Nasze wakacje już dawno dobiegły końca to i moja relacja dawno skończona...
Pozostał nam jeszcze do napisania subwątek - górska część relacji, a więc ten sam wyjazd, tylko widziany oczami Radka, relacja ilustrowana zdjęciami Jego autorstwa, niestety jednak mojego pióra.
Za nic nie chciał się mój małżonek zgodzić na zalogowanie na forum i własnoręczne napisanie relacji.
"To Twoja działka - ja tak nie umiem pisać" - powiedział Radek. A więc dostałam Jego błogosławieństwo, a że co weekend spędzamy po 5 godzin w aucie - Radek prowadzi auto, a ja siedzę w necie - to i tym sposobem może jakąś relację wspólnie sklecimy.
No to zaczynamy po Radkowemu:
Termin: Wakacje po raz kolejny zaplanowane w sierpniu - co do tego uwag Radka BRAK
Kierunek: Bułgaria, Wybrzeże Morza Czarnego
Radek: ZNOWU?!?? (niezadowolenie)
Transport: Samolot
Radek: wrrr... (wku..ienie).
Radek: "Przecież w końcu mieliśmy jechać samochodem - tak mówiłaś w zeszłym roku. Obiecałaś, że kiedyś znowu samochodem pojedziemy do Bułgarii. Planowaliśmy przecież jazdę przez Rumunię. Tam mam góry, zawsze kilka dni moglibyśmy tu zostać, a potem - no dobra - pojedziemy nad to Twoje morze. Ale maksymalnie na tydzień..."
Mysza: Wsród naszych znajomych amatorów czterech kólek jakoś nie ma, a ja nie chcę jechać na jedno auto. Po doświadczeniach z naszej jedynej samochodowej podróży do Bułgarii w 2011 roku trudno mnie raczej przekonać do trasy samochodem i to w pojedynkę. Wtedy nasza Krystyna (Chrysler Grand Voyager) załatwiła nam wakacje na cacy. Miało być super wygodnie, komfortowo no i przede wszystkim - TANIEJ NIŻ SAMOLOTEM. Parę kilometrów przed Kluj Napoca na jednym z podjazdów jakoś dziwnie nam czkawki dostała, aż jej prądu zabrakło. Objaw braku dostępu paliwa. Na szybko ponowne odpalenie silnika i pojechali.. Im dłużej jechali tym chmura coraz czarniejsza z tyłka Krystyny leciała. Dostała odżywki, jakieś oczyszczacze paliwa, filtry itp.. no i cudem dojechała do Rawdy. Daliśmy jej kilka dni urlopu - a potem Radek wziął się za ekspertyzę. No i stwierdził, że to wtryski. Ale że odpoczynek Krystynie dobrze zrobił to i odpaliła bez trudu i nawet pięknie brzmiała. Boże, jak ona wtedy PIĘKNIE brzmiała. Jakieś cudowne uzdrowienie - pomyśleliśmy... I w tej błogiej atmosferze nasze wakacje w Rawdzie trwały, aż do dnia wyjazdu.
Nie, nie - bez takich. Bardzo ładnie odjechaliśmy i nawet ten głos Krystyny zadziwiał, dotąd dopóty nie zaczęły się podjazdy na serpentynce Słoneczny Brzeg-Biała. Jakoś pod górkę znowu taki sam objaw jak w Rumunii. Jednak to wtryski....Na domiar złego jakoś dech straciła ta nasza Krystyna i nijak ponownie odpalić nie chciała. Na szczęście wtedy byliśmy na pięć aut i z pomocą przyszedł nasz kolega - szczęśliwy posiadacz auta równie dużego jak nasza Krystyna. No i z holu, to jakoś odpaliliśmy - ale za nic nie mogliśmy dopuścić do zgaszenia silnika. I jechalibyśmy sobie tak szczęśliwie, gdyby nie to że na moście w Warnie zatrzymała nas policja. Znajomi pojechali - a my cały czas na silniku poddaliśmy się dobrowolnej karze. Za długie 20 minut i 20 EUR udało nam się uniknąć 3 miesięcznego zatrzymania prawa jazdy i 300 leva mandatu, ale to było najdłuższe 20 minut w moim życiu. Jak ja się wtedy bałam, że nam ten silnik zgaśnie. Nawet nie mogłam usiąść za kółkiem, żeby gazu dodawać - bo po pierwsze czarna chmura, a po drugie: przecież małżonek rzekł policjantom, że nie mamy jak wrócić do Polski bez tego jego prawa jazdy, bo niby nie mam uprawnień do prowadzenia pojazdu....
