Dziś czwartek - 18 sierpnia 2016 roku. Na godzinę 11:00 umówiliśmy się z Valentinem na wyprawę na Karadere. Valentin od kilku dni jest gospodarzem, o jakim tylko można pomarzyć. Jest gościnny, adoruje nas i dzieci, jest bardzo uczynny - przecież jak Polacy robili imprezę on nawet w niej nie uczestniczył, a ani pisnął. Sami wiedzieliśmy że o 23:00 trzeba wyłączyć muzykę. Jak zobaczył, że dzieci lubią małe pieski, natychmiast wypuszcza je żeby dzieci mogły się pobawić. Zrywa owoce z drze i częstuje nimi. Żal w nas pozostał, bo to wręcz niewiarygodne, że to ta sama osoba...ale cieszymy się że zmiana nastąpiła.
A więc wsiadamy w niebieskiego busa (Valentin ma dwa niebieskie VW Transporter - jeden nowszy do transferów, drugi starszy i sfatygowany na pojezdki po najbliższej okolicy. Kiedy otwiera tylne drzwi okazuje się, że kanapy są wyjęte - siadamy na trzech skrzynkach po piwie i siedziskach zrobionych pod samą tylną szybą. Valentin mói, że to jeep safari - kiedy ruszamy po wyboistej drodze dzieciaki krzyczą z zachwytu. Ubaw mamy po pachy, po lewej stronie kłaniaja się słonecznik, po prawej winnice. Oto Bułgaria jakiej nie znamy...Droga jest siwa i wysuszona od braku wody, pola puste, okolica sprawia wrażenie opuszczonej....Dzika Bułgaria. Dróg do Karadere jest wiele, w tą stronę jedziemy koło studni, kierując się na lewo jest nieco łagodniej, zajeżdzamy na parking od prawej strony, wracamy kierując się w drogę po lewej stronie. Nie sposób tutaj nie trafić.... Bo wszystkie drogi prowadzą na urokliwą Karadere. Na parkingu max. 10 samochodów. Toi-toi przy parkingu zamknięty na kłódkę. Śmieci należy zabrać ze sobą - koszy tutaj także nie ma. Plaża jest zajęta przez namioty, jednak jest ich na tyle mało, że bez trudu znajdujemy miejsce na plażing. Po zejściu z parkingu udaliśmy się w lewą stronę. Wejście do morza kamieniste, ale za chwilę jest już piasek, ale i głęboko do pasa. Woda nie jest wcale taka klarowna. Idziemy na spacer w kierunku Obzoru - widać piękne skały. To Bielite skali i ich uroczy Bieli nos.
Znowu nazbieraliśmy muszelek, choć już nie tak dużo jak na najbliższej Walmarowi plaży. Oczywiście nudyzm jest tu dość powszechny, a my tacy ubrani...
Im bliżej skał tym woda jest klarowniejsza, aczkolwiek snowrekling tutaj nie jest ciekawy. Dno ładne, muszle, zieleninka, kamienie, ale rybek niewiele. Valentin także odbiera nas z plaży.
Charakterystyczną studnia przy drodze na Karadere