No właśnie...zacznie się.
Zakwaterowanie - hotel WALMAR - ul. Zdravko Bombov 13 Biała.
Warunki - niestety pozostawiają wiele do życzenia. Uwierzyliśmy opiniom z booking.com - Znakomity 9.2 .....?!!! W takim razie nie wiem co to znaczy...
http://www.booking.com/hotel/bg/walmar.pl.html
Takie opinie w internecie i do tego cena...26 EUR za dobę za pokój 3 osobowy (w tym 3 EUR dopłata za klimatyzację). Za pobyt 11 dniowy cena 286 EURx4,30 zł=1229,80 zł. Cena transfer VARNA-BYALA-VARNA 5 EUR/osoba.
Po drodze z lotniska Valentin mówi że jutro zawiezie nas na Karadere, a pojutrze to da nam samochód i będziemy sobie go tankować (taki wiekowy niebieski VW Transporter) i sami jeździć na Karadere (póki co nie prosiliśmy). Basen czysty i rzeczywiście nawet spory. Widok z każdego pokoju na morze (daleko i nisko). I niestety na tym koniec dobrych wiadomości. Nie wiem czemu, ale właściciel jest dość niezrównoważony emocjonalnie. Na szczęście w większości hotel zajęty jest przez Polaków, którzy uspokoili moje emocje, mówiąc że po prostu gościu taki jest, a pierwszego dnia to chciał nawet na nich wzywać Policję i oddawać im pieniądze. Będzie wesoło....
W dniu przyjazdu zakwaterowaliśmy się i ok. godz. 11:30 nasi spragnieni Panowie zamówili u niego piwo. Piją każdy swoje pierwsze czy drugie piwo, śmieją się, żartują - wpada Valentin i krzyczy, że trzeba być cicho bo przeszkadza mu hałas wskazując że w regulaminie jest wszystko napisane. Wykorzystał fakt że jeszcze go nie przeczytaliśmy bo sjesta zaznaczona jest tam od 14 do 16 i tych godzin akurat się trzymamy. Ale ludzie - kto o godz. 11:30 przed południem może komuś zabronić się śmiać. Zaznaczam że w hotelu nie ma żadnych niemowląt, osób starszych, schorowanych etc...
No to się uciszyliśmy - mija kolejny kwadrans, a gościu przychodzi i pyta, dlaczego nie jesteśmy na basenie lub na plaży - no ewidentnie mu przeszkadzamy, nie rozumiem.
Pół dnia później planujemy z nim wyjazd na Karadere następnego dnia na godz.10:00 (zawsze o tej porze jeździ), a on na to że umawia się z nami na 9:30, bo i tak wyjedziemy o 10:00, bo on widzi jaka u nas jest zła organizacja.
No ludzie...o co kaman!!!
Na pozór wydaje się miły, dopóki wszystko idzie po jego myśli - czyli np. proszę o naprawę spłuczki - Jest problem, mówi - jak się nie podoba, to on może zwrócić pieniądze. (niestety tylko chojraczył, bo szybciutko alternatywę zakwaterowania mam w zanadrzu). Kolejna rzecz - podczas naszej nieobecności skręca nam chłodzenie lodówki z 4 na 1 (tak robi dzień w dzień). W pokoju brak jakichkolwiek naczyń - co oczywiście miałam obiecane. Nikt z nas nie chce tutaj gotować, ale kubek, talerzyk, czy szklanka są moim zdaniem minimum. Stół bilardowy - brak, może na szczęście bo jeśli wyglądałby tak jak stół do ping-ponga to nie ma czego żałować. Boisko - woła o pomstę do nieba - same chwasty, a siatka to była cała chyba ze 20 lat temu. Nie jest dobrze...warunki trudno, ale zachowanie właściciela jest karygodne. Ja nie raz miałam kontakt z właścicielami hoteli w Bułgarii, zawsze bardzo miło i Niama problema, nigdy też nikt nie uskarżał się na moje czy znajomych zachowanie, ale jego impertynencje są dla mnie nie do wytrzymania. Kolejnego dnia nasi rodacy opowiadają nam podobne historie z pierwszego dnia ich pobytu. Czyżby to sposób właściciela, na pokazanie gdzie jest nasze miejsce ???
Generalnie w hotelu brakuje kobiecej ręki i porządku, a tu urwana szuflada, słuchawka prysznica zupełnie bez sitka, grzyb na ścianach, każda zasłonka w pokoju inna, wyposażenie z czasów wczesnego Żiwkowa. Ja się pytam skąd te pozytywne opinie???
Czwartkowe popołudnie to spacer po Białej - jakaś taka opuszczona i zapuszczona. No cóż rzeczywiście górek trochę do pokonania. Zaliczamy bank na ul. Andrej Priemianow - to chyba główna ulica miasta - tu bank, poczta, obszczina, centrum kulturalne - tylko wszystko puste, zamknięte, niedokończone....Powoli zapoznajemy się z Białą. W informacji turystycznej (nowiutkiej wybudowanej z funduszy unijnych) nic poza pracownicą. Brak jakichkolwiek map miasta (na szczęście kupiłam za 2 lewa w hotelu obok urzędu miasta). No bez mapy to Radziu nic nowego nie odkryje....
Obiad w Starata Czeszma. Smacznie, cenowo w porządku - obsługa jakaś senna. Oprócz nas w knajpie nie ma nikogo., może z powodu godz.15:00.
Znajdujemy po drodze do Walmaru dwa sklepy na Ivan Kalchev - jeden a'la Społem drugi raczej prywatny. Kupujemy artykuły pierwszej potrzeby: chleb, masło, mleko, cocoa-cola i ostatnie butelki Flirta - w końcu dziś wieczorek zapoznawczy.
Na plażę i morze nie mieliśmy już dziś czasu.
Pójdziemy jutro...
Jutro nie poszliśmy,
Pojutrze też nie poszliśmy
Bynajmniej nie na plażę w Białej .... cdn.
Wysłane z mojego E2003 przy użyciu Tapatalka
A taki widok mamy z balkonu :-)
Wysłane z mojego E2003 przy użyciu Tapatalka