Dzień 7 386 km 5h49m Neapol - Alberobello - Polignano a Mare - Bari
Dzień rozpoczyna się od typowego włoskiego śniadania czyli jak już pisałem bardziej na słodko, co akurat mi nie przeszkadza, z dobrą kawą i owocami. Najedzeni o godzinie 9.15 wsiadamy w nasz wehikuł czasu i jedziemy tradycyjnie już we Włoszech autostradą (jakość na południu ciut gorsza, takie mam wrażenie) w kierunku najpierw wschodnim a potem południowo - wschodnim. W zasadzie mamy tylko dojechać do Bari skąd promem będziemy płynąć do albańskiego portu Durres (wł. Durazzo). Nie byli byśmy sobą gdybyśmy nie zaplanowali czegoś po drodze. Brane były różne opcje ze zwiedzaniem zamku Castel Del Monte ale zwyciężyły dwie destynacje - Alberobello z domkami Trulli i nadmorski kurort Polignano a Mare (galerie z opisami pojawią się w późniejszym czasie). Wieczorem docieramy do Bari. Odbieramy bilety na prom (wykupione mieliśmy już wcześniej) i jedziemy się zaokrętować. Ponieważ opuszczamy obszar strefy Schengen więc musimy stawić się 3 godziny wcześniej. Wjeżdżamy samochodem, obsługa promu posługuje się tylko językiem włoskim więc wjazd na pokład nie idzie całkiem gładko ale jakoś mi się udaje zaparkować. Samochody stoją od siebie w odległości kilku centymetrów. Meldujemy się w recepcji na promie, zostawiam DO (???) jako kaucję za klucze do kabiny. Na moje pytanie WHY... odpowiedź pada...ale wszyscy tak robią i nikt nie ma o to pretensji. No, dobra, myślałem, że we Włoszech panują bardziej cywilizowane obyczaje. Po rozpakowaniu się, odświeżeniu (kabina ma prysznic) idziemy na mecz Belgia - ........ Belgia wygrywa. W sali gdzie jest kilka telewizorów po obejrzeniu meczu tylko my wychodzimy a reszta osób w zasadzie oglądając mecz wiła sobie posłania na noc. Tak myślę, że zajętych kabin jest z 20 procent.
Prom powinien odpłynąć o godz. 23 lecz opóźnienie wyniosło ponad godzinę. Już nie czekając na odpłynięcie idziemy spać. Trochę kołysało ale obyło się bez sensacji żołądkowych. Rano ku naszemu zaskoczeniu dopływamy do Durres punktualnie o czasie. Jest godzina 8.00.
Nasza jednostka - AF Francesca - lata świetności ma już za sobą (1978 rok wodowania) ale jeszcze pływa. Ten niebieski samochodzik przed nami ze względu na niskie zawieszenie miał problem z wjechaniem na pokład. Ale jakoś dał radę:
Marynarz słodkich wód - tym razem woda jest słona:
Na pokładzie:
Oby te szalupy się nie przydały - takie myśli kłębiły mi się w głowie:
Oglądamy mecz:
Nasza kabina, nie było na górnym łóżku żadnego paska do przypięcia się i komfort snu nie był z tego powodu najlepszy:
Tam na horyzoncie majaczy...nie to nie bezludna wyspa...to Albania!
A tak wygląda rozpakowywanie promu w porcie w Durres:
Linia
którą płynęliśmy. Koszt podróży w kabinie dwuosobowej z łazienką i bez okna (nie przydałoby się i tak - płyneliśmy w nocy) + samochód to 693,30 PLN. Najtańsze bilety są jak się kupuje z dużym wyprzedzeniem (nawet 30% taniej). My kupiliśmy ze zniżką 15% jak dobrze pamiętam.