Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pierwszy raz Bułgaria - okolice Albeny
#11
Witek, tak, pisalam  o Monastyr Aladzha niedaleko Złotych Piasków

[img]<a href=https://zapodaj.net/ae32f0557261e.jpg.html>monastyr.JPG</a>[/img]

[Obrazek: 3fc0fd2c606821f7][Obrazek: 3fc0fd2c606821f7med.jpg]" />
Odpowiedz
#12
No to wróciliśmy z wczasów w Bułgarii. A oto jak przebiegała nasza wycieczka:
Z Rzeszowa wyjechaliśmy około 3:20 w niedzielę i do Barwinka dotarliśmy o 5:00. Tankowanie na BP w Barwinku i dalej w trasę. Zjazd przez Vranov nad Topľou, Trebisov do Slovenské Nové Mesto gdzie po 7:00 mieliśmy kolejne tankowanie na stacji OMV i szybkie śniadanie. Dalej przez Pacin i Kisvarde bardzo fajna droga, puściutko, drogą nr 4 w kierunku Nyiregyhaza, odbiliśmy na drogę 403 (a w zasadzie pojechaliśmy prosto bo 4 przechodzi w 403, a do Nyiregyhaza trzeba skręcić w prawo) do autostrady M3, na którą nie wjeżdżaliśmy tylko łącznikiem pomiędzy węzłami przeskoczyliśmy na drogę w kierunku Nyírbátor i Vallaj (dobra prosta droga). Gdzieś przy tej drodze zatrzymaliśmy się w jakimś lasku na chwilę odpoczynku i małe co nieco i ruszyliśmy w dalszą drogę. Pięć minut na granicy i jesteśmy w Rumunii. Za granicą zaczął się jeden z gorszych odcinków drogi. Nie było dziur w asfalcie więc koła raczej nie było gdzie urwać ale zawieszenie musiało trochę popracować. Brat miał samochód z obniżonym zawieszeniem i na jednym przejeździe kolejowym musiał się nieźle nagimnastykować żeby przejechać, podobnie było na 200 metrowym odcinku drogi 1F w Tasnadzie:
https://www.google.pl/maps/dir/47.481015...m2!4m1!3e0
No ale daliśmy radę;-) Dalej do skrzyżowania z drogą E81 i prosto do Zalau. W Zalau zaczęło się szukanie stacji z LPG. Jedyna stacja z LPG to Lukoil na wylocie z miasta. Tankowanie o 13:20 i dalej przez Kluż-Napoka do Turdy. Przed kopalnią byliśmy około 15:40 zjedliśmy coś na szybko i do kopalni w Turdzie wchodziliśmy o 16:20.
cdn...
Odpowiedz
#13
Kopalnia robi wrażenie, ale trzeba mieć mocne nogi do chodzenia po schodach albo anielską cierpliwość do czekania na windę do której stoi długa kolejka. Należy też pamiętać o zabraniu ze sobą cieplejszych ubrań bo temperatura w środku to około 10 stopni Celsjusza. W przedsionku kopalni są zresztą klimatyzatory żeby człowiek nie doznał szoku termicznego przechodząc z temperatury ponad 30st. Zdjęć nie wklejam bo są kiepskiej jakości (wiadomo ciemno),a necie jest dużo profesjonalnych fotek z saliny. Z kopalni wyszliśmy po 18tej i po ogarnięciu się ruszyliśmy na poszukiwanie jakiegoś popasu. Niestety niedzielnym wieczorem nie było to łatwe zakładając warunek płatności kartą. Restaurację znaleźliśmy dopiero w pensjonacie Mobis-AL w Aiud. Obiad skończyliśmy dopiero po 21ej, a w między czasie dzwonili już z Pamira sport w Sibiu gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg żeby potwierdzić nasze przybycie. Do hotelu dotarliśmy ok. 22:40. cdn...

