Jako że droga z Sybinu do Warny to miał być już luzik to w poniedziałkowy poranek nie śpieszyliśmy się już z wyruszeniem w drogę tym bardziej, że teoretycznie in później wjedziemy na transfagaraską tym mniejsze szanse na mgły i chmury. I to był błąd. Pierwszy problem to rozładowany akumulator w samochodzie brata. Był tak pewny swojego akumulatora że nie posłuchał moich ostrzeżeń poprzedniego dnia żeby wyłączyć na noc lodówkę turystyczną no i efekty było widać rano. Odpaliliśmy "na pych" i zostawiliśmy samochód z pracującym silnikiem żeby się podładował. Gdy już wszyscy sie zapakowali ruszyliśmy przez Sybin szukać stacji z LPG. No i po 200 metrach znowu problem. U brata skoczyła temperatura płynu chłodzącego. Trzeba poczekać chwilę na schłodzenie. Jedziemy dalej. Na wylocie z miasta, na stacji MOL oczywiście dystrybutor LPG nie czynny. Jedziemy dalej. Na szczęście na Lukoilu, kilkaset metrów dalej był gaz, jednak przejechaliśmy prosto rondo i za rondem nie można było skręcić na stację która była po przeciwnej stronie drogi, a zawrotka około kilometra dalej - jakiś ciasny przepust pod główną drogą - i znowu gimnastyka niskim samochodem. Po perypetiach z uruchomieniem dystrybutora, zatankowani ruszamy dalej, obserwując temperaturę w samochodzie brata. W myślach zaczęła mi się rysować wizja rezygnacji z trasy transfagaraskiej, żeby w górach nie złapały nas znowu problemy z gotującą sie wodą w chłodnicy. Przed rozjazdem na Braszów robimy postój i zapada decyzja: ryzykujemy transfagaraską bo już więcej nie będzie okazji, a przy powrocie nie będzie szans sie wyrobić czasowo. Podczas jazdy samochód trzyma temperaturę, w górach bedzie troche chłodniej, brak oznak wydmuchanej uszczelki pod głowicą - damy radę, byle dojechać do szczytu a później już z górki ;-) Z przystankami wjeżdżamy pod górę, samochód daje radę, ale niestety okazuje sie że chmury zaczynają napływać na północna zbocze i wjeżdżamy praktycznie w chmurach. Na szczęście za tunelem słońce i czyste niebo. Powoli zjeżdżamy w dół. Droga w dolinie zaczyna się niemiłosiernie dłużyć, czas ucieka, a trzeba jeszcze gdzieś obiad zjeść. Na tamie Vidraru sie praktycznie nie zatrzymujemy tylko gdzieś dalej na kilka minut w wiadomym celu i dalej w drogę. Chcieliśmy zjeść obiad w Penisunea Draculi w Căpăţânenii Ungureni ale mieli wszystko zarezerwowane i w najbliższym popasie zatrzymujemy się na pizzę. Przez problemy z samochodem uciekło nam dużo czasu więc ruszamy czym prędzej dalej. Planowałem tankowanie na Lukoilu w Pitesi ale po problemach ze stacjami LPG nie odwlekam już tankowania. Przed 16stą Tankujemy na Rompetrol Expres w Merisani i gonimy na Pitesi, autostrada A1, zjazd na Vanatori Mici i turlanie się w kierunku Giurgiu po czymś co przypomina drogę. Na szczęście płyt betonowych pokrytych dziurawym asfaltem było "tylko" 12 km, później odcinek ładnej drogi chyba do Ghimpati i znowu płyty pokryte asfaltem chociaż już nie dziurawym wie można lecieć te 90km/h. W tym miejscu zaczęły się dziury i potężna ulewa:
https://www.google.pl/maps/place/43%C2%B...25.9287327
W deszczu wjeżdżaliśmy do Giurgiu przed 19stą. Przy wjeździe na most nie było kolejki ale standardowo chcieli nas oszukać. Między innymi dzięki informacjom z forum byliśmy na to przygotowani;-) Na przejściu też poszło szybko (ok. 5 min.) i jesteśmy w Bułgarii. Uderzamy do pierwszej budki po winiety. Nie mają miesięcznych. W drugiej budce chcą 18 euro.
Poddenerwowani późną godziną, próbą oszustwa na moście i ogólnym zmęczeniem idziemy na stację benzynową po drugiej stronie ulicy. Znowu albo nie ma miesięcznych albo nie da się płacić kartą. I tak godzine jeździliśmy od stacji do stacji po opustoszałym i zalanym Ruse w poszukiwaniu stacji na której da się kupić winietę. Ja z tego wszystkiego zapomniałem że miałem w portfelu 50 lewa kupione w Polsce właśnie na potrzeby kupna winiety, ale to i tak nie starczyło by na dwie miesięczne, chociaż w końcu przyszedł pomysł żeby ostatecznie kupić dwie tygodniowe i później dokupić następne dwie, ale szczęśliwie trafiliśmy na stację OMV:
https://www.google.pl/maps/place/OMV+%D0...25.9764031
gdzie bez problemu można było zapłacić kartą. Z Ruse wyjeżdżaliśmy przed godz. 21.
Dalsza droga na Szumen i Warnę to już był relaks po wcześniejszych przygodach. Do Rogacheva dotarliśmy o 23:20. cdn...