Do tego potem znowu w Rumunii jakiś pseudopolicjant - przebierany jak się potem okazało - naciągnął nas na kolejne 20 EUR.
Potem każdorazowy postój wiązał się z takim oto zabiegiem:
![[Obrazek: 9390712_P1020473.JPG]](http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2017/9/15/9390712_P1020473.JPG)
I MY MAMY JECHAĆ SAMOCHODEM???? SAMI??? O NIE!!!
No i na początku stycznia wpadła promocja w LOT. A w LOT - jak to u narodowego przewoźnika - przelot do SOFII.
Radek: ZACIERA RĘCE.. NIE CHCIAŁA W RUMUŃSKIE GÓRY TO BĘDĄ BUŁGARSKIE.
Mysza: Ale jak to? Przecież Oskar nie pójdzie - ja to może jeszcze i połażę, ale młody za nic....
No i tak oto doszliśmy do kompromisu:
ZNOWU Bułgaria,
ZNOWU Samolotem,
ZNOWU nad morze, ale..
Radek: ZGODZĘ SIĘ, POD WARUNKIEM, ŻE KILKA DNI SAM SPĘDZĘ W GÓRACH RIŁY...
No i słowo się rzekło...
i tym razem to już nie miało znaczenia, że do Bułgarii lecimy AŻ NA DWA TYGODNIE
cdn
Pozostał nam jeszcze do napisania subwątek - górska część relacji, a więc ten sam wyjazd, tylko widziany oczami Radka, relacja ilustrowana zdjęciami Jego autorstwa, niestety jednak mojego pióra.
Za nic nie chciał się mój małżonek zgodzić na zalogowanie na forum i własnoręczne napisanie relacji.
"To Twoja działka - ja tak nie umiem pisać" - powiedział Radek. A więc dostałam Jego błogosławieństwo, a że co weekend spędzamy po 5 godzin w aucie - Radek prowadzi auto, a ja siedzę w necie - to i tym sposobem może jakąś relację wspólnie sklecimy.
No to zaczynamy po Radkowemu:
Termin: Wakacje po raz kolejny zaplanowane w sierpniu - co do tego uwag Radka BRAK
Kierunek: Bułgaria, Wybrzeże Morza Czarnego
Radek: ZNOWU?!?? (niezadowolenie)
Transport: Samolot
Radek: wrrr... (wku..ienie).
Radek: "Przecież w końcu mieliśmy jechać samochodem - tak mówiłaś w zeszłym roku. Obiecałaś, że kiedyś znowu samochodem pojedziemy do Bułgarii. Planowaliśmy przecież jazdę przez Rumunię. Tam mam góry, zawsze kilka dni moglibyśmy tu zostać, a potem - no dobra - pojedziemy nad to Twoje morze. Ale maksymalnie na tydzień..."