Wysłane z mojego Redmi 3S przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#14
Jako że droga z Sybinu do Warny to miał być już luzik to w poniedziałkowy poranek nie śpieszyliśmy się już z wyruszeniem w drogę tym bardziej, że teoretycznie in później wjedziemy na transfagaraską tym mniejsze szanse na mgły i chmury. I to był błąd. Pierwszy problem to rozładowany akumulator w samochodzie brata. Był tak pewny swojego akumulatora że nie posłuchał moich ostrzeżeń poprzedniego dnia żeby wyłączyć na noc lodówkę turystyczną no i efekty było widać rano. Odpaliliśmy "na pych" i zostawiliśmy samochód z pracującym silnikiem żeby się podładował. Gdy już wszyscy sie zapakowali ruszyliśmy przez Sybin szukać stacji z LPG. No i po 200 metrach znowu problem. U brata skoczyła temperatura płynu chłodzącego. Trzeba poczekać chwilę na schłodzenie. Jedziemy dalej. Na wylocie z miasta, na stacji MOL oczywiście dystrybutor LPG nie czynny. Jedziemy dalej. Na szczęście na Lukoilu, kilkaset metrów dalej był gaz, jednak przejechaliśmy prosto rondo i za rondem nie można było skręcić na stację która była po przeciwnej stronie drogi, a zawrotka około kilometra dalej - jakiś ciasny przepust pod główną drogą - i znowu gimnastyka niskim samochodem. Po perypetiach z uruchomieniem dystrybutora, zatankowani ruszamy dalej, obserwując temperaturę w samochodzie brata. W myślach zaczęła mi się rysować wizja rezygnacji z trasy transfagaraskiej, żeby w górach nie złapały nas znowu problemy z gotującą sie wodą w chłodnicy. Przed rozjazdem na Braszów robimy postój i zapada decyzja: ryzykujemy transfagaraską bo już więcej nie będzie okazji, a przy powrocie nie będzie szans sie wyrobić czasowo. Podczas jazdy samochód trzyma temperaturę, w górach bedzie troche chłodniej, brak oznak wydmuchanej uszczelki pod głowicą - damy radę, byle dojechać do szczytu a później już z górki ;-) Z przystankami wjeżdżamy pod górę, samochód daje radę, ale niestety okazuje sie że chmury zaczynają napływać na północna zbocze i wjeżdżamy praktycznie w chmurach. Na szczęście za tunelem słońce i czyste niebo. Powoli zjeżdżamy w dół. Droga w dolinie zaczyna się niemiłosiernie dłużyć, czas ucieka, a trzeba jeszcze gdzieś obiad zjeść. Na tamie Vidraru sie praktycznie nie zatrzymujemy tylko gdzieś dalej na kilka minut w wiadomym celu i dalej w drogę. Chcieliśmy zjeść obiad w Penisunea Draculi w Căpăţânenii Ungureni ale mieli wszystko zarezerwowane i w najbliższym popasie zatrzymujemy się na pizzę. Przez problemy z samochodem uciekło nam dużo czasu więc ruszamy czym prędzej dalej. Planowałem tankowanie na Lukoilu w Pitesi ale po problemach ze stacjami LPG nie odwlekam już tankowania. Przed 16stą Tankujemy na Rompetrol Expres w Merisani i gonimy na Pitesi, autostrada A1, zjazd na Vanatori Mici i turlanie się w kierunku Giurgiu po czymś co przypomina drogę. Na szczęście płyt betonowych pokrytych dziurawym asfaltem było "tylko" 12 km, później odcinek ładnej drogi chyba do Ghimpati i znowu płyty pokryte asfaltem chociaż już nie dziurawym wie można lecieć te 90km/h. W tym miejscu zaczęły się dziury i potężna ulewa:
https://www.google.pl/maps/place/43%C2%B...25.9287327
W deszczu wjeżdżaliśmy do Giurgiu przed 19stą. Przy wjeździe na most nie było kolejki ale standardowo chcieli nas oszukać. Między innymi dzięki informacjom z forum byliśmy na to przygotowani;-) Na przejściu też poszło szybko (ok. 5 min.) i jesteśmy w Bułgarii. Uderzamy do pierwszej budki po winiety. Nie mają miesięcznych. W drugiej budce chcą 18 euro.
Poddenerwowani późną godziną, próbą oszustwa na moście i ogólnym zmęczeniem idziemy na stację benzynową po drugiej stronie ulicy. Znowu albo nie ma miesięcznych albo nie da się płacić kartą. I tak godzine jeździliśmy od stacji do stacji po opustoszałym i zalanym Ruse w poszukiwaniu stacji na której da się kupić winietę. Ja z tego wszystkiego zapomniałem że miałem w portfelu 50 lewa kupione w Polsce właśnie na potrzeby kupna winiety, ale to i tak nie starczyło by na dwie miesięczne, chociaż w końcu przyszedł pomysł żeby ostatecznie kupić dwie tygodniowe i później dokupić następne dwie, ale szczęśliwie trafiliśmy na stację OMV:
https://www.google.pl/maps/place/OMV+%D0...25.9764031
gdzie bez problemu można było zapłacić kartą. Z Ruse wyjeżdżaliśmy przed godz. 21.
Dalsza droga na Szumen i Warnę to już był relaks po wcześniejszych przygodach. Do Rogacheva dotarliśmy o 23:20. cdn...
Odpowiedz
#15
trochę mnie z tą winietką zdziwiłeś. Zwykle zawsze były jakieś 3-4 km za przejściem granicznym, tuż przed wjazdem do centrum Ruse, na małej stacyjce benzynowej po prawej stronie. Taka niewielka biała budka, może z dwoma stanowiskami do tankowania. Tam wiele osób zatrzymuje się głównie po winietki. No ale wszystko możliwe
Odpowiedz
#16
Cały problem był w tym że system nie przyjmował płatności kartą za winietę. Nawet na Shellu nie dało się zapłacić kartą. A brat nieraz jeździł TIRem przez Bułgarię i też był w szoku bo zawsze kupował na stacjach i płacił kartą.
