’, wybiorę sobie pseudonim i udam się na emigrację wewnętrzną.
23 września popołudniu. Budyniowy minister zapowiedział, że jego szefa zaprosił osobiście Franciszek, przez katolików zwany Ojcem, w dodatku Świętym (w sumie fajny gość, chociaż w sukience), do złożenia wizyty w Watykanie. Tego samego dnia wieczorem franciszkowy minister oświadczył, że żadnego zaproszenia nie ma. I to nawet nie dlatego, że Franciszek nie lubi gości z wazeliną, ale nigdy nikogo nie zaprasza.
24 września wieczorem – Budyń w trzy karoce zajechał nocą ciemną do domu Prezesa. Zuch Budyń! Pokazał, że on ponad niedomówieniami wszelakimi. A i różnorodność w fikaniu koziołków pochwala. Pomyślcie – jeszcze lat parę wizyta nocna w domu starego kawalera z odchyłami byłaby uznawana za podejrzaną. Bo po co pojechał? Pogadać można wszędzie i w samo południe nawet.To co oni robili? Kota głaskali?