Mysza: Wsród naszych znajomych amatorów czterech kólek jakoś nie ma, a ja nie chcę jechać na jedno auto. Po doświadczeniach z naszej jedynej samochodowej podróży do Bułgarii w 2011 roku trudno mnie raczej przekonać do trasy samochodem i to w pojedynkę. Wtedy nasza Krystyna (Chrysler Grand Voyager) załatwiła nam wakacje na cacy. Miało być super wygodnie, komfortowo no i przede wszystkim - TANIEJ NIŻ SAMOLOTEM. Parę kilometrów przed Kluj Napoca na jednym z podjazdów jakoś dziwnie nam czkawki dostała, aż jej prądu zabrakło. Objaw braku dostępu paliwa. Na szybko ponowne odpalenie silnika i pojechali.. Im dłużej jechali tym chmura coraz czarniejsza z tyłka Krystyny leciała. Dostała odżywki, jakieś oczyszczacze paliwa, filtry itp.. no i cudem dojechała do Rawdy. Daliśmy jej kilka dni urlopu - a potem Radek wziął się za ekspertyzę. No i stwierdził, że to wtryski. Ale że odpoczynek Krystynie dobrze zrobił to i odpaliła bez trudu i nawet pięknie brzmiała. Boże, jak ona wtedy PIĘKNIE brzmiała. Jakieś cudowne uzdrowienie - pomyśleliśmy... I w tej błogiej atmosferze nasze wakacje w Rawdzie trwały, aż do dnia wyjazdu.
Nie, nie - bez takich. Bardzo ładnie odjechaliśmy i nawet ten głos Krystyny zadziwiał, dotąd dopóty nie zaczęły się podjazdy na serpentynce Słoneczny Brzeg-Biała. Jakoś pod górkę znowu taki sam objaw jak w Rumunii. Jednak to wtryski....Na domiar złego jakoś dech straciła ta nasza Krystyna i nijak ponownie odpalić nie chciała. Na szczęście wtedy byliśmy na pięć aut i z pomocą przyszedł nasz kolega - szczęśliwy posiadacz auta równie dużego jak nasza Krystyna. No i z holu, to jakoś odpaliliśmy - ale za nic nie mogliśmy dopuścić do zgaszenia silnika. I jechalibyśmy sobie tak szczęśliwie, gdyby nie to że na moście w Warnie zatrzymała nas policja. Znajomi pojechali - a my cały czas na silniku poddaliśmy się dobrowolnej karze. Za długie 20 minut i 20 EUR udało nam się uniknąć 3 miesięcznego zatrzymania prawa jazdy i 300 leva mandatu, ale to było najdłuższe 20 minut w moim życiu. Jak ja się wtedy bałam, że nam ten silnik zgaśnie. Nawet nie mogłam usiąść za kółkiem, żeby gazu dodawać - bo po pierwsze czarna chmura, a po drugie: przecież małżonek rzekł policjantom, że nie mamy jak wrócić do Polski bez tego jego prawa jazdy, bo niby nie mam uprawnień do prowadzenia pojazdu....
Do tego potem znowu w Rumunii jakiś pseudopolicjant - przebierany jak się potem okazało - naciągnął nas na kolejne 20 EUR.
Potem każdorazowy postój wiązał się z takim oto zabiegiem:
I MY MAMY JECHAĆ SAMOCHODEM???? SAMI??? O NIE!!!
No i na początku stycznia wpadła promocja w LOT. A w LOT - jak to u narodowego przewoźnika - przelot do SOFII.
Radek: ZACIERA RĘCE.. NIE CHCIAŁA W RUMUŃSKIE GÓRY TO BĘDĄ BUŁGARSKIE.
Mysza: Ale jak to? Przecież Oskar nie pójdzie - ja to może jeszcze i połażę, ale młody za nic....
No i tak oto doszliśmy do kompromisu:
ZNOWU Bułgaria,
ZNOWU Samolotem,
ZNOWU nad morze, ale..
Radek: ZGODZĘ SIĘ, POD WARUNKIEM, ŻE KILKA DNI SAM SPĘDZĘ W GÓRACH RIŁY...
No i słowo się rzekło...
i tym razem to już nie miało znaczenia, że do Bułgarii lecimy AŻ NA DWA TYGODNIE

cdn


![[Obrazek: f733624a56beb856c22c316fb8a07ed8.jpg]](https://uploads.tapatalk-cdn.com/20170924/f733624a56beb856c22c316fb8a07ed8.jpg)