Odpowiedz
#17
aaa, to ja właśnie m.in. z tego powodu, także z powodu knajpek po drodze (kart czasami nie tolerują) zaopatruję się przed wyjazdem jednak w jakieś 100 lub 200 leva. No nic, wynurzeniami natury technicznej wątku Twego już nie zakłócam, tylko czytam dalej
Odpowiedz
#18
Nie wiele teraz czasu żeby pisać bo muszę wykorzystać ostatnie dni urlopu żeby ogarnąć trochę wokół domu, ale trzeba się zmobilizować bo im później tym więcej ucieka z pamięci...
Ponieważ byłem kierowcą to moja relacja oparła się głównie o informacje dojazdowe, ale jest też kilka refleksji z Rumuni. Fakt jest taki że Rumunia rzeczywiście mocno się rozwija, na terenach nizinnych w większości gospodarstwa wielkopowierzchniowe, w górach pasterstwo i turystyka. Drogi cały czas budują, choć przyznam im szczerze że w tych górach nie jest to łatwe. Sam odcinek A3 jest dość widowiskowy - kilka ładnych estakad. W Zalau, w jedną stronę mało kół nie urwaliśmy na zapadniętych studzienkach, a z powrotem kładli już nowy dywanik. Mojej żonie spodobało się że ludzie ze spokojem spędzają popołudnia na ławeczkach przy drodze, dzieci bawią sie przy drodze i nikt się o nic nie boi. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych tak było u nas. No i faktycznie mnóstwo wałęsających sie psów. Niektóre wychudzone tak że mieliśmy ochotę rzucić im coś do jedzenia żeby nie zdechły.
Pierwszy dzień na Bułgarii musieliśmy trochę odespać, rozpakować resztę samochodu, potem wyjście do wiejskiego sklepiku gdzie zakupy wcale tak tanio nie wyszły (24 zł za chleb, trzy lody i zgrzewkę małych butek wody mineralnej), ale dało się zapłacić kartą. Po rozeznaniu w okolicy, ogarnięciu się w bardzo fajnym mieszkaniu zjedliśmy szybki obiad i wczesnym popołudniem wybraliśmy się upragnioną plażę. Oczywiście najszybsza trasa w googlu poprowadziła nas przez jakąś gruntówkę przez co brat musiał szukać innej drogi i w sumie okazało się że pojechał prawidłową trasą przez centrum Kranewa, ale w końcu się odnaleźliśmy i dotarliśmy na na parking przy plaży. Na wprost miejsca w którym zaparkowaliśmy byłu porozstawiane płatne parasole. Dalej przestrzeń dla rozrywek motorowodnych i w końcu dotarliśmy na zwykłą plażę. Upragnione Morze Czarne... Był wtorek 31 lipca więc według prognoz ostatni dzień gorszej pogody w Bułgarii. Faktycznie niebo było "przydymione" chmurami więc filtrami się zbytnio nie przejmowaliśmy. Niezbyt upalna pogoda, spokojne morze i upragniona plaża sprawiły że praktycznie do wieczora przesiedzieliśmy na brzegu. Następnego dnia okazało się że Bułgarskie słońce, nawet popołudniowe i przeświecające przez cienki chmurki, nieprzyzwyczajonej polskiej skórze może wyrządzić szkody. Praktycznie wszyscy byliśmy czerwoni. Może nie były to jakieś mocne poparzenia ale miejscami skóra piekła. Nauczyło nas to sumiennie smarować sie filtrem 50UV już do końca pobytu...
Odpowiedz
#19
Z tej czerwieni to pewnie teraz ładna opalenizna.
Odpowiedz
#20
Аaaaaaa to już wiem skąd ta piosenka:
Polskaa bialo-czerwony Smile
"In vino veritas, in aqua sanitas"
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Tongue Bułgaria po raz ... n-ty wojak999 128 16,715 28.06.2026 08:08:21
Ostatni post: wojak999
  Bułgaria z moją "Połówką"-Sezon 2021 arka 52 5,557 14.09.2023 12:52:43
Ostatni post: arka
  Po raz pierwszy SV skorup74 12 1,230 13.08.2023 12:06:31
Ostatni post: dżek
  Sławomira pożegnanie z Bułgarią ? lisek 198 24,576 01.07.2023 21:52:55
Ostatni post: dżek
Question Gdzie z dzieciakami na pierwszy raz? Rysiekkk 16 1,884 06.07.2022 12:18:58
Ostatni post: wojak999
  Mój pierwszy raz.... 4rtuR 12 939 19.08.2020 23:45:46
Ostatni post: 4rtuR
  Bułgaria 2019 - tym razem Primorsko makej 97 8,328 18.08.2019 15:24:40
Ostatni post: aekzal
  Pierwszy raz do Bułgarii samochodem damiano20 58 4,762 01.08.2019 17:31:41
Ostatni post: myszabe
Wink Bułgaria po raz 8. wojak999 60 5,650 31.07.2019 10:03:32
Ostatni post: wojak999
  Bułgaria po raz.... artemi 6 476 03.07.2019 19:31:56
Ostatni post: artemi

